Naukowcy przebijają samych siebie, jeśli chodzi i wynajdywanie alternatywnych źródeł do pozyskiwania energii do różnych gadżetów. Pisałem już o tym, że niedługo będziemy przetwarzali pot na energię elektryczną. Teraz baterię doładować można muzyką. 

Twórcy nazywają swoje urządzenie nanogeneratorem (bardzo sprytnie). Wygląda to jak kawał metalowej płyty z podłączonymi kabelkami, a jednak to plastik pokryty sprayem, zawierającym w sobie małe pręciki tlenku cynku, które dostarczają prąd, gdy są przygniecione lub rozciągnięte. Zresztą takie będą, gdy w tle będą gdzieś hałasowały sobie odgłosy życia codziennego. Grupa tych naukowców ściśle współpracuje z Nokią i zapewniają, że produkcja takich gadżetów jest bardzo tania. Generują też przy okazji 5 woltów natężenia, czyli tyle samo co większość ładowarek.

Tylko od razu sobie nie wyobrażajcie, że jak pokrzyczycie chwilę na telefon, to od razu się naładuje. Technologia ta daję radę głównie w podtrzymywaniu życia baterii w warunkach, gdzie nie możemy znaleźć ładowarki. Nie wiemy też na jakie głosy reaguje sprzęt, chociaż wspomniano o głosie, muzyce czy ruchu miejskim. Także niektórym zapalonym koncertowiczom taki wynalazek przydać się może, gdy przypadkiem zapomną o uzupełnieniu baterii przed wyjściem. Wkrótce w takiej sytuacji, bez problemu będziecie mogli zadzwonić po mamę, żeby Was odebrała. Ba! Nawet nie będzie krzyczeć, że nie odbieraliście telefonu.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!