WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

NASA też dotyka kryzys paliwowy – agencji zaczyna brakować plutonu

Podczas kiedy wielu miłośnikom astronomii bardzo brakuje Plutona, którego po głosowaniu wykreślono z listy planet, NASA ma znacznie poważniejszy zgryz z powodu braku pierwiastka nazwanego na cześć tego samego rzymskiego boga, a konkretnie jego izotopu: 238Pu. Pierwiastek ma tą miłą cechę, że rozpadając się, oprócz uranu (234U) i śmiercionośnego promieniowania wydziela również znaczne ilości ciepła. Dzięki temu jest doskonałym paliwem do radioizotopowych generatorów elektrycznych zasilających liczne sondy kosmiczne.

Tego typu generatory, uzyskujące energię z rozpadu radioaktywnego plutonu napędzały między innymi takie sondy jak New Horizons, czy legendarny już Voyager. Pluton jest także źródłem energii dla 899-kilogramowego pojazdu przemierzającego od trzech lat marsjańskie pustynie, czyli łazika Curiosity. Jednak materiał ten, w postaci swojego wielce użytecznego izotopu 238Pu, praktycznie nie występuje w przyrodzie. Powstaje jako produkt uboczny wzbogacania paliwa jądrowego do celów militarnych. I tutaj właśnie pojawia się problem.

Chociaż dawniej USA produkowały bomby atomowe w tysiącach egzemplarzy, to w związku z kolejnymi programami atomowego rozbrojenia, ostatni zakład pozwalający na uzyskanie potrzebnego NASA pierwiastka zamknięto w tym kraju jeszcze w roku 1988, czyli aż 27 lat temu. Amerykanie korzystali od tego czasu ze sporych zapasów, jednak obecnie są już one na skraju wyczerpania.

NASA zostało już zaledwie 35 kilogramów plutonu, z czego tylko połowa jest na tyle dobrej jakości że nadaje się jeszcze do wykorzystania. Dla porównania, żeby „zatankować” generator dla planowanego na rok 2020 marsjańskiego łazika, potrzeba około 4 kilogramów pierwiastka.

Dzięki współpracy NASA i amerykańskiego Departamentu Energii w 2013 roku udało się wznowić produkcję plutonu-238 na małą skalę. Dziś, po dwóch latach, zakład opuściła pierwsza partia materiału, zawierająca… 50 gramów drogocennego pierwiastka. Współpracujące ze sobą agencje liczą na to, że w przyszłym roku produkcję uda się zwiększyć do około 800 gramów, a docelowo nawet do 1,5 kilograma rocznie. Amerykanie nie informują na razie, czy produktem ubocznym produkcji nie będą nowe bomby atomowe.

[źródło i grafika: popsci.com]