WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Nauka

Naukowiec rozsiewa śmiertelnego wirusa. Myślał, że nikt nie zauważy

Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom ponownie rozsiewa groźne wirusy. Tym razem nie jest to denga ani wąglik. Spiesząc się na spotkanie, naukowiec z CDC przypadkowo skaził sczep łagodnej ptasiej grypy z innym, znacznie bardziej śmiertelnym. Po czym wysłał go do innego, niczego niepodejrzewającego laboratorium.

Wszystko odbyło się w styczniu w siedzibie CDC w Atlancie. Dwie zmieszane ze sobą próbki zostały wysłane jako niegroźny dla ludzi wirus. Jak już wiecie był on jednak groźny. Kiedy podczas prowadzenia badań podano go niczego niepodejrzewającym kurczakom, to wszystkie zaczęły nagle umierać. Ludzie zajmujący się badaniami zauważyli, że coś poszło nie tak.

Naukowiec odpowiedzialny za pomyłkę był świadomy tego, co zrobił, ale nikogo nie poinformował. Sprawa nie wydała się aż do czerwca, kiedy drugie laboratorium zgłosiło identyczny problem. Postanowiono poinformować o wszystkim dyrektora CDC, Toma Frieden’a. Z jego wypowiedzi wynika, iż pracownik, który dopuścił się tego karygodnego błędu przeprowadził całą procedurę w ciągu 51 minut zamiast 90. Dlaczego? Bo śpieszył się na popołudniowe spotkanie. Nikt jednak nie jest w stanie udowodnić, że takowe odbyło się o wspomnianej porze.

Cała ta sytuacja pokazuje jak niewiele trzeba, aby jednej nieuważny naukowiec spowodował wybuch pandemii. Co dalej? Może słynny wirus Ebola?