Po zakończeniu drugiej wojny światowej alianci odkryli całą masę skarbów czy dokumentów, które gromadzili naziści. Najciekawsze i zarazem najbardziej przerażające są jednak szkice technologii, którą w czasie i po drugiej wojnie światowej mieli zamiar wprowadzać niemieccy agresorzy, działający pod dowództwem Adolfa Hitlera. Jednym z „wynalazków” jaki III Rzesza planowała wdrożyć do powszechnego użycia były ponaddźwiękowe samoloty, zdolne do osiągnięcia lokalizacji każdego miasta na Ziemi w jedną godzinę. Co stałoby się, gdyby ich cień pojawił się nad Warszawą czy Nowym Jorkiem, możecie sobie wyobrazić.


ibdysqwxtzquaex286vi

Wszystko kręci się wokół postaci Eugena Sängera – austriackiego inżyniera, który opracował koncept utworzenia samolotu rakietowego z kadłubem o płaskim dnie, wznoszącym się w wyższe obszary nieba, pomijając jednocześnie niższe poziomy atmosfery. Początkowe przeznaczenie takiej technologii było, jak łatwo się domyślić, niegroźne – miał on służyć do przewożenia ludzi i ładunków, z czasem jednak wizja ewoluowała, a samolotem zainteresowała się III Rzesza, widząc dla niego przeznaczenie jako bombowca, przy pomocy którego są w stanie dosięgnąć każde miasto na globie. Niezależnie od tego, na jakim stałoby ono kontynencie.

Całe jednak szczęście, szybko okazało się, że rozwiązania jakie Sänger planował wykorzystać w swoim projekcie, a konkretnie ciekły system napędowy, wokół którego narysowany został cały szkic, okazały się być zbyt niepewne, a samolot, który mógł terroryzować cały świat stracił środki, dzięki którym jego produkcja mogła dojść do skutku. Potencjał austriackiego inżyniera dostrzegało jednak więcej osób poza samym Führerem, bo z czasem sieci zarzucił na niego Józef Stalin, chcący zmusić go do pracy na rzecz ZSRR, to się jednak nie udało i myślę, że cały współczesny świat jest za to wdzięczny.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej