“Nowa generacja?”. Już sam tytuł może nas odrobinę rozsierdzić, bo Avalanche Studios nie oferuje w grze New Generation Zero czegoś, co zaserwuje nam dwutygodniowy opad szczęki, ale sama spójność, grafika i połączenie niektórych mechanik jest dosyć niespotykane w takim nasileniu.

Zacznijmy może od początku. New Generation Zero ujrzało światło dzienne przed tegorocznymi targami E3 zwyczajnym zwiastunem. Mroczny i fajny klimacik, świat po ewidentnej katastrofie i grupa śmiałków stawiających czoła… robotom? Właśnie tak! Zamiast zombie, czy zmutowanych potworów New Generation Zero postawił na nieco bardziej zmechanizowanych przeciwników. Od malutkich robocików, których trafienie graniczy z cudem do tych ogromnych, które to mają problem z trafieniem nas… i naszych kompanów. Gra zaoferuje bowiem kooperacje dla czterech graczy w otwartym świecie.

Można więc porównać to do mieszanki elementów z Left 4 Dead, Horizon Zero Dawn i typowych surwiwali. Choć pewności co do potrzeby zaspokajania podstawowych potrzeb człowieka nie mamy, to rozwinięty crafting będzie w New Generation Zero kluczem. ”Kluczem” oczywiście do przetrwania pod kątem nowego wyposażenia oraz mechanizmów, które pozwolą graczom na przemyślenie strategii ubicia danych robotów, których zniszczenie nie ogranicza się do bezmyślnego wpakowywania w nie ołowiu.

Na powyższym gameplayu możemy zauważyć kilka z “walk”, dynamiczną pogodę oraz cykl dnia i nocy, która wpływa nie tylko na nas, ale również na zachowanie robotów. New Generation Zero ma pojawić się na PS4, PC i Xbox One gdzieś w 2019 roku. Beta jednak już ruszyła i użytkownicy Steama mogą się do niej zapisać. Niestety mam złe przeczucia co do tej gry, bo jakim sposobem twórcy przekonają graczy do dłuższej zabawy?

Ukradł 89000$ i wydał je na Game of War. Teraz trafi do więzienia

Źródło: Techspot
Zdjęcia: generationzero

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!