W czasach świetności Nokia sprzedała 126 milionów egzemplarzy legendarnego modelu 3310, od kiedy pojawił się on na rynku we wrześniu 2000 roku. Czyżby przyszedł czas, aby ten telefon znowu zatrząsł światem technologii?

W Apple czy Samsungu dyrektorowie odetchną pewnie z ulgą, kiedy dowiedzą się, że nie, raczej nie przyszedł ten czas. Nokia 3310 co prawda powraca, ale jest to raczej gra na nostalgii fanów modelu niż ponowna chęć podbicia rynku (bo i jak miałoby to wyglądać?). Odświeżona 3310 będzie śmigała na oprogramowaniu Nokia Series 30+, które zobaczymy przez 2,4 calowy wyświetlacz QVGA. Możliwe będzie nawet robienie zdjęć przez 2-megapikselową kamerę oraz korzystanie z karty microSD.

Są to cechy, które nie rzucają kolana posiadacza jakiegokolwiek z nowoczesnych telefonów, ale nie konkurowanie z nimi wyznaczyli sobie producenci z HMD jako zadanie. Ich głównym celem było stworzenie szczuplejszej, wytrzymałej, bardziej przystępnej designowo wersji, ciągle jednak dysponującej cechami, które czyniły z 3310 ten właśnie telefon. Odpowiem na najważniejsze pytanie, które musi nurtować Was najbardziej – tak, na nowym 3310 jest zainstalowany wąż.

Dzięki Opera Mini możliwe będzie przeglądanie sieci w uproszczonej wersji, ale kluczowym aspektem, na jaki mają zaświecić się oczy wszystkim konsumentom będzie czas pracy baterii. Na „czuwaniu” nowa Nokia 3310 będzie w stanie wytrzymać 31 dni bez ładowania, gwarantując 22 godziny nieprzerwanej rozmowy. Nic dziwnego, skoro raczej wykluczone będzie marnowanie baterii na Facebooka czy Snapchata. HMD planuje wypuścić nową wersję Nokii 3310 w czterech kolorach: czerwonym, żółtym, ciemnoniebieskim i szarym, już w drugim kwartale tego roku za kwotę około dwustu złotych (49 euro).

źródło: theverge.com

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej