– Ahhh, pamiętacie Ocarina of Time? To była dopiero świetna Zelda, nie to samo co dzisiejsze przygody Linka z kulawym pilotem Wii. A słyszeliście o Devil May Cry? Albo raczej DMC: Devil May Cry, hah! Kto wyjaśnia skrót tytułu w tytule gry, co za palanty to wymyśliły! A ten cały Emo Don’te – kto myślał, że to dobry pomysł by zamienić zajebistego Dantego na tego bachora.

– Dobra Franek, starczy tej nostalgii. Odstaw tego pada i weź się zachowuj normalnie. Ludzie patrzą, narobisz nam wstydu.

– Miłosz, ja Tobie nie przerywałem, OKEJ? Gdzie to ja byłem, a właśnie LOL – co to za survival horror, gdzie największym horrorem jest przypadkowe wydanie kasy na mikrotransakcje. Shooter się z tego zrobił, jak Call of Duty, o! Silent Hill 2 to dopiero był horror, najlepsza gra EVERRR! Kiedyś gry były o wiele lepsze, dzisiaj to same badziewia. A mówiłem Wam o…

– Starczy tego, chodź Franek odprowadzę Ciebie do domu zanim dadzą Ci bana na te imprezy. Nie nie, zostaw te gry i pady, nie są Twoje. Gdybym wiedział, że tak dziecinnie się zachowasz to bym nigdy Ciebie ze sobą nie wziął.

commander-shepard-drinking

Do dna Shepard, do dna! A teraz za moją ciotkę…

Tak właśnie postrzegam wszystkie osoby, które w internecie narzekają na cokolwiek nowego co twórcy wydadzą. Nie podoba nam się gra ze względu na zmieniony wygląd głównej postaci? A co tam, damy zerową ocenę na metacritic i ponarzekamy na forach. Wszystko byłoby do zniesienia, gdyby nie cała plaga tych „nostalgowców” rojąca się czy to na YouTube czy to na Reddicie, nie mówiąc już o prywatnych blogach z kilkustronnicowymi wykładami na temat tego, czemu dana gra ssie, a stare części były fenomenalne i fantastyczne. To pijacy siedzący na tej samej ławce, wyznający swoje niezadowolenie ze wszystkiego, popijając procenty nostalgii, wspominając stare, „lepsze” czasy.

Przed zakupem ostatniego, jakże kontrowersyjnego DMC: Devil May Cry zdecydowałem się na zakup DMC HD Collection. Wcześniej miałem okazję tylko zagrać w trzecią (najbardziej lubianą) część. Więc zaczynając przygodę od pierwszej chciałem zobaczyć od czego ten cały fenomen się zaczął. Jak się okazało, pierwsza część nie jest aż tak świetna jak to multum internetowych nostalgowców wmawiała reszcie. Niewygodne sterowanie pogarszane przez skaczącą kamerę, melodramatycznie nudna postać Dantego i na dodatek totalny brak satysfakcji z ukończenia trudnych bossów czy też wymagających poziomów. Aby wyszlifować najlepsze rangi to zamiast skilla wymagane jest opanowanie, jak na dzisiejsze czasy, zepsutego sterowania. Porównując do cudownej Bayonetty – niebo, a ziemia.

Jednak czy takie porównanie jest fair? Oczywiście, że nie jest uczciwe. Wraz z postępem graficznym jak i muzycznym, robimy gigantyczne kroki ku wygodnemu i coraz to lepszemu sterowaniu w grach. Nie pozwólmy, by nostalgia zasłoniła nam archaizmy, które w dawnych czasach wydawały się normalne, bo dzisiaj są one wręcz niedopuszczalne.

teen-playing

Nnngghh, to zapewne pada wina, że tak niewygodnie się steruje!

Następną „ofiarą” było nieszczęsne Silent Hill 2, którego nie potrafiłem ukończyć w dzieciństwie. Hate it or love it – ta gra, będąc wielką metaforą jest dla mnie zarówno jedną z najbardziej unikalnych i intrygujących gier, jak i najbardziej nieudaną próbą podjęcia poważnych tematów w historii gier wideo. I to dopiero zauważyłem ostatnio grając po raz kolejny, już jako bardziej ogarnięta, pełnoletnia osoba. Niezręczne dialogi między postaciami, fatalny główny bohater oraz ogromna ilość bardzo, ale to bardzo głupich zagadek często wprowadzały mnie w stan oszołomienia, gdzie nie byłem pewien czy gram w pseudo survival horror, czy też w komiczne Secrets of Monkey Island. Już pomijam cały aspekt grywalności, kiepskiego sterowania, „survivalu” z setkami naboi i kieszeniami wypchanymi apteczkami i ampułkami, bo bym się rozpisywał na kilka stron A4.

Wróćmy do fabuły, którą to tak wszyscy chwalą. Biję szczere brawa dla odważnych i bardzo ambitnych twórców, którzy ewidentnie chcieli być pionierami poważnej i mrocznej fabuły z niezręcznym klimatem przyprawionym ciarkami i gęsią skórką. Jednak wszystko to dla mnie znikało w morzu beznadziejnie zagranych głównych postaci, które mnie zniechęcały do gry i zamiast zwiedzać ciekawe miasteczko Silent Hill to biegałem od punktu A do punktu B, byleby tylko to ukończyć i przejść do jakiegoś innego tytułu. Ambicje i pomysł na szóstkę, jednak udana realizacja całości to sztuka, która tutaj niestety nie powiodła się.

I tak się rozpisałem na temat fabuły pomijając aspekt horroru, który to przecież w tej grze był najważniejszy, nieprawdaż? Dzisiaj wszyscy narzekają, że gry spowodować mogą u nas strach zaledwie poprzez wyskakujące znienacka potwory niczym w Slenderze. Ale zapominacie, że to samo było w Silent Hill 2! Gra straszyła tylko i wyłącznie głośnymi dźwiękami czy to nagłymi zwrotami akcji. To co jest dzisiaj ciężkie do otworzenia to nieprzyjemny wygląd potworów, wstręt do starych, zakrwawionych, obleśnych miejscówek i wieczny niepokój czający się w mgle w postaci robali, sióstr czy też Piramidogłowego. Ale czy w dobie wybuchających organów, rozpryskujących się kończyn, jesteśmy w stanie zaskoczyć i obrzydzić graczy czymkolwiek? Czy też musimy zrobić jeden krok dalej i zaprezentować coś pokroju Ludzkiej Stonogi, by gracze mieli od czego odwracać wzrok? Nie wiem, osobiście nie znam odpowiedzi na te ciężkie pytania. Z pewnością zadają sobie je twórcy Dead Space’a czy to Amnezji, gdyż jest to potężne wyzwanie dla twórców w dzisiejszych czasach i musimy to sobie uświadomić.

James_Sunderland_in_Shattered_Memories

Mary…. Mary? Maaaary?

Kończąc ten mocno subiektywny felieton zapewne byłoby warto poruszyć najważniejsze pytanie – czy potrzebna jest nam nostalgia? Tak, oczywiście. Ale niczym alkohol należy ją inteligentnie spożywać, jeżeli chcemy się później wdawać w dyskusję z innymi. Grając w Okami HD z radością w całym ciele odczuwałem bombę nostalgiczną rozpływającą się od stóp do głów i uśmiechałem się za każdym razem, gdy przypominałem sobie pierwsze spotkania z napotkanymi postaciami lub bossami. Jednak nie należy używać nostalgii do argumentów przeciwko dzisiejszym grom, gdyż w 99% zbyt duże dawki powodują zawirowanie myśli, błędnych faktów i wyolbrzymionych pozytywnych opinii. I dopiero po przetarciu oczu i ocuceniu zauważamy, że tak naprawdę to co wychwalaliśmy, dzisiaj już nie jest aż takie fantastyczne. Jednak w naszej pamięci żyje i zawsze żyć będzie jako produkt bezwzględnej perfekcji i niech tak zostanie. Naprawdę. W pełni uważam, że nie należy gier skreślać tylko dlatego, że się nie starzeją tak dobrze jak mogłyby nam się wydawać. Co z tego, że nie czerpałem przyjemności z trylogii Jak&Daxter w HD skoro w dzieciństwie były to jedne z moich pierwszych gier, które z radością ukończyłem w stu procentach i przechodziłem od nowa po parę razy. Nostalgię zatrzymajmy dla siebie, by powodowała uśmiech na naszych twarzach podczas wspominania różnych gier i emocji z nimi związanych.

– Hej Miłosz, patrz co znalazłem na w schowku rodziców! Stare dobre N64 z Mario Kart, kto by pomyślał, że to tutaj jest, huhu! Wyłączaj tego Xboxa, idę po dwa pady i zagramy.

– Weź przestań, nie wiesz ile mam nowych gier do ogrania?

– Ze mną nie pograsz?

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej