WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Nowa, smart-piłka Wilsona rejestruje rzuty bez zewnętrznych czujników

Inteligentne lodówki, detektory dymu, liczniki prądku… Można powiedzieć, że jeśli ktoś chce zgrywać innowacyjnego, po prostu dodaje „smart” do nazwy rzeczy, którą produkował wcześniej i zleca napisanie odpowiedniej aplikacji.

Ta tendencja nie ominęła również świata sportu – można znaleźć elektroniczne sensory w kijach baseballowych, czy golfowych, a nawet w hełmach do futbolu amerykańskiego. Adidas w zeszłym roku wypuścił na rynek MiCoach – „mądrą” piłkę do futbolu nieamerykańskiego. Podobne innowacje pojawiły się również w koszykówce – mowa o piłce 94Fifty, czy montowanym sensorze ShotTracker.

Teraz czas na dość znaną firmę Wilson Sporting Goods i piłkę do kosza o nazwie Wilson X Connected Basketball. Od swoich poprzedników różni się tym, że nie wymaga kupna osobnego czujnika na siatkę do kosza. Zamiast tego, piłka Wilsona ma w środku samodzielny sensor, wykorzystujący specjalny, testowany na szeroką skalę algorytm. Ponadto nie trzeba jej ładować – bateria ma wystarczyć na około 100 tysięcy rzutów (czyli około 2 lata użytkowania), a później można zwrócić się do firmy w celu wymiany urządzenia.

Produkt powierzchniowo nie różni się od piłek Wilson Evolution – wszystkie istotne podzespoły elektroniczne ulokowano pod jej powierzchnią. Jest to nadajnik Bluetooth, prosty procesor, trzyosiowy akcelerometr. Wykorzystuje maszynowe uczenie i procesowanie niebezpośrednie w chmurze, ponadto łączy się ze smartfonem by obliczać ilość wszystkich rzutów oraz procentowy udział tych udanych. Za odpowiednie algorytmy wykrywające sukces i porażkę odpowiedzialna jest fińska firma SportIQ – jak twierdzi Bob Thurman, kierownik Wilson Labs, jego skuteczność to 98 procent przy próbie rzędu 50 tysięcy rzutów w warunkach laboratoryjnych.

image001-582x437

Piłka przystosowana jest do koszy na wysokości 10 stóp (3 metry), ale powinna działać również z takimi zamontowanymi na 8 stopach (2.4 metra). By „wybudzić” piłkę ze stanu uśpienia i zsynchronizować z telefonem, należy podrzucić ją na wysokość około 3 metrów z dużym podkręceniem, a następnie pozwolić jej upaść na ziemię. Potem można już wybrać odpowiedni tryb gry i włączyć zegar.

image9-289x514

Są oczywiście pewne limity – piłka okazjonalnie nie zalicza udanego rzutu, albo zalicza „air balla”. Poza tym do niektórych  rzutów nie jest przystosowana w ogóle – na przykład do wykonywanych z z bliska (poniżej ok. 2 metrów), czy takich gdzie piłka po przeleceniu przez obręcz jest łapana przez gracza, zamiast spadać na ziemię. Ponadto urządzenie nie identyfikuje gdy zostaje podane do innego gracza i wszystkie rzuty rejestruje jak leci. Niemniej, dla samotnych graczy przygotowano proste „bonusy”, takie jak „odznaki” nadawane za szczególne postępy, czy możliwość zmierzenia się z generowanym przez aplikacje „graczem-duchem”. Trzeba przy tym uważać na zbyt długie przerwy – piłka jest w stanie trwać bez ładowania baterii tylko dlatego, że po kilku minutach braku aktywności przechodzi w stan hibernacji. Wówczas trzeba ją wybudzić po raz kolejny.

Produkt Wilsona wydaje się być ciekawym gadżetem dla każdego miłośnika polepszania swoich sportowych statystyk. Trzeba przy tym zauważyć, że nie jest to tania przyjemność – kosztuje (zarówno w w rozmiarze męskim, jak i żeńskim) 200 dolarów, czyli cztery razy tyle, co bardziej standardowe piłki Wilson Evolution.

[źródło i grafika: wired.com]