Tesla Model X to trzeci model Tesli (drugi zaprojektowany samodzielnie) i zarazem pierwszy w bardzo popularnym, zwłaszcza w stanach, formacie crossover, będącym połączeniem klasycznego hatchbacka z SUV. Samochód jest szybki i przestronny, ma jednak dwie wady, typowe dla pojazdów elektrycznych: cenę i zasięg.

Wady te oczywiście nie muszą być uciążliwe dla każdego. Nie każdy przecież potrzebuje samochodu mogącego, jak dotychczas podstawowa wersja Modelu X, 237 mil na jednym ładowaniu. W długą podróż można się przecież udać pociągiem, samolotem, innym samochodem, a niedługo być może i hyperloop, natomiast do jazdy po mieście i jego okolicach taki zasięg nie jest potrzebny.

Dla osób podzielających ten tok myślenia Tesla przegotowała Model X w odmianie 60D. W porównaniu do dotychczas najtańszej wersji 75D pojemność akumulatorów ograniczono elektronicznie z 75 do 60 kWh, co zaowocowało zmniejszeniem maksymalnego zasięgu z 237 do 200 mil (ok. 320 km). Pozostałe osiągi, czyli moc 328 koni mechanicznych, maksymalna prędkość 130 mph (209km/h) i przyspieszenie od 0 do 100 km/h w ciągu równych 6 sekund, nie uległy zmianie.

Wersja 60D kosztuje w stanach od 74 tysięcy dolarów. To o 9 tysięcy mniej niż wersja 75D. Co ciekawe, jako że ograniczenie pojemności baterii jest czysto programowe i w samochodzie fizycznie umieszczony jest akumulator o pojemności 75kWh, to kiedy brak 37 mil zasięgu zacznie nam doskwierać, będziemy mogli za 9 tysięcy odblokować brakujące kilowatogodziny.

Jaki ma sens sprzedawanie tego samego samochodu taniej, skoro można drożej? Czy Tesla chce przyzwyczaić ludzi do tego że samochody elektryczne nie muszą być bardzo drogie przed premierą swojego najtańszego Modelu 3? A może Model X okazał się niewypałem i Amerykanie robią co mogą żeby się go pozbyć z magazynów? Która z tych wersji jest bliższa prawdzie, tego nie wiemy.

[źródło i grafika: digitaltrends.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej