Google od lat pracuje nad algorytmami rozpoznawania obrazów opartymi o sieci neuronowe. Sieć taka składa się z wielu warstw, które po kolei odpowiadają za poszczególne etapy rozpoznawania zawartości obrazu, od rozpoznawania krawędzi, po ostateczną interpretację. Sztuczna inteligencja tego rodzaju „uczy się” najpierw na dostarczonych przykładach, po to by opracować własne wyobrażenie o danym haśle. Jak wyglądają takie wyobrażenia? Na obrazku poniżej widać, co AI z Mountain View „stworzyło” gdy nakazano mu podzielenie się wypracowanymi przez siebie definicjami.

Wyobrażenia AI.

Każdej z kolejnych warstw sieci można także nakazać wyostrzyć na zadanym obrazie elementy za których wykrywanie odpowiada. Wydając takie polecenie ostatnim warstwom, rozpoznającym już konkretne obiekty, otrzymuje się interesujące dzieła, zwane przez Google’a „snami”. Proces można zapętlić, uzyskując coraz dziwniejsze wyniki. Sztuczna inteligencja, szukając na siłę znanych sobie wzorów, widzi z każdym przebiegiem coraz więcej rzeczy, których nie ma. „Na psikład pieseły”. A przynajmniej tak myślę:

Game of Thrones on acid

Nowy nurt sztuki, nazwany „incepcjonizmem”, od niedawna może zgłębić każdy. Twórcy postanowili bowiem udostępnić swój algorytm w sieci pod nazwą „Deep Dream”. Każdy może go użyć do wygenerowania swojego własnego „incepcjonistycznego” obrazu. Pod spodem kilka przykładów przesłanych przez internautów.

dd1

dd2

dd3

dd4

Bardziej zastanawiający niż te obrazy jest chyba tylko fakt, że „prawdziwa” inteligencja też czasami widzi rzeczy, których nie ma. Zwłaszcza twarze. Na przykład sławna twarz kosmity na Marsie, czy tysiące twarzy Jezusa widzianych na tostach. Czy ten fakt świadczy o tym, że sztuczna inteligencja Google’a jest bardzo podobna do ludzkiej?

Jedno, czego nie mogę się w związku z całą akcją doczekać, to kiedy ktoś przeszkoli „Deep Dream” do wyszukiwania na obrazkach wiewiórki Małgosi z „Poradnika Uśmiechu„…

[źródło: gizmag.com; grafiki: google.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej