WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Oceaniczna elektrownia hydrotermalna

Słowa „elektrownia hydrotermalna” większości z nas przywodzą na myśl wykorzystanie energii gorących źródeł do wytwarzania elektryczności. Część z nas, interesująca się energią odnawialną, geologią albo górnictwem wie, że im głębiej schodzimy pod ziemię, tym wyższa temperatura skał oraz uwięzionej w nich wody. Taką ciepłą wodę z podziemi planowano wykorzystać w naszym kraju choćby w Toruniu, do czego jednak ostatecznie, z powodu wycofanego w ostatniej chwili finansowania, nie doszło.

Jednak na Hawajach do wykorzystania ciepła wody podchodzi się w zupełnie inny sposób. Zamiast wody podziemnej, postanowiono wykorzystać wodę morską. Pomysł w skrócie wygląda tak: Amoniak, będący cieczą o stosunkowo niskiej temperaturze wrzenia (można wykorzystać inną ciecz o podobnych właściwościach), ogrzewa się ciepłą wodą morską. Powstała amoniakowa para napędza turbiny generujące prąd. Następnie jest ona schładzana w rurach zatopionych głęboko w morzu, na skutek czego znowu się skrapla, a ciekły amoniak z powrotem pompowany jest na powierzchnię, gdzie ponownie odparuje.

Cały „myk” polega na tym, żeby energia potrzebna do wpompowania skroplonego amoniaku z powrotem na górę była mniejsza od energii wytworzonej przez jego parowanie w ciepłej wodzie. W praktyce oznacza to, że trzeba znaleźć miejsce, w którym różnica temperatury wody będzie duża już na niewielkiej głębokości.

Takie warunki występują w wielu miejscach na świecie, zwłaszcza w strefie klimatu międzyzwrotnikowego. Pierwszą działającą na tej zasadzie instalację zbudowano już w 1930 roku na Kubie. Niestety, mały, eksperymentalny zakład nie zdołał udowodnić swojej przydatności, ponieważ niedługo po ukończeniu został zniszczony przez sztorm. Pomysł zyskał znowu na popularności na przełomie lat 70-tych i 80-tych ubiegłego stulecia, jednak po kryzysie paliwowym nastąpił spadek cen ropy i ideę odłożono ponownie do szuflady.

Tym ciekawszy wydaje się fakt, że właśnie dziś, w dobie niskich cen ropy, firma Maki Ocean Engineerig, ukończyła budowę tego typu elektrowni na Hawajach, na terenie należącym do Natural Energy Laboratory of Hawaii Authority. Ukończona właśnie elektrownia dysponuje mocą wystarczającą do zasilenia około 120 domów. Jest to więc raczej projekt koncepcyjny, niż komercyjny.

Dysponująca rurami sięgającymi na kilometr pod powierzchnię morza elektrownia ma sprawdzić, na ile wydajna może być znana od lat koncepcja przy wykorzystaniu XXI-wiecznych technologii. O ile konstrukcja zda egzamin, Maki Ocean Engineering planuje jej tysiąckrotną rozbudowę. Oznaczałoby to zasilenie w prąd około 120 tysięcy domostw, czyli już całkiem sporego miasta. W przeciwieństwie do takich źródeł energii odnawialnej jak słońce czy wiatr, energia hydrotermalna pozwala na wytwarzanie prądu właściwie non-stop.

[źródło i grafika: popsci.com]