W tytule nie ma przynęty na kliknięcia ani pomyłki. To jedna z tych historii, po których stwierdzamy „chyba już wystarczy internetu na dziś”. A początek tej historii sięga do czasów, kiedy sam internet jeszcze nie istniał. Nie było jeszcze telewizji, ani nawet radia – wszystko zaczęło się bowiem w XIX wieku.

Właśnie w drugiej połowie XIX wieku przedsiębiorca, pasjonat nauki i wynalazca Thomas Alva Edison zmieniał oblicze świata. Facet, który założył General Electric, wiedział, że podstawą dobrze prosperującej firmy z branży nowych technologii musi być dział badawczo-rozwojowy. W laboratoriach Edisona w Menlo Park wynaleziono żarówkę z żarnikiem wolframowym, silnik i prądnicę prądu stałego czy kamerę i projektor do filmów dźwiękowych (Inna sprawa, że sporo z tych wynalazków zostało mówiąc bez ogródek podprowadzonych – wielu wynalazców, w tym słynny Nikola Tesla zostało dzięki bezkompromisowym akcjom bojącego się konkurencji Edisona odsuniętych na boczny tor i zmarło w biedzie)

Jednym z inżynierów pracujących dla Edisona w latach ’90 XIX wieku był młody Henry Ford. Ford na własną rękę pracował wtedy nad silnikami spalinowymi i projektem samochodu. Kiedy w 1896 roku Ford został przedstawiony Edisonowi na przyjęciu firmowym, starszemu wynalazcy bardzo się spodobały prace młodego inżyniera.

Chociaż drogi zawodowe Forda i Edisona rozeszły się już trzy lata później, to panowie do końca życia się przyjaźnili. W spotkaniach i rozmowach nie przeszkodziła nawet choroba Edisona, która zmusiła go do poruszania się na wózku. Choć kiedy w 1931 roku Edison umierał, Forda przy nim nie było, to znany już wtedy producent samochodów miał prośbę do syna założyciela GE. Poprosił go o pamiątkę w postaci ostatniego tchnienia Edisona w probówce.

Prośba została spełniona i Ford przez lata przechowywał nietypową pamiątkę po swoim przyjacielu. Kiedy zmarł, 16 lat po Edisonie, probówka, wraz z innymi przedmiotami należącymi do przemysłowca, trafiła do zbiorów Henry Ford Museum w Dearborn, gdzie przeleżała niezauważona kolejnych 31 lat. Dopiero w 1978 roku pracownicy muzeum zdali sobie sprawę z tego, że mają do czynienia z nietypowym artefaktem i od tego czasu w Henry Ford Museum podziwiać można ostatnie tchnienie Thomasa Alvy Edisona.

Trzeba przyznać, oryginalny eksponat. Macie pomysły na coś lepszego?

[źródło i grafika: sciencealert.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej