Parlament Europejski odrzucił prawne poprawki, które twardo chroniłyby neutralność sieci w Europie. O ile przyjęto nowe regulacje, które mają w teorii pozwolić na Internet „bez dyskryminacji”, to według zwolenników „net neutrality”, ustanowione prawo zawiera szereg luk, które mogą pozwolić na nierówne traktowanie użytkowników Internetu. Legislacja oznacza również koniec opłat za roaming na terenie Unii, choć i tu znajdą się osoby twierdzące, że zmiany nie są wystarczająco ekstensywne.

Nowe prawo pozwala na tworzenie internetowych „pasów szybkiego ruchu” dla „wyspecjalizowanych usług” i pozwala providerom oferować produkty „opłaty zerowej” – na przykład aplikacje i usługi, których nie wlicza się do limitu transferu danych – czyli można z nich korzystać bez ograniczeń. Według krytyków legislacji, jest to luka, która pozwoli dużym dostawcom Internetu faworyzować niektóre serwisy na bazie umów z firmami, które za nie odpowiadają. Na przykład provider mógłby uzgodnić z Apple, że transfer danych w ramach Apple Music będzie podlegał stawce zerowej, co wiązałoby się z nieuczciwa przewagą tej firmy nad konkurencją.

Zwolennicy „pasów szybkiego ruchu” dla wyspecjalizowanych usług” twierdzą jednakże, że niektórzy użytkownicy – jak choćby chirurdzy zdalnie wykonujący operacje, czy autonomiczne samochody – potrzebują specjalnego traktowania. Niemniej, według krytyków, użyty w dokumentach prawnych język jest niedostatecznie jasny, przez co duże firmy mogą płacić dodatkowo za szybszy dostęp. Do takich nadużyć miało dojść w USA, gdzie lukę prawną wykorzystano na rzecz serwisów video-streamingowych.

Ponieważ nowe regulacje pozwalają providerom nadawać pewnym usługom większy priorytet niż innym- na przykład oferując rozmowom video lepszą prędkość niż mailom – zaszyfrowane dane mogą być przesyłane z niższą prędkością. Nie zabroniono również prewencyjnego zmniejszania prędkości poszczególnych użytkowników w okresach podwyższonego ruchu.

Pomimo tych czterech „luk”, regulacje wspominają, że „cały ruch powinien być traktowany jednakowo, bez dyskryminacji, bez ograniczeń i bez ingerencji”. Niektórzy twierdzą, że pomimo słusznej idei, niejasne sformułowania prawne czynią legislację „niezadowalającą”. Europosłanka Julia Reda wskazuje na fakt, że faworyzowanie niektórych użytkowników przez prywatne firmy jest niezgodne z otwartą naturą Internetu i usuwa impuls do rozwoju jakości oferowanych przezeń usług. Choć zwolennicy nowego prawa twierdzą, że gdyby nie zostało ono ustanowione dość szybko, jego wprowadzenie ciągnęłoby się latami, to krytycy obecnego stanu rzeczy wskazują, że poprawki można było wprowadzić w ciągu sześciu tygodni.

Body of European Regulations for Electronic Communications ma dziewięć miesięcy na opracowanie odpowiednich wytycznych dla indywidualnych państw. Komisja Europejska wciąż może przyczynić się do zamknięcia luk prawnych.

[źródło: theverge.com grafika: holidaycheck.pl]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej