Ostatnie lata pokazały, że systemy informatyczne amerykańskiego Departamentu Obrony są dziurawe jak ściany w Kabulu. System mailowy Departamentu został niedawno zinfiltrowany w próbie wykradzenia informacji o ruchach wojsk. Do sieci informatycznej części systemów rakietowych udało się włamać Chińczykom. Nie wiadomo jeszcze kto włamał się natomiast do rządowego biura kadr i wykradł dane (w tym numery social security – ubezpieczenia społecznego) kilku milionów pracowników amerykańskich urzędów federalnych.

Czy pozostałe systemy informatyczne amerykańskiej armii również są podatne na cyberataki? Sam Pentagon twierdzi, że jak najbardziej tak. W wydanym niedawno raporcie departament obrony przyznał, że obecnie wszystkie systemy informatyczne wykorzystywane przez amerykańską armię są podatne na próby uzyskania nieuprawnionego dostępu.

Amerykanie nie zasypiają jednak gruszek w popiele, rozpoczynając budowę nowego systemu bezpieczeństwa informatycznego. System ma wykrywać i zapobiegać zagrożeniom. W początkowej fazie wykrywanie zagrożeń opierać się ma na pracy ludzi, natomiast wciąż trwa opracowywanie algorytmów pozwalających komputerom na automatyczną detekcję. Sprawa jest o tyle trudna, że zróżnicowanie systemów używanych przez US Army jest ogromne. To przekrój wielu architektur procesorów i wielu systemów operacyjnych, w obu przypadkach zarówno standardowych jak i projektowanych/modyfikowanych na zamówienie. Do tego część z nich ma nawet 30 i więcej lat.

O tym, na ile poważnie Pentagon podszedł do budowy systemu bezpieczeństwa, może świadczyć jego skala. Amerykanie planują utworzenie 133 zespołów reagowania na cyberzagrożenia. Na razie udało się obsadzić dopiero połowę teamów, a do pracy w nich oddelegowano już 6200 osób. Sieć mająca ochronić Departament Obrony przed atakami hakerskimi ma osiągnąć gotowość operacyjną w 2016 roku.

[źródło i grafika: engadget.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!