W zeszły piątek miał miejsce historyczny lot drona. Nie dlatego, że pobito jakiś rekord, albo użyto niespotykanej wcześniej technologii – była to natomiast pierwsza dostawa zatwierdzona przez rząd Stanów Zjednoczonych. Jest to zapowiedź świata, w którym istotne zaopatrzenie, czy nawet zakupy internetowe będą dostarczane przez bezzałogowe pojazdy powietrzne.

Dron własności firmy Flirtey – reklamującej się jako „pierwsza na świecie firma kurierska korzystająca z latających robotów” – dostarczył paczkę do wiejskiej kliniki w amerykańskim stanie Virginia.

Matt Sweeney, współzałożyciel i dyrektor generalny firmy Flirtey twierdzi, że ich usługa dobrze trafiła w rynkową niszę. Trzy tysiące osób biwakowało w oczekiwaniu na konsultację lekarską w okolicy kliniki. Samochody blokowały jednopasmowe, zapuszczone drogi. Dostarczenie zaopatrzenia zwykle wymagało 90 minutowej jazdy po wyboistej trasie. Przedsiębiorca stwierdził, że gdy dojazd jest utrudniony ze względu na zatłoczenie dróg, warunki geograficzne, czy sytuacje kryzysowe – jak huragan Katrina – dostarczanie przesyłek dronami to najszybsza i najbardziej niezawodna metoda. Według niego, „przełamana została bariera psychiczna”.

Główną przeszkodą dla usług kurierskich opartych o drony są regulacje prawne. Nic dziwnego – samorządy, czy odpowiedzialne za organizację przestrzeni powietrznej urzędy niepokoi możliwość naruszenia bezpieczeństwa i prywatności obywateli. Pewną rolę w zmianie podejścia władz Virginii odegrały niekorzystne warunki ekonomiczne – nowoczesne firmy dostawcze mają pomóc zapełnić lukę gospodarczą po upadającym górnictwie węglowym.

Jednak drony dostawcze czeka jeszcze wiele przeszkód, nim przekonają do siebie sceptycznych prawodawców. W przeciwieństwie do ambitnego projektu Amazon Prime Air, Flirtey wykonuje swoje loty nad bardzo słabo zaludnionymi terenami. Sweeney twierdzi, że zmieni się to w ciągu około dwóch lat. Amazon już dostał zgodę na prowadzenie lotów testowych. Przedsiębiorca zauważył jednak, że w gęsto zaludnionych obszarach – takich jak Nowy Jork czy San Francico – odpowiednia infrastruktura (na przykład zupełnie nowa odmiana kontroli lotów) raczej nie zdąży rozwinąć się w tak krótkim czasie.

[źródło: theverge.com grafika: wsj.net]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej