Dotychczas piwo nie kojarzyło się w żaden sposób z jazdą samochodem, a przynajmniej nie w pozytywnym (i legalnym) kontekście. Są jednak miejsca na świecie, gdzie sprawy mają się zupełnie inaczej.

Taką lokacją jest Nowa Zelandia, gdzie odpady przy produkcji piwa bywają przetwarzane w dodatki do benzyny, przez co samochody wykorzystujące je nie muszą wykorzystywać tak dużej ilości paliw kopalnych. Konkretniej, chodzi tu o papkę z niewykorzystanych w procesie fermentacji drożdży. Da się ją mianowicie przetworzyć tak, aby uzyskać więcej etanolu, nadającego się po destylacji i rafinowania. Otrzymany produkt, zwany Brewtroleum można bez problemu wlać do naszego zbiornika paliwa.

Nie jest to oczywiście pomysł nowy: w Stanach Zjednoczonych niektóre rodzaje kukurydzy rosną tylko po to, aby później być zamienionymi w biopaliwo, w Brazylii zaś wykorzystuje się odpady z trzciny cukrowej. Pomysł producentów Brewtroleum jest jednakże na razie jedynie próbą, lecz jeżeli eksperyment się powiedzie, to być może wkrótce rozpocznie się jego produkcja na większą skalę. Cel jest szczytny: tworzenie czystszego paliwa z odpadów piwnych to pomysł na pozbycie się ich, a także zredukowanie zużycia benzyny.

[źródło: popsci.com, zdjęcie: huffpost.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!