Pod koniec ubiegłego roku pisaliśmy o tym, że już niedługo, zamiast wysyłać górników z „wygaszanych” kopalń na bezrobocie, będzie można ich wystrzelić w kosmos. Okazuje się, że właśnie pojawiła się kolejna alternatywa: wysłanie na dno morza. Podwodne górnictwo ma bowiem wydobyć na powierzchnię pierwszy urobek już w 2018 roku.

Dno morskie zawiera w wielu rejonach bardzo bogate złoża minerałów. Najbardziej znane są (występujące m.in. na dużych obszarach Pacyfiku) tzw. konkrecje polimetaliczne, czyli grudki pierwiastków (głównie metali) wytrącających się z morskiej wody. Innym źródłem cennych minerałów są siarczki występujące najczęściej na granicach płyt tektonicznych.

To właśnie siarczki ma zamiar wydobywać z dna morskiego u wybrzeży Papui Nowej Gwinei kanadyjska firma Nautilus Minerals. Kanadyjczycy nie mogą się nachwalić podmorskich złóż. Twierdzą, że pochodząca z głębokości 1600 metrów ruda zawiera około 8% miedzi, podczas gdy dla typowych złóż znajdowanych na lądzie zawartość ta wynosi zaledwie 0,6%. Przy okazji w podwodnej rudzie poza miedzią występuje również złoto.

Co ważne z punktu widzenia zarówno biznesowego jak i ekologicznego z rudy wydobywanej z dna morskiego znacznie łatwiej jest wyekstrahować cenne surowce, dzięki czemu przy jej przetwarzaniu powstaje znacznie mniej szkodliwych odpadów.

Obecnie na dnie oceanu znajdują się już pierwsze maszyny górnicze Nautilus Minerals. Komercyjne wydobycie rozpocząć ma się już w 2018 roku. Jak wyglądają maszyny górnicze mające wytrzymać napór 1600 metrów słupa wody? To, jak i ogólny zarys koncepcji podwodnego wydobycia, zobaczyć można na krótkim filmie od Kanadyjczyków.

P.S. Dźwięk doradzam wyłączyć.

[źródło o grafika: wired.co.uk]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej