WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Pojedynek wielkich robotów zapowiada się coraz lepiej

Walki zdalnie sterowanych robotów są na świecie coraz popularniejszym sportem. Ważące nawet po 100 kg maszyny ścierają się ze sobą na specjalnie przygotowanych arenach mając porąbać, pociąć, podziurawić, czy – w najlepszym razie – przewrócić przeciwnika ku uciesze tłumów zgromadzonych na trybunach. Powstały już profesjonalne federacje organizujące walki robotów, a turnieje organizowane przez jedną z nich, Robot Wars, transmitowane są nawet na antenie BBC.

Jednak szczęk stali i fruwające w powietrzu odłamki to za mało – publiczność żąda czegoś więcej. Dlatego, kiedy po obu stronach Pacyfiku, w Japonii i USA, zbudowano roboty bojowe tak potężne, że pilotować je może siedzący w środku człowiek, Amerykanie postanowili wyzwać Japończyków na pierwszy na świecie pojedynek prawdziwych mechów.

Japończycy z chęcią przyjęli wyzwanie, jednak postawili jeden warunek – zamiast stosunkowo bezpiecznej zabawy w paintballa (w oryginale obie maszyny wyposażone są w potężne działa), roboty staną do walki wręcz.  Czekają nas więc potężne uderzenia i mnóstwo powyginanej blachy. Walka, zapowiedziana w lipcu tego roku, ma się odbyć nie później niż w ciągu 12 miesięcy od zapowiedzi.

Amerykanów reprezentować będzie potężny Mk II. Robot ma przeszło 4,5 metra wysokości i waży 5,4 tony. Zbudowany przez MegaBot olbrzym pilotowany jest przez dwuosobową załogę i porusza się na gąsienicach z prędkością do 4km/h.

https://www.youtube.com/watch?v=YDRNiSuqikQ

 W barwach Japonii stanie do pojedynku nieco mniejszy i zwinniejszy zawodnik. Mierzący 4 metry Kuratas, dzieło firmy Suidobashi Juko, waży „zaledwie” 4,5 tony i porusza się na czterech kołach zamocowanych na ruchomych „kończynach”. Robot jest ponad dwukrotnie szybszy od swojego amerykańskiego konkurenta – rozwija prędkość 10km/h. Konstrukcja, pilotowana przez jedną osobę za pomocą nowatorskiego systemu sterowania, wyceniana jest przez producenta na 1 353 500 dolarów.

Jeżeli ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości co do tego, że zapowiada się prawdziwe starcie tytanów, Amerykanie postanowili podgrzać atmosferę i zapowiedzieli, że przed walką zmodernizują swoją konstrukcję. Brakowało do tego 500 tysięcy dolarów potrzebnych na przeróbki poprawiające wartość bojową robota – postanowiono zebrać te pieniążki pomocy portalu Kickstarter.

Pół miliona dolarów ma wystarczyć na dodatkowe opancerzenie robota, wzmocnienie siłowników hydraulicznych oraz ich napędu, opracowanie nowego uzbrojenia, lepiej przystosowanego do walki wręcz oraz zmianę podwozia na pochodzące od firmy Howe  &Howe Technologies, specjalizującej się w budowie szybkich pojazdów gąsienicowych. Zmodernizowany Mk II, pomimo większej masy, ma się rozpędzać do 20km/h, co oznacza prędkość pięciokrotnie wyższą niż w aktualnej wersji i dwukrotnie wyższą niż ta osiągana przez robota konkurencji.

 

Gdyby udało się zebrać 750 tysięcy dolarów, robot wzbogaciłby się o gamę wymiennych systemów bojowych przystosowanych zarówno do walki w zwarciu jak i na odległość. Milion dolarów oznacza budowę, we współpracy z IHMC Robotics, dynamicznego hydraulicznego systemu stabilizującego, mającego uchronić maszynę przed przewróceniem. Kolejne cele to: 1 250 tysięcy dolarów – opracowanie wraz z NASA lepszych zabezpieczeń kabiny pilotów (wciąż zachodzę w głowę, czemu od tego nie zaczęli), natomiast 1,5 miliona oznacza, że robot zostanie pomalowany przez współpracującą z Hollywood firmę FonCo Creative Services.

MKIIconcept
Mk II po modernizacji – grafika koncepcyjna.

Kiedy piszę ten tekst, do końca aukcji pozostało zaledwie kilkanaście godzin, a na koncie zbiórki znajduje się… 535 tysięcy dolarów. Modernizację mamy więc już jak w banku, lecz jeśli chodzi o inne zamierzenia… cóż, autorom pozostaje chyba liczyć na inne sposoby zbierania funduszy, jeżeli rzeczywiście chcieliby zwiększyć bezpieczeństwo konstrukcji. Jak na problem bezpieczeństwa zapatruje się jeden z twórców i zarazem pilotów robota, Gui Cavalcanti? Kiedy dotarło do niego, że nie weźmie udziału w pojedynku paintballowym stwierdził:

Oznacza to, że będziemy musieli porządnie poprawić pancerz naszego robota, ponieważ jest wielka różnica pomiędzy 1,5kg kulką z farbą, a 750kg pięścią. Ale ogarniemy to albo zginiemy próbując.

Po jakimś czasie jednak humor nieco mu się poprawia:

Nie jestem jakoś okropnie wystraszony, ale tak, jeżeli chcesz zapoczątkować nowy sport i zamierzasz zrobić coś naprawdę niesamowitego, musisz podjąć ryzyko i jesteśmy na to przygotowani. A poza tym, to Matt [Oherlein – drugi z pilotów] siedzi z przodu, więc mi się nic nie stanie.

Gui ujawnił też cele długofalowe – liczy on mianowicie na to, że w szranki staną kolejni konstruktorzy, dzięki czemu powstanie rzecz bez precedensu – liga sportowa wielkich robotów.

Nie znamy jeszcze dokładnej daty ani miejsca walki. Prawdopodobnie trwają jeszcze negocjacje mające na celu ustalenie dokładnych zasad rozgrywki. Te w walkach robotów potrafią się bowiem bardzo różnić pomiędzy turniejami, a w pojedynku mechów dodatkowo pierwszy raz będziemy mieli do czynienia z żywymi ludźmi na pokładzie walczącego żelastwa.

Rywalizacja staje się coraz ciekawsza. Czy Japończycy również postanowią zmodernizować swojego robota przed walką? Czy przed starciem gigantów publiczność rozgrzeją pojedynki mniejszych robotów? Miejmy nadzieję, że walka będzie udana i że któraś z polskich stacji telewizyjnych (o, słodka naiwności!) zdecyduje się na jej transmisję na żywo. Jeżeli wszystko się uda, to może niedługo doczekamy się kolejnych edycji albo nawet regularnych turniejów załogowych robotów bojowych? Jeżeli tak, to chętnie zobaczyłbym w akcji opisywaną przez nas niedawno Super Guzillę, pokazowego robota specjalizującej się w maszynach rozbiórkowych Taguchi Industrial.

[źródło: gizmodo.com, kickstarter.com; grafika: gizmodo.com, kickstarter.com]