Ci z Was, którzy posiadają Windowsa 7 (a w dzisiejszych czasach to nadal jest sporo osób) ustawionego na automatyczne aktualizacje, mogli się ostatnio – łagodnie mówiąc – zdziwić. Użytkownicy ze wszystkich stron świata donoszą bowiem, że najnowsze uaktualnienie zawierało potężny błąd systemowy, który powodował ciągłe crashe, zawieszanie się programów oraz korupcję plików odzyskiwania, co powodowało, że cały system stawał się niezdatny do użytku.

Wiele osób podejrzewało atak jakiegoś nowego, wyjątkowo złośliwego wirusa, lecz przyczyna okazała się o wiele bardziej prozaiczna – był to błąd ze strony Microsoftu, który wypuścił łatkę testową, omyłkowo nadając jej „podpis” oficjalnej. To spowodowało, że systemy „ufały” nie do końca sprawdzonej przez twórców aktualizacji, instalując ją z automatu. Oczywiście, ten update został bardzo szybko wykryty i skorygowany, lecz mleko się wylało – liczba użytkowników z komputerami wymagającymi reinstalacji całego systemu operacyjnego jest znaczna.

Niby ostatecznie nic się nie stało, lecz gdy tak wielka korporacja, zatrudniająca tysiące osób popełnia tak poważny w skutkach błąd, na pewno nie podnosi to poziomu zaufania do faktu, że najnowszy Windows 10 zmusza korzystających z niego do dokonywania automatycznych aktualizacji. A biorąc pod uwagę fakt, że wiele z nich jest przez Microsoft utajnionych, może to znacząco utrudnić np. wykrywanie ewentualnych problemów systemowych.

Windows 10 bowiem już przysporzył wielu problemów jego użytkownikom – a w przyszłości na pewno będą kolejne. Może gigant z Redmond powinien przemyśleć swoją strategię aktualizacyjną?

[źródło i grafika: eteknix.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej