We wrześniu, w Porsche ogłoszono rozpoczęcie projektu Mission E, w pełni elektrycznego i niezwykle urodziwego modelu, mającego zdetronizować Teslę z pozycji lidera „zielonej” motoryzacji. Dzisiaj, firma zapowiedziała inwestycję, która ma na celu zmianę konceptu w zjeżdżający z taśmy fabrycznej produkt.

Kwota inwestycji ma wynosić więcej niż miliard dolarów, niestety nie podano jeszcze żadnych dodatkowych szczegółów. Najważniejsze są jednak te informacje: silnik (lub silniki) to więcej niż 600 koni mechanicznych, samochód będzie się rozpędzał do 100 kilometrów na godzinę w mniej niż 3,5 sekundy. Jedno ładowanie pozwoli na przejazd 500 kilometrów.

Porsche, borykające się z coraz agresywniejszymi standardami emisji zanieczyszczeń wynikających z silników spalinowych, bada baterie już od dobrych kilku lat, notując wyjątkowo dobre rezultaty tych działań. Na rynku już są obecne hybrydowe wersje Panamery i Cayenne, a nie można zapominać o niesamowitym gazowo-elektrycznym 918 Spyder czy też model 919 Hybrid, który zwyciężył tegoroczne wyścigi w Le Mans. Przejście na model w pełni elektryczny jest więc raczej logicznym krokiem.

W porównaniu do jednego z najczęściej omawianych w mediach samochodów na świecie, a więc znakomitego Modelu S P90D Tesli, Mission E będzie oferował nieco mniejszą moc i przyśpieszenie. Porsche zdobywa jednak punkty z nieco innego, może nawet ważniejszego powodu – baterie pozwolą na przejazd pojazdu na dalszą odległość i mają przy tym ładować się dwa razy szybciej, niż te od Elona.

Porsche planuje wbudowanie baterii w podłogę wozu, zupełnie tak, jak robi to Tesla, co ma zapewnić niższy środek ciężkości, przekładający się na osiągi. Mission E, choć to sprawa subiektywna, może też zdeklasować Modele S w kategoriach wizualnych. Obecny, koncepcyjny wizerunek elektrycznego samochodu naprawdę rzuca na kolana. Miejmy nadzieję, że niemiecka firma spotka na swojej drodze do produkcji Mission E jak najmniej problemów.

[źródło i grafika: wired.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej