Rosjanie wracają do wyscigu kosmicznego. Do 2029 planują wysłać misję załogową na Księżyc, budują wart 3 miliardy dolarów kosmodrom na Dalekim Wschodzie, co więcej Roskosmos jest obecnie odpowiedzialny za wysyłanie na Międzynarodową Stację Kosmiczną astronautów NASA.

Ostatnie dwie dekady były dla kosmonautyki tego kraju stosunkowo mało ambitne i generalnie odbywały się we współpracy z NASA – głównie chodzi o uczestnictwo w działalności Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Program kosmiczny Rosji opiera się na rakietach pamiętających jeszcze lata 60 (Sojuz i Proton), co więcej od wystrzelenia Vegi 2 w 1984 (sonda miała zbadać Wenus i kometę Halleya)  nie odbyła się żadna zakończona powodzeniem misja międzyplanetarna.

I nie jest to koniec problemów – jak donosi agencja Reuters, premier Rosji Dymitr Miedwiediew zamierza obciąć fundusze Roskosmos o 30%. Jest to spowodowane problemami ekonomicznymi związanymi z zachodnimi sankcjami i spadającymi cenami ropy naftowej.

W okresie od 2016 do 2025 roku na rosyjski program kosmiczny przeznaczone zostanie nie 29 miliardów dolarów, a 20 miliardów. Dla porównania budżet NASA tylko na rok 2016 wyniósł 19.3 miliarda dolarów. NASA wyda tylko na program Earth Science mniej-więcej tyle samo, co rosyjski program kosmiczny na ogół swojej działalności. Bardzo możliwe, że Roskosmos będzie zmuszony przesunąć swoje plany lotu na Księżyc na późniejszy termin – podobnie może być z budową rakiety wielokrotnego użytku.

Do problemów rosyjskiego programu kosmicznego dorzucić można fakt, że od 2018 roku NASA przestanie korzystać z Sojuzów do transportu swoich astronautów na ISS. Obecnie Roskosmos zarabia w ten sposób 500 milionów dolarów rocznie. Kongres USA wywiera również nacisk na producenta rakiet United Launch Service, by ten przestał kupować produkowane w Rosji silniki RD-180.

[źródło i grafika: arstechnica.com]