W dzisiejszych czasach prawa autorskie można nałożyć praktycznie na wszystko, więc czemu by i nie na samochody? Co się z tym wiąże? Brak możliwości samodzielnej naprawy czy majsterkowania przy swojej maszynie.

Każdy entuzjasta czy domowy mechanik lubi pogrzebać w swoim samochodzie. To ciekawy sposób na zabicie kilku popołudni czy też możliwość bliższego poznania maszyny jaką jeździmy. Agencja federalna zamierza zdecydować, czy grzebanie w częściach auta może wkrótce zamienić się w naruszenie praw autorskich, czyli jakby nie patrzeć w akcję niezgodną z prawem. Jest to odpowiedź na narzekanie wielu producentów, którzy chcą zablokowania dostępu do elektronicznej jednostki sterującej dla osób trzecich, twierdząc, iż zmiany w niej dokonane mogą być fatalne w skutkach. Układ ten kontroluje hamowanie, kierowanie czy ruch przepustnicy i ich nieprawidłowe działanie może zaszkodzić ich funkcjonowaniu lub po prostu całkowicie je popsuć.

Modyfikacja ECU (Electronical Control Unit) nie jest jednak tak zła jak mogłaby się wydawać. Wielu mechaników, hobbystów motoryzacji podkręca sobie takie jednostki w domach i wbrew mrocznym wizjom producentów, wprowadza to więcej dobrego niż złego. Są to oczywiście osoby wprawione, ale dzięki nim i ich chippingowi (bo tak ten proces się potocznie nazywa) silnik samochodu może zwiększyć swoją moc, zmienić zużycie paliwa, albo dodać kilka innych ciekawych rzeczy.

Zablokowanie jednak może mieć pozytywne skutki, dla przykładu zmiana kilometrów przebiegu samochodu może okazać się możliwa jedynie w autoryzowanych salonach, o ile w ogóle będzie istnieć taka opcja. Jestem jednak ciekawy czy producenci posuną się z tym wszystkim dalej i całkowicie zablokują dostęp do elementów samochodu, a nie tylko obejmą je prawami autorskimi. Podejrzewam, iż jest to mały krok w tym właśnie kierunku. Zobaczymy jak to wszystko się rozwinie.

źródło: autoblog.com

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej