Nowy rok, nowe seriale, a wśród nich hucznie zapowiadana “Szkoła zabójców”. Przyznajcie szczerze: tytuł brzmi intrygująco. A sukces Harrego Pottera czy choćby netflixowskiej, świeżutkiej “Szkoły dla elity” sugeruje, że tematyka nietypowych placówek edukacyjnych jest zawsze atrakcyjna. Czy zatem serial emitowany na platformie HGO GO godnie wpisuje się w tradycje school movies?  

Uprzedzam, że tekst zawiera sporo spoilerów, więc odradzam czytanie go osobom, które jeszcze nie obejrzały odcinka. W pierwszym odcinku poznajemy Marcusa, bezdomnego nastolatka, poszukiwanego przez policję. Chłopak uciekł z ośrodka dla sierot i ranił kilku pracowników. Jednak opinia publiczna uważa go za dzieciobójcę, który przyniósł śmierć tuzinie wychowanków. Główny bohater, doświadczony przez los, będąc na skraju biedy i głodu nie widzi dla siebie żadnej alternatywy.

Na (nie)szczęście nagle na serialowej scenie zjawiają się adepci King’s Dominion, proponując mu naukę w tytułowej Szkole Śmierci. Czyje nieszczęście? Nasze, widzów, gdyż od tej pory będziemy karmieni co rusz tanimi chwytami i sztuczkami, byleśmy tylko pozostali przy ekranie.

Pierwszy pocałunek, mało zrozumiały i przedziwny, dostajemy już w 12 minucie. Marcus tą jedną, romantyczną chwilę z Sayą, morderczą reprezentantką Yakuzy, przekuwa w zakochanie. I tak przez kolejne czterdzieści minut obserwujemy jego tęskne spojrzenia w stronę azjatyckiego dziewczęcia. Ale twórcy nie poprzestali na tym oczywistym chwyciku, mającym na celu złapanie każdej nastolatki w wir wyczekiwania na kolejny odcinek.

Szkolna stołówka jest –a jakże!- podzielona na grupki, zupełnie jak w każdym, amerykańskim filmie o szkole średniej. Sytuacje nielogiczne i niewyjaśnione mnożą się na każdym kroku. A już absurdem totalnym trącą chwile zwierzeń mistrza Lin, dyrektora szkoły, który na powiernika swoich historyjek wybiera nowiutkiego ucznia.

Szkoła zabójców, pierwszy odcinek Szkoła zabójców, opinia Szkoła zabójców, opinie Szkoła zabójców, wrażenia Szkoła zabójców, recenzja Szkoła zabójców, serial Szkoła zabójców, seriale Szkoła zabójców, hbo Szkoła zabójców, serial hbo Szkoła zabójców, hbo Szkoła zabójców wrażenia, hbo Szkoła zabójców opinie, hbo go Szkoła zabójców, deadly class, opinie deadly class, wrażenia deadly class, hbo deadly class, hbo go deadly class, wrażenia deadly class,

Stety, niestety, wypada mi wspomnieć również o plusach. Do takowych należy całkiem niezła obsada (Benjamin Wadsworth i przepiękna Maria Gabriela de Faria), wcielająca się w stereotypowe, ale wyraziste postacie. Porządny poziom realizacyjny, z naciskiem na genialną, komiksową wstawkę, podnosi ocenę produkcji o kilka oczek.

No i sam pomysł, oparty na komiksie Ricka Remendera, w teorii brzmi interesująco. Gorzej jednak z wykonaniem, przynajmniej pierwszoodcinkowym. Stopień przewidywalności zdarzeń i relacji jest tak duży, że pewnie co odcinek będę wykrzykiwać triumfalne “yaaaas!”, gdy tylko na akranie wydarzy się coś, czego się domyśliłam.

Podsumowując

Jednakże mimo tych wszystkich wad, przeważających nad plusami, polecam poświęcić godzinkę na obejrzenie choćby pierwszego epizodu. Jeśli komuś się spodoba: frekwencja oglądających wzrośnie, a twórcom kamień z serca spadnie. A reszta po prostu będzie bawiła się nieźle, wyśmiewając proste (by nie powiedzieć- prostackie) scenariuszowe zagrywki. I ta reszta długo w noc zastanawiać się będzie, dlaczego serial jest zaszufladkowany jako dramat, a nie komedia.

Czytaj też: Wiemy kto zagra Draculę w nowym serialu od Netflixa i BBC

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej