Borderlands: The Pre-sequel! nie próbuje nikogo oszukać. Nie obiecuje rewolucji, rewelacji, innowacji. Gearbox stworzyło jedną z ostatnich ważnych gier na poprzednią generację, doskonale zdając sobie sprawę ze wszystkich okoliczności z tym związanych. Koło tym razem nie zostało wynalezione na nowo – przyjęto za to formułę „więcej i lepiej”.

Nowe Borderlands dokładnie takie jest. I tak jak zaznaczyłem na początku, niczego nie udaje. Sam tytuł jest ironiczny ale równocześnie niezwykle trafny. Mamy tutaj do czynienia z –quelem wręcz szablonowym. Każdy, kto grał w poprzednie części, od razu poczuje się jak w domu, a jednocześnie dostanie kilka nowych możliwości, które pozwolą na dostateczne odróżnienie nowej gry od poprzednich.
border 3
Wobec tego nie jest zaskoczeniem, że mechanika rozgrywki w swoim trzonie pozostała taka sama. Borderlands tak naprawdę bliżej do Diablo, niż innych gier FPS. Dla mnie to od zawsze dobra wiadomość. Mnóstwo skrzynek ze skarbami, co chwilę nowe bronie, możliwości, nowe odblokowane skille. Pod tym względem dzieje się mnóstwo. Broni jest jeszcze więcej, co jest jednym z głównych haseł reklamowych. Odbieramy zadania i lecimy w przestrzeń księżycową, pokonywać setki (bardzo często identycznych) przeciwników i zgrywać bohatera. Ta prosta zasada, niezwykle grywalna, ma jednak oczywiście swoje wady. Nie spodziewajmy się tutaj wymyślnych questów, znakomita większość z nich jest oparta na prostej zasadzie – pójdź, zabij, weź coś, wróć.

Chęci do gry nie napędzi tez głęboka fabuła. Ale za to humor i mnóstwo odwołań do popkultury – już jak najbardziej tak. The Pre-sequel jest przeładowany trochę absurdalnym humorem, wykręconymi postaciami, i mrugnięciami okiem do innych tytułów – z Mario na czele. Dużo tu też sekretów, misji pobocznych i wszystkiego co znane i lubiane.
border1
Akcja toczy się na księżycu Pandory, na którym grawitacja nie jest tak silna, jak na „normalnej” planecie. Dzięki temu dostaliśmy jedną z głównych nowości gry – długie, dalekie skoki i „butt stompy”, czyli potężne ataki z powietrza, niszczące grupy przeciwników falą uderzeniową. Niby prosta zmiana, ale rzeczywiści mocno wpływa na przebieg rozgrywki i daje całkiem sporo nowych możliwości. Szczególnie dobrze sprawdza się przy grupach pomniejszych wrogów, atakujących nas z bliskiej odległości. Podobnie jest z dodaniem do broni ataków związanych z żywiołami. Atak lodowymi pociskami zamraża wroga i pozwala na efektowne rozbicie go na drobne kryształki.

Chyba nikt nie spodziewa się po grze wydanej wyłącznie na X360 i PS3 graficznych wodotrysków. Oprawa wizualna, ale też dźwiękowa, pełni tu rolę czysto utylitarną. Charakterystyczny cell-shadingowy design jest tu oczywiście obecny, ale grafika ma służyć tylko i wyłącznie bezstresowej i jak najlepszej zabawie. Otwarte księżycowe tereny niczym nas nie zaskoczą i o ile nie będę wytykał słabych tekstur, tak przydałoby się jednak większe zróżnicowanie dostępnych przestrzeni. Zmieniają się kolory skał i podłoża oraz charakterystyczne elementy otoczenia, jednak brakuje czegoś więcej, urozmaicenia i dotyku kreatywnej myśli.
border2
W Borderlands: The presequel! gra się bardzo dobrze. To gra dla fanów serii, ale jeżeli ktoś jeszcze się z nią nie zetknął, a klimat rozwoju postaci, niezliczonych hord przeciwników i nieustannej pogody za łupami jest mu bliski, również powinien dać grze szansę. Oczywiście to tytuł odtwórczy i niezbyt zaskakujący, ale tak jak wspomniałem na początku nie zgrywa takiego i traktuje graczy uczciwie. I to trzeba docenić.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!