Produkcje Artifex Mundi mają trudne do zapamiętania tytuły. Żeby nie popełnić głupiej wpadki, sprawdziłem tytuł poprzedniej gry polskiego studia, która trafiła na Xboxa One – Nightmares from the Deep: The Cursed Heart. Przy okazji drugiego tytułu, który ku mojej uciesze trafia na konsolę Microsoftu, nie jest dużo łatwiej. Ciężko polecić znajomemu grę: słuchaj, naprawdę świetna pozycja: Clockwork Tales: Of Glass and Ink. Jest to pewno niedogodność, na szczęście okazuje się, że można po prostu powiedzieć: wyszła kolejna gra od Artifex Mundi, trzeba brać!

Gatunek gier, w  którym wyspecjalizował się zabrzański producent, czyli Hidden Object Puzzle Adventure, to wciąż nowość na konsolowym rynku. Tak jak wspominałem już przy okazji recenzji pierwszej gry, która trafiła na Xboxa, to swego rodzaju wariacja na temat klasycznych przygodówek point and click. Poza zagadkami logicznymi i łączeniem znalezionych przedmiotów, ważnym elementem rozgrywki jest również przeszukiwanie pięknie narysowanych, szczegółowych lokacji w celu odnalezienia kilkunastu wskazanych przedmiotów. Przykład na zdjęciu poniżej:

XDEV03_Image_5

Przy recenzowaniu poprzedniej gry, czyli Nightmares from the Deep (przez następne kilka dni będę pamiętał, jak brzmiał tytuł), byłem naprawdę pozytywnie zaskoczony. Mam sporo rezerwy do produkcji, które pierwotnie wypuszczane są z myślą o urządzeniach mobilnych i kierowane do raczej okazjonalnego gracza. Okazało się jednak, że to pięknie rysowana gra, z ciekawym miejscem rozgrywki, baśniową, prostą, ale urzekającą fabułą i naprawdę pomysłowymi zagadkami. Jak tylko ją ukończyłem, byłem zauroczony i z niecierpliwością czekałem na więcej.

I całkiem niespodziewanie dostałem więcej w postaci Clockwork Tales. Właściwie opisując grę mógłbym przepisać w całości cały poprzedni akapit, bo wszystko się zgadza. Mechanika rozgrywki pozostała niemal nietknięta i jeżeli ktoś grał w inne produkcje Artifex Mundi, odnajdzie się w systemie w kilka minut.

Tym razem zaprezentowany świat opiera się na klasycznych, z miejsca rozpoznawalnych klimatach steampunkowych. Maszyny parowe, XIX-wieczna architektura, zeppeliny i noszący niemieckobrzmiące nazwisko antagonista. Nie dostajemy jakiegoś rozbudowanego opisu panujących realiów, po prostu kilka scen wprowadza nas w to co się dzieje, a szczegóły fabuły poznajemy tak naprawdę po rozwiązaniu pierwszych zagadek i przejściu do dalszych lokacji. Nie szykujcie się na wielką intrygę i zwroty akcji – historia jest prosta i służy wyższemu celowi jakim jest odkrywanie kolejnych puzzli, a nie odwrotnie.

Właśnie zagadki to największa siła gry. Clockwork Tales oferuje cały ich przedział, od zwykłego łączenia elementów, przez kilka rodzajów układanek: przesuwanie obiektów w odpowiedniej kolejności i konfiguracji, mini gry oparte na idei „hydraulika” czyli umożliwienie przepływu prądu (w tym wypadku) w odpowiednim kierunku. Kilka zagadek to powtórzone wersje z poprzedniej produkcji, oczywiście w innej oprawie, ale są też zupełnie świeże. Przede wszystkim jednak wszystkie są dobrze przemyślane, intuicyjne i wciągające. Największą zaletą całej gry jest to, że tajemnice są wielokrotnie spiętrzone a przy tym zgrane bardzo logiczne, co powoduje, ze trudno oderwać się od zabawy. Jeden rozwikłany problem prowadzi do kolejnego, a ten z kolei pozwala na dobranie się do jeszcze innego we wcześniej odkrytej lokacji. Czasami trzeba się nad tymi powiązaniami chwilę zastanowić, ale nie są to jakieś niestworzone połączenia, na które ciężko wpaść bez sięgania do poradnika, co było bolączka wielu tradycyjnych przygodówek.

XDEV03_Image_4

Ponownie dobre wrażenie robią ręcznie rysowane lokacje, chociaż nie znalazłem obrazów, które  jakoś szczególnie przypadły mi do gustu, tak jak niektóre plansze w Nightmares from the Deep. Z kolei wszelkie animacje, czy np. mimika postaci wygląda wręcz szkaradnie, ale trzeba się po prostu do tego przyzwyczaić, bo nie jest to element, do którego twórcy przywiązują większa wagę. Cała para poszła w tym wypadku gdzie indziej. Podobnie jest z muzyką czy dźwiękami. O ile czytane dialogi można przełknąć w większości przypadków, to niektóre odgłosy nieźle dają po uszach. W jednym przypadku pod koniec gry zmuszony byłem wyciszyć na chwilę wszystko, bo serwowany mi zgrzytający dźwięk był tak uporczywy i głośny, że wręcz uniemożliwiał myślenie.

Czytając poprzedni akapit trzeba wziąć poprawkę na to, że to gra, której pełna cena wynosi 30 zł. Nie jest to wygórowana kwota, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Clockwork Tales oferuje kilka godzin zabawy, od której naprawdę ciężko się oderwać, zagadki są przemyślane i satysfakcjonujące, a cały klimat i styl  potrafią urzec. Warto sprawdzić ten tytuł, dać mu szansę chociażby jako przerywnikowi między większymi produkcjami. Jest olbrzymia szansa, że będziecie zadowoleni i zaczniecie czekać na kolejną grę studia – tak jak ja.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!