City Interactive od zawsze było dla mnie firmą, która robi gry słabe lub średnie. Jednak nazwa ta kojarzyła mi się wówczas raczej z tytułami z kiosków za 20zł, gdzie stosunek cena/jakość podciągał ocenę końcową o kilka oczek. Mamy rok 2014. City Interactive to teraz CI Games i ze zmianą nazwy, o dziwo, nie przyszły zmiany wewnątrz.  

CI Games mogę na razie skrócić w ten sposób – firma produkująca średniaki, w wyższych cenach, na świetnych silnikach graficznych, których i tak nie potrafi w pełni wykorzystać. Enemy Front jest tego idealnym przykładem. Oczekiwania wobec samej gry były u nas w Polsce całkiem wysokie. Jednak te oczekiwania wymieszane z marketingiem, często idą oddzielną drogą niż rzeczywistość. Tak też stało się tutaj. Zamiast w miarę dobrze i logicznie skonstruowanego FPSa, dostajemy podziurawiony produkt jak ser szwajcarski – pełny niespójności oraz drewnianych mechanik.

Nasz bohater to Robert Hawkins – amerykański dziennikarz, którego to matka jest Polką (wiadomo, każdy w Ameryce ma polskie korzenie). Cała akcja toczy się w trakcie II Wojny Światowej, a historia rozgrywa się dookoła Powstania Warszawskiego. Tematyka wydaje się w porządku, ale z jej realizacją jest już gorzej. Od początku kampanii miałem przeczucie, że coś tutaj nie działa jak powinno. A z każdą kolejną godziną Enemy Front pokazywało swój połamany i stępiony pazur. Narracja jest nudna i drętwa. Bohater to kolejny chłopiec na posyłki, zabijający samemu połowę niemieckiej armii. Fabuła ni z tego, ni z owego rzuca nas w różne miejsca na globie, w różnych latach, a jakiekolwiek z toczących się tam wydarzeń, w ogóle się ze sobą spójnie nie wiążą. Przez cały czas szukałem momentu, który wreszcie zwali mnie z nóg oraz pozwoli mi powiedzieć coś pozytywnego o grze. I kiedy zaczynało się robić troszkę ciekawiej, znikąd wyleciały napisy końcowe, a ja pozostałem z krzywym grymasem na twarzy. Dojście do finiszu nie trwało długo, bo kampania jest niezwykle krótka, ale to w jaki sposób jest prowadzona, skutecznie zabiło moje komórki w organizmie odpowiadające za radość.EnemyFront 2014-06-26 17-42-30-97

Rozgrywka nie różni się niczym szczególnym od standardowych shooterów. Mechanika strzelania nie jest zła, została zaimplementowana poprawnie. Może poruszanie się bohaterem jest nieco sztywne, a pociski nie potrafią przebić cienkich powierzchni, ale ogólnie nie jest jakoś tragicznie. Tylko, żeby było jeszcze do kogo strzelać. Niemcy nie stanowią jakiegokolwiek wyzwania, po prostu są niesamowicie głupi. Sztuczna inteligencja to kpina, o ile jakiś system za nią odpowiedzialny istnieje. Do tej pory po ukończeniu tego tytułu zastanawiam się, czy przypadkiem nie była to troszkę bardziej rozbudowana Kurka Wodna. Naziści sami wbiegają pod celownik, często nawet nie udając, że chcą się schować za osłoną. Teraz przynajmniej nie dziwi mnie czemu nie wygrali wojny.

Etapy dziejące się podczas Powstania Warszawskiego, przypominają mi mocno strukturą pierwsze odsłony cyklu Call of Duty. Pobiegnij tu, wystrzelaj kilku Niemców, pobiegnij tam, podłóż ładunki przy czołgu tylko po to, by potem znowu wybić kilkunastu przeciwników. Są strasznie liniowe oraz wypchane boleśnie kłującymi w oczy skryptami. Ale pojawiają się też poziomy, które są wspomnieniami głównego bohatera. Te zaś dzieją się w różnych miejscach świata, ileś lat temu przed Powstaniem. One są już wykonane nieco lepiej, ponieważ są większe, bardziej otwarte i pozwalają na podejście do zadania na kilka różnych sposobów. Często stawiają nawet na skradanie, niestety nuży ono na dłuższą metę, a wybijanie całego obozu siłą wydaje się rozsądniejszą opcją. Nie mniej szkoda, że takich misji nie pojawiło się troszkę więcej. Może wtedy granie nie byłoby tak bolesne.EnemyFront 2014-06-26 17-45-59-752

Silnik graficzny, na którym bazuje Enemy Front to CryEngine 3. Tak! Ten sam napędzający Crysis 3! CI Games dostało potężne narzędzie do ręki, jednak nie potrafiło go wykorzystać nawet w minimalnym stopniu. Takie rzeczy jak gra świateł czy niektóre animacje przeładowania broni, potrafią zrobić lekkie jak piórko wrażenie. Niestety, cała reszta wygląda gorzej niż stan polskich dróg. Jakość tekstur, wybuchów, animacji, modeli postaci czy otoczenia do dziś śnią mi się jako nocne koszmary. Zaś o bugach oraz artefaktach graficznych pojawiających się na ekranie, można by napisać kilkutomową balladę. Ta gra nie wygląda tak next-genowo, jak ją zapowiadali. Ba! Niektóre tytuły z PS3 biją ją na łeb, nie wspominając już nawet o pierwszym Crysis z 2007 roku (działającym na CryEngine 2, sic!).

Oprawa audio nie odbiega za bardzo jakością od grafiki, czyli wygląda na amatorszczyznę. Dźwięk broni jeszcze można przeżyć, ale cała reszta brzmi jakby była robiona z dostępnych za darmo w sieci efektów. Polski dubbing powoduje krwawienie uszu. Aktorzy grają strasznie drętwo i nie wyrażają kompletnie żadnych emocji. Porównałbym ich do syntetyzatora Ivona, ale on przynajmniej w pewnych momentach potrafi być zabawny.

W grze zaimplementowany został również tryb multiplayer, w którym udało mi się rozegrać niecałe pół meczu rankingowego. Serwery nie żyją, a w Enemy Front po sieci nikt nie chce grać. W sumie to nawet dobrze, bo rozgrywka wieloosobowa nie oferuje kompletnie nic ciekawego. Słabe wariacje oklepanych trybów ze słabymi mapami. Nic poza tym.EnemyFront 2014-06-26 17-43-12-541

Pisząc podsumowanie tej recenzji, zaczynam powoli czuć ukojenie. Taką ogromną ulgę jakby spadł ważący tonę kamień z serca. Cieszę się, że wreszcie nie będę miał styczności z Enemy Front.  Pierwszy raz spotkałem się z przypadkiem, gdzie przechodzenie jakiejś produkcji było wyzwaniem, a zarazem męczarnią, ciągnącą się dość długo. Tytuł ten zniechęcił mnie do grania w strzelanki wszelakie na jakiś czas. Tego czegoś nie można nawet nazwać średniakiem. To po prostu słaba gra, która miała jakiś tam pomysł na siebie, ale zabrakło bardziej kreatywnego wcielenia go w życie oraz lepszego wykończenia. Zdecydowanie nie polecam. Omijać jak ognia i modlić się, żeby CI Games nie zepsuło Lords of the Fallen.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!