Grając w F1 2015, czułem się jakbym jadł perfekcyjnie przyrządzoną jajecznicę. Odrobina masła, trzy jajka, sól i wymierzona co do sekundy długość smażenia, tak by całość nie była zbyt pływająca ale i niezbyt się ścięła. Wydawałoby się, że to danie idealne. Jednak już po kilku kawałkach zaczynam sobie zdawać sprawę, o ile lepiej smakowałaby, gdyby znalazło się w niej miejsce na kilka cienkich plasterków boczku. Albo gdyby na koniec posypać ją drobno pokrojonym szczypiorkiem, ewentualnie dodać ćwiartkę pomidora. Kurczę, wystarczyłoby nawet trochę pieprzu.

Tam gdzie leży podstawa dobrej gry, rdzeń i bijące serce, nowa edycja serii Codemasters sprawuje się znakomicie. Przesunięcie premiery gry na połowę roku było doskonałą okazją do, jak zapowiadali twórcy, napisania gry na nowym silniku wspomagającym grafikę oraz fizykę całej produkcji. To udało się bardzo dobrze.

Wizualnie F1 2015 prezentuje się znakomicie, zwłaszcza tam gdzie powinno. Samochody, bliski plan wokół torów obłożone są pięknymi teksturami w najwyższej jakości. Uroku dodają efekty pogodowe, a próby przebicia się przed jadących z przodu kierowców, kiedy spod ich kół wzbijają się zasłony z drobnych kropel, powodują, że nie sposób nie docenić grafiki. Co prawda im dalej w horyzont pobiegnie nasz wzrok, tym mniej szczegółów i przywiązania do detali, ale któż ma czas patrzeć w dal pędząc 300 km/h na prostej?

 f1

F1 od mistrzów kodu to od lat czystej wody symulator. Możemy sobie ułatwić sprawę oznakowaniem idealnego toru jazdy i hamowania, kontrolą trakcji, itd., ale mimo to wciąż pozostanie wymagającą grą. Grą, która skierowana jest przede wszystkim do znawców tematu, chcących być jak najbliżej realnego uczucia towarzyszącego prowadzeniu tych porażających swą mocą maszyn. To właśnie w tym aspekcie tytuł sprawdza się najlepiej, jako niewybaczający błędów symulator, wymagający treningu prowadzącego do wkucia na blachę wszystkich zakrętów, pełnej koncentracji i perfekcji. Jaki ta produkcja niesie za sobą cel podkreśla najbardziej fakt, że jedynym alternatywnym dla sezonów 2014 i 2015 trybem zabawy jest Pro mode. Sprowadza się on do tego, że możemy używać tylko manualnej skrzyni biegów, a wszelkie asysty czy udogodnienia są wyłączone.

W zasadzie do tego co napisałem wyżej, sprowadza się wstęp tej recenzji. Gra jakby zapomniała o wszystkim, co oferowały jej poprzedniczki w zakresie trybów zabawy. Nie ma tu treningu, nie ma trybu kariery, wyzwań. Nie ma split-screena. Praktycznie brakuje też całej otoczki towarzyszącej temu sportowi – od transferów, wywiadów, przygotowań do sezonów, aż po chociażby hostessy przed wyścigiem. Jedynym momentem, gdzie czuć udział w wielkim wydarzeniu, jest chwila przed ruszeniem na trasę, gdy siedzimy w bolidzie, a wokół kręci się ekipa. Sprawdzamy pogodę, akceptujemy wybór kół i strategii na wyścig. Zrealizowano to bardzo przekonująco i tym bardziej szkoda, że temat nie został pociągnięty i nie dostaliśmy choćby trybu kariery pełna gębą. Zamiast tego możemy się tylko wcielić w któregoś z istniejących kierowców i nim odbyć cały sezon, próbując osiągnąć cel minimum wyznaczony przez nasz zespół.

 f2

Brakuje więc tych wszystkich smaczków, dodatkowych możliwości, wyzwań, które mogłyby uczynić grę wyjątkową. Tak jak wspomniałem, u swej podstawy F1 2015 sprawuje się lepiej niż dobrze – ma znakomitą oprawę, fizykę. Brakuje więc tylko tego, co skusiłoby do zabawy kogoś więcej niż oddanych fanów symulacji i formuły samej w sobie. A jak ważny jest to element, pokazuje choćby FIFA, którą bardzo ciężko teraz wyobrazić sobie bez Ultimate Team czy drobnych wyzwań pojawiających się przed każdym meczem. Wszystko to może znaleźć się oczywiście w przyszłorocznej edycji, dlatego gra ze znaczkiem 2015 pozostaje, dobrą bo dobrą, ale zapowiedzią tego, co może nastać w przyszłości. W tym momencie kusząca jest głównie dla fanów, którzy po przejściu na nową generację konsol z utęsknieniem czekali na nowe doznania.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!