Każdy z Was na pewno słyszał o Dywizjonie 303. Na każdej lekcji historii (jeśli zdążyliście dojść do czasów II Wojny Światowej bo z tym różnie bywało) sprawa polskiego dywizjonu i jego zasług w Bitwie o Anglię była poruszana. Wreszcie doczekaliśmy się też filmu, a nawet dwóch. Czy pierwszy z nich jest dobrym dziełem opisującym losy Dywizjonu 303?

Na początek zajmijmy się samą akcją. Rozpoczyna się ona w momencie, gdy Jan Zumbach (Iwan Rheon) próbuje przekroczyć granicę i dotrzeć do Anglii. Po przybyciu okazuje się, że Brytyjczycy nie są chętni na stworzenie polskiego dywizjonu, jednak w końcu zostają do tego zmuszeni. I tak oto rozpoczyna się przygoda najlepszych polskich lotników. Materiał na stworzenie historii jest świetny i nie powinno to stwarzać większych problemów do opowiedzenia.

A jednak, w filmie wiele rzeczy było niedopowiedzianych. Akcja często była przenoszona dalej, bez wytłumaczenia widzowi co działo się w między czasie i dlaczego jest tak, a nie inaczej. Podam prosty przykład – na początku Polacy są bandą nieokiełznanych ludzi, którzy nie potrafią się podporządkować, a w następnej scenie już są zgrani i zdyscyplinowani. Ale jak do tego doszło? Kolejna sytuacja to trójkąt miłosny pomiędzy Janem, Phyllis Lambert a jeszcze jednym pilotem brytyjskim. Brakuje kompletnie jego wyjaśnienia, sama końcówka sprawiła, że aż zapytałem sam siebie: ale czemu, dlaczego, jak, o co tutaj chodzi? Także często widz, który nie zna tej historii, nie będzie wiedział jak i dlaczego pewne rzeczy miały miejsce. Brakuje zdecydowanie płynniejszego przejścia pomiędzy scenami.

Same efekty specjalne nie są porywające, ale w mojej opinii nie są też tragiczne. Po Dunkierce ciężko będzie zadowolić się byle czym, ale biorąc pod uwagę budżet produkcji, są one satysfakcjonujące. Walka w przestworzach wciąga i nie sprawia wrażenia, jakby był to film klasy B. Niektóre tylko sceny, są zbyt mocno przerysowane i twórcy 303. Bitwa o Anglię mogli je sobie odpuścić.

Jasnym punktem filmu jest gra Iwana Rheona. Widać, że mówi on po polsku, natomiast został pod niego podłożony i tak polski dubbing – inaczej pewnie skończyło by się jak w X-Menach. Zostało to zrobione dobrze i kompletnie nie odczuwa się, że to nie Iwan wypowiada polskie kwestie. Aktor pokazał, że może on grać role nie tylko złej osoby (jak choćby z Gry o Tron) ale także pozytywnego bohatera. W filmie zagrał  naprawdę dobrze i widać było, że wyciąga ze swojej postaci maksimum możliwości.

W Polsce film 303. Bitwa o Anglię mocno reklamowany był Marcinem Dorocińskim (Witold Urbanowicz). Aktor rzeczywiście zagrał na najwyższym poziomie, a jego angielski był godny pochwały. Natomiast przedstawienie tej postaci jako przywódcy Dywizjonu 303 kompletnie kulało. Witolda widzimy jako pierwszego polskiego pilota, który latał w RAF, potem został przeniesiony do polskiego dywizjonu i dalej latał zabijając Niemców. Brakuje tutaj charakteru, lepszego napisania postaci i pokazania, że był to prawdziwy bohater.

Kolejna postać warta wspomnienia to John Kent grany przez Milo Gibsona. Był on dowódcą eskadry Dywizjony Kościuszkowskiego. Sama postać została w tym wypadku dobrze przedstawiona i zagrana.  Kent był z pochodzenia Kanadyjczykiem i początkowo był zirytowany, że musi dowodzić lotnikami, których kraj w ciągu dwóch dni został pokonany. Jednak wraz z upływem czasu przekonał się, że Polacy są najlepsi; zżył się z nimi i został jednym z nich. Scena, w której odwiedza on Króla w szpitalu na długo pozostanie mi w pamięci.

Ostatnia postać to Phyllis Lambert grana przez Stefanie Martini. Jest ona kochanką Jana Zumbacha i wprowadza do filmu miłość, która szczerze mówiąc jest totalnie zbędna. Aktorka wygląda świetnie, a także nieźle zagrała, ale zwyczajnie gdyby usunąć Phyllis dodając jednocześnie więcej rzeczy z historii, to 303. Bitwa o Anglię było by ciekawszym filmem. Kompletnie niepotrzebnie pokazana była jej rozwiązłość – reżyser mógł sobie to odpuścić.

W filmie spodobała mi się jeszcze jedna rzecz – pojazd Anglików po samych sobie. 303. Bitwa o Anglię świetnie pokazuje, jak Polacy zostali potraktowaniu już po wojnie i jak bardzo Wielka Brytania nie chciała podpaść Stalinowi. Cieszę się, że ta kwestia nie została pominięta i jasno zostało powiedziane, że było to zwykłe **********.

Podsumowanie

303. Bitwa o Anglię to film, który często zbiera opinie, że nie warto na niego iść do kina. Osobiście nie żałuję wydanych na niego pieniędzy. Ma to być produkcja fabularna, która przedstawi i wypromuje na świecie losy polskiego dywizjonu i myślę, że spełnia to zadanie. Film nie jest wybitny – brakuje lepszego scenariusza, przedstawienia postaci czy efektów specjalnych, ale dobrze się na nim bawiłem. Było kilka scen, które z pewnością zapamiętam, a same bitwy były wciągające. Aktorzy grali dobrze i wyciągali maksimum ze swoich postaci. Najbardziej brakowało mi jednak lepszego przechodzenia pomiędzy scenami i bardziej dosadnego wytłumaczenia, dlaczego Polacy byli bohaterami – część postaci została zbyt mocno spłycona. Jeśli jednak szukacie dobrej rozrywki to ją w tym filmie znajdziecie. Czekam teraz na polską wersję historii – ciekawe, czy okaże się lepsza od tego filmu.

Zdjęcia i trailer: http://kinoswiat.pl/

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej