WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja filmu Crimson Peak. Wzgórze krwi

Dla Guillermo del Toro to dopiero drugi zrealizowany film od momentu, gdy ostatecznie nie doszło do produkcji kontynuacji „Hellboya”. Meksykański reżyser powraca z filmem charakterystycznym dla jego sztuki, pełnym grozy, niebezpieczeństwa, ale i ukrytych znaczeń, gdzie finał zawsze ma słodko-gorzki smak. „Crimson Peak. Wzgórze krwi” z pozoru spełnia wszystkie ramy gatunkowego horroru. Mamy początek XX wieku, więc wciąż obecne są pewne XIX-wieczne naleciałości, straszny dwór z krętymi schodami oraz kilka zjaw. I w zasadzie każdy kto widział zwiastun filmu, ma pełne prawo spodziewać się kina grozy, ale u del Toro nie jest to takie oczywiste. Reżyser miesza romans z horrorem, a dzięki świetnej obsadzie, okazuje się to zaskakująco strawne.

W dzieciństwie Edith (Mia Wasikowska) została nawiedzona przez swoją zmarłą matkę, która ostrzegła ją przed „Crimson Peak”. Kilkanaście lat później, Edith już jako dorosła kobieta, próbuje swoich sił w powieściopisarstwie. Jej historia o duchach nie wzbudza większego entuzjazmu u wydawcy (Jonathan Hyde), który wolałby aby w powieści znalazł się wątek miłosny. Poznaje przystojnego Thomasa Sharpe’a (Tom Hiddleston) właściciela ziemskiego, posiadającego własną kopalnię. Thomas stara się o dofinansowanie jego przedsięwzięcia u ojca Edith – Cartera Cushinga (Jim Beaver), lecz poza planem i makietą maszyny wydobywającej cenny surowiec, nie posiada żadnych innych argumentów przemawiających za tym, aby firma miała sfinansować jego działalność. Wkrótce potem Edith zaczyna spotykać się z Thomasem. Sharpe zabiera swoją ukochaną w rodzinne strony – i wówczas zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Edith zaczyna podejrzewać, że ani Thomas, ani jego siostra Lucille (Jessica Chastain) nie są do końca tymi, za kogo się podają.

2

Już na samym początku, gdy bohaterka objaśnia wydawcy, że jej powieść nie jest o duchach, one w niej tylko występują, reżyser puszcza do nas oko. W „Crimson Peak. Wzgórze krwi” zjawy odgrywają ważną rolę, ale jedynie metaforyczną. Nie mają za zadania straszyć widza przy każdej okazji, a stanowią ciekawe urozmaicenie wizualne dopełniając specyficzną atmosferę posiadłości, oraz – co ważniejsze z punktu widzenia fabuły – mają być wskazówką dla Edith co w zasadzie ukrywa rodzeństwo Sharpów. Zresztą w całym filmie del Toro zawarł wiele różnych analogii i metafor. Jedna z najmniej subtelnych dotyczy motyli i ciem, w których twórcy filmu zdradzają nam przyszłe relacje Edith z Lucille.

Guillermo del Toro zostawił zbyt wiele wskazówek, przez co historia w „Crimson Peak. Wzgórze krwi” jest zbyt przewidywalna. Nie oznacza, że jest zła, bo mimo wszystko oparcie historii na paranormalnych zjawiskach dodaje pewnego pierwiastka nieprzewidywalności, a i historia Sharpe’ów przez to wydaje się mroczniejsza. Gdy dodamy do tego morderstwo, do którego dochodzi w pierwszych trzydziestu minutach filmu, można zainteresować się tą historia i oglądać ją z zapartym tchem. Nawet jeżeli dokładnie wiemy jak się ona dalej potoczy. Kto zresztą nie lubi historii z dreszczykiem, tym bardziej, gdy w głównych rolach aktorzy świetnie się spisali?

1

Na szczególną uwagę zasługuje Jessica Chastain, u której w scenariuszu nie uwzględniono zmian charakteru jej bohaterki, a mimo wszystko aktorka potrafiła stworzyć kreację pełną niepokoju, szaleństwa, wzbudzając poczucie strachu, ale i żalu. Partnerujący jej filmowy brat Tom Hiddleston już samym spojrzeniem zachęci rzeszę kobiet do odwiedzenia kina. Zaś Mia Wasikowska po raz kolejny udowodniła, że odnajduje się w kreacjach dam w opałach.

Nie można jednak zapominać, że głównym bohaterem w „Crimson Peak. Wzgórze krwi” jest sama tytułowa posiadłość. U del Toro zawsze na pierwszym miejscu znajdują się wrażenia wizualne, w tym kreowanie przestrzeni i tym razem nie jest inaczej. Pałac w stylu gotyckim już z zewnątrz robi ogromne wrażenie, podziwiając go wewnątrz można jedynie oddać hołd niezwykłemu kunsztowi reżysera i przywiązaniu do detali. Posiadłość to kwintesencja wizualnego doznania, ale zanim do niej trafimy, „Crimson Peak. Wzgórze krwi” zauroczy nas wiernie odtworzonymi mieszkaniami z XX wieku czy pięknymi krajobrazami, pełnymi kontrastujących barw (biel i czerwień). Chociażby dla spotęgowania wizualnych odczuć, warto obejrzeć ten film na dużym ekranie.