Nie ma co ukrywać – Lars von Trier słynie z kontrowersji. Nic dziwnego, że Dom, który wybudował Jack jest kolejnym z listy filmów prowokujących. Podobno w Cannes oburzeni widzowie wychodzili podczas seansu. Czy rzeczywiście jest aż tak niesmacznie?  

Architekt morderstw

Tytułowy bohater (Matt Dillon) filmu Dom, który wybudował Jack z wykształcenia jest inżynierem, z zamiłowania – architektem. Przez ponad dwie godziny obserwujemy na ekranie jego nieudolne próby stworzenia własnego miejsca na ziemi. Za każdym razem mężczyzna odpuszcza, bo tworzywo wydaje mu się niewystarczające, niezbyt mocne, nie do końca wyrafinowane. A wyrafinowanie to coś, co dla Jacka jest kluczowe. Przecież nie bez kozery nazwał swoje drugie oblicze Panem Wyrafinowanym. Oblicze zaiste krwawe – Jack jest seryjnym mordercą, idącym na rekord w liczbie zabójstw na koncie. 

filmu dom który zbudował jack, emocje dom który zbudował jack, von Trier, filmu von triera, ekranie dom który zbudował Jack
Dom, który zbudował Jack von Triera

Tortury, gadki psychopaty, okrutne zbrodnie, walące się wszędzie zwłoki w różnym stanie rozkładu – von Trier serwuje kino dla osób o mocnych nerwach. Nietrudno zniechęcić się, oglądając kolejne krwawe podboje Jacka. Ale to nie tyleż kwestia mordów sensu stricte, co dosyć wyjątkowego sposobu przedstawienia mordercy. Figura psychopatycznego, seryjnego zabójcy jest szczególnie popularna w popkulturze, a twórcy prześcigają się w pomysłach, jak ją jeszcze odświeżyć i uatrakcyjnić. Duńskiemu reżyserowi udał się zatem zabieg niełatwy – pokazać zbrodniarza w sposób na tyle nowy, by zaszokować odbiorcę, by zafundować mu nowe wrażenia. I by nie stworzyć miałkiej kalki – na to von Trier by sobie nie pozwolił.  

Niestandardowość schematu

Jakby nie patrzeć, Jack jest postacią zbudowaną na jednym, wielkim schemacie. Nieprzypadkowo już podczas pierwszych pięciu minut filmu słyszymy, jak autostopowiczka (Uma Thurman) mówi do niego: “Wygląda pan na seryjnego zabójcę”. Jack jeździ czerwonym vanem, brakuje mu empatii, mimiki towarzyszącej emocjom uczy się ze zdjęć obcych ludzi zawieszonych dookoła lustra. Już w dzieciństwie krzywdził zwierzęta, a ludzi (z naciskiem na kobiety) uważa a głupszych od siebie. Ot, rzecz by można, że klasyka. Ale za to ubrana w nowe szaty.  

filmu dom który zbudował jack, emocje dom który zbudował jack, von Trier, filmu von triera, ekranie dom który zbudował Jack
Dom, który zbudował Jack von Triera

Kwestią świeżości jest forma, w jakiej główny bohater został przedstawiony. Przyzwyczailiśmy się do scen zbrodni, gdzie napięcie dodatkowo buduje specjalnie dobrana kompozycja. Ale von Trier nie idzie w sztampę – cisza, towarzysząca Jackowi w morderstwach, tworzy klimat nie tyle mroczny, co groteskowy. Sceny wydają się być jednocześnie odrealnione -bo przecież mordercy zawsze towarzyszy muzyka!- i bliższe rzeczywistości – bo zapewne tak mogłyby wyglądać prawdziwe zbrodnie, gdyby von Trier ich nie przerysował. A przerysował je, wkładając w usta Jacka, wypowiadającego się raz na ekranie a raz z offu, filozoficzne rozważania na temat sztuki i życia. Co rusz jego podniosłe i kontrowersyjne tezy próbuje podważyć Verg (Bruno Ganz), tajemniczy głos przeciwstawiający ideom Jacka syntezę rozumu i miłości.   

Uderzenie w emocje

Bez muzyki na ekranie widz skupia się mocniej na obrazie, a co za tym idzie: mocniej odbiera to, co widzi. A widzi niemało i widzi rzeczy mocne, które tylko narracja z offu potrafi rozmiękczyć i nadać im ton ironiczny. Sądzę, że gdyby nie ironia, film von Triera mógłby być nie do przełknięcia. A tak powoli przechodzimy razem z Jackiem przez 5 incydentów jego życia, obserwujemy stopniową deprawację charakteru, oglądamy kolejne, coraz to wymyślniejsze zbrodnie.  

filmu dom który zbudował jack, emocje dom który zbudował jack, von Trier, filmu von triera, ekranie dom który zbudował Jack
Dom, który zbudował Jack von Triera

Na plus zapisać należy wizualny aspekt filmu, jakkolwiek by to nie brzmiało. Ujęcia kręcone z ręki, zbliżenia i rozmycia powodują, że czujemy się, jakbyśmy stali obok Jacka i razem z nim mordowali kolejną ofiarę. Mocne, montażowe cięcia w chwilach powrotu do dzieciństwa dają po oczach i wywołują lekką konsternację. A podróż przez kolejne kręgi piekieł, gdzie wykorzystano slow motion, techniki cyfrowe, dominantę barwną i inne, filmowe sztuczki to po prostu majsterszczyk pod każdym względem.  

Prowokacja kontrowersją poganiana

Kwestią sporną pozostaje pytanie, czy Dom, który wybudował Jack wnosi coś nowego do dyskusji o świecie. Trudno poważnie traktować jego pieśni pochwalne wobec sztuki, rozumianej w skrajnie prowokacyjny sposób. Wydaje się, że von Trier nie powiedział nic ważnego o kulturze – powiedział za to na tyle głośno, by każdy to zauważył. I na tyle niejasno, by rzekomo mnożyć ścieżki interpretacyjne. Jednak jak dla mnie te ścieżki to po prostu ślepe uliczki. To kolejna gra z widzem, któremu wydaje się, że tortura ponad dwugodzinnego, krwawego seansu nie może iść na marne i koniecznie musi stać się pożywką intelektualną. Nie musi, co w przypadku duńskiego twórcy nie powinno dziwić. Wszak von Trier lubi szokować i prowokować, a treść, jaka za tym idzie, nie zawsze nadgania formę.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!