Kult młodości – tak właśnie można zobrazować współczesną kulturę masową, gloryfikującą wszystko to, co młode, świeże i postępowe. Przeglądając kolorową prasę, oglądając wszędobylskie bilbordy i podziwiając telewizyjne reklamy zauważymy, iż niemal 90% treści medialnej skierowana jest do młodych. Dla starych nie ma miejsca. Zostali zepchnięci na drugi plan. Już od dawna taki nurt można było zauważyć także w światowej fabryce filmów – Hollywood, gdzie nowe pokolenie powoli przejmuje pałeczkę. Jednak, na szczęście jest pewna grupka wyjadaczy nieskładająca broni tak łatwo, realizująca się w tym, co umieją najlepiej, czyli filmach akcji. Tym jest właśnie Expendables 3 – domem starości na sterydach z dopalaczem. Domem pełnym niekontrolowanych eksplozji, amunicją zużywaną w ilościach hurtowych, masą pociesznego humoru. Ale ponad wszystko seria Expendables jest tym, na co czekałem całe dzieciństwo – plejadą gwiazd filmów akcji lat 80. i 90.

Gdy pierwsza część zawitała do kin cieszyłem się jak dziecko. Skakałem z radości, albowiem chyba nikt przedtem w historii kina amerykańskiego nie wpadł na tak karkołomny a zarazem odlotowy pomysł by zebrać wszystkich pierwszoligowych zakapiorów i umieścić w jednej drużynie. Stallone jesteś geniuszem. Niestety na tym ten geniusz się kończy, gdyż film był lekko niespójny, czasem chaotyczny i niektórzy powiedzą, że nawet naiwny. Do wybrednych nie należę, to też przymknąłem na to oko, szczególnie z względu na tonę radości czerpanej z seansu. Film powstawał także z przysłowiowym przymrużeniem oka a aktorzy widać bawili się na planie tak samo dobrze jak widzowie w kinie. Odbiorcy docenili inicjatywę i ostatecznie produkcja kosztująca grosze zarobiła grube miliony. Druga część była tylko kwestią czasu.

Expendables 2 reżyserował Simon West znany choćby z filmowej adaptacji Tomb Raider, klasyka Con Air oraz remake’a Mechanika. Referencje były wystarczające, zaś finalny produkt okazał się jeszcze lepszy niż pierwsza część Niezniszczalnych. Trójkę, nie wiedzieć, czemu, powierzono młodemu reżyserowi Patrickowi Hughesowi, który zastosował inne podejście do tematu. Dla niego film o starych wygach okazał się idealną okazją do starcia z młodym pokoleniem, pretendującym do zaszczytnej roli niezniszczalnych zakapiorów. Przy pierwszym podejściu widza wita scena, notabene dość chaotyczna, w której drużyna niezniszczalnych podejmuje próbę odbicia szczególnego więźnia z transportu kolejowego gdzieś na rubieżach Afryki. Więźniem okazuje się nie, kto inny jak sam Wesley Snipes grający postać o wymownej ksywce Dock – doktora polowego o równie imponujących umiejętnościach posługiwania się nożami i pięściami. Niedługo potem nasi twardziele stają oko w oko z rzekomo martwym Conradem Stonebanksem (w tej roli Mel Gibson) – dawnym członkiem i ojcem założycielem jednostki niezniszczalnych. Przejęty do głębi Barney Ross, chcąc uniknąć przedwczesnego wysłania na tamten świat starych kumpli oddelegowuje ich na zieloną trawkę, a sam zbiera „świerzy materiał” i rusza tropem niezwykle niebezpiecznego oraz poszukiwanego za zbrodnie Stonebanksa. Naturalnie młodziacy mimo swojego entuzjazmu, kondycji i futurystycznych zabawek wpadają w zasadzkę, to też niedoszli emeryci muszą ruszyć im na odsiecz.

expendables_01

Konstrukcja filmu jest niezwykle przewidywalna, wręcz przerysowana z jak najbardziej oklepanego wzorca, bez cienia szansy na choćby lekką nutkę innowacji. Ponadto, reżyser mając do dyspozycji grono tak utytułowanych gwiazd nie miał szerszego i sensowniejszego pomysłu by wykorzystać ten wybuchowy potencjał. Zdecydowanie brakuje iskry, którą miały dwie poprzednie części. Mimo że Mel Gibson w roli międzynarodowego handlarza bronią i zbrodniarza sprawił się bardzo dobrze, to jego rola niebyła tak wyrazista i dobitna jak Van Damme’a w dwójce. Gdy po nieobecności Jeta Li’ego w poprzedniej odsłonie (zagrał tylko w początkowej scenie) pojawił się on na sam finał trójki, to zamiast usadzić go tam gdzie jego miejsce, czyli w pozycji miotającej mordercze pięści i kopniaki, nasz mistrz sztuk walk miota kulami z CKM’u. Już bardziej widza rozczarować się nie da. Jeśli chodzi o samą akcję tempo jest szarpane, przywodząc na myśl typowy schemat, przedstawiający następujący proces: bohater na początku emanuje siłą, potem następuje kryzys by pod koniec uderzyć z zdwojoną siłą. Przez niemal dwie godziny seansu uświadczymy dwie dłuższe, pełne soczystej i wybuchowej akcji sceny. To stanowczo za mało, biorąc pod uwagę poziom testosteronu wylewającego się z ekranu.

Czy wobec tego czy warto udać się do sali kinowej poświęcając dwie dychy na film i kolejne dwie na popcorn i colę (jeśli ktoś lubi)? Jest to pytanie wręcz retoryczne. Oczywiście że warto! Fakt iż jest to film tańszy a w konsekwencji słabszy od poprzednika, ale to wciąż niezniszczalni. Brakuje Chucka Norrisa, Bruce’a Willisa czy Mickey Rourke’a, choć w zamian dostaliśmy Wesley’a Snipes prezentującego formę, Mela Gibsona dla odmiany stojącego po ciemnej stronie mocy, niegdyś prezydenta dziś powściągliwego agenta CIA – Harrisona Forda i przezabawnego żołnierza Legii Cudzoziemskiej Antonio Banderasa. Ogólnie cała ekipa dała radę. Sypią soczystym humorem i celną autoironią, pokazując jaki mają dystans do swojej pracy i samych siebie. Gdy już idą na całość to nieprzebierają w środkach i by ich zatrzymać nie wystarczy nawet cała armia. Po raz trzeci cieszyłem się jak dziecko w kinie, i chyba właśnie o to chodzi. Ci aktorzy zdefiniowali amerykańskie kino akcji, tak bardzo popularne w Polsce lat 90., i gdy faktycznie ustąpią oni miejsca nowemu pokoleniu o takich filmach jak np. Lethal Weapon, Assassins, Hard Target czy Rambo możemy pomarzyć. Współcześni, nazwijmy ich samce alpha hollywoodzkiego kina akcji z swoimi garniturami od Armaniego i drogą opalenizną wręcz do tej klasycznej roboty się nie nadają.

Reasumując jeśli jesteś potomkiem lat. 90 lub 80., kaset VHS i wypożyczalni filmów nie zawiedziesz się na Expendables 3. Całą resztę widzów, szczególnie młode pokolenie także zapraszam do kina, bo recenzowany tytuł mimo swoich wad zapewnia spory zastrzyk pozytywnej energii, stanowiąc idealne zakończenie wakacji.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej