Vin Diesel dał zaszufladkować się w roli Dominica Toretto z serii „Szybcy i Wściekli”. Nic w tym dziwnego, obok Paula Walkera jest twarzą marki, a gdy kolejne części pojawiają się w kinach co dwa lata, ciężko przy takim planie pracy wcisnąć gdzieś kolejną produkcję. Udało się to w 2013 roku, kiedy to aktor powrócił w roli Riddicka. Z jednej kultowej postaci przeszedł w skórę drugiej. Dopiero po ośmiu latach Vin Dieselowi udało się wysiąść z szybkich samochodów i opuścić nieprzyjazne obce planety, aby wcielić się w łowcę czarownic.

„Łowca Czarownic” opowiada historię Kauldera (Vin Diesel), średniowiecznego wojownika, który prowadzi grupę śmiałków na wojnę z Królową Czarownic (Julie Engelbrecht). Dzielny wojownik po wymagającej bitwie pokonuje Królową, która przed śmiercią rzuca klątwę na Kauldera. Staje się on nieśmiertelny, a dzięki swojej niezwykłej mocy, przez kolejne kilka wieków ściga najgroźniejsze czarownice i czarnoksiężników. W zadaniu pomaga mu Dolan 36 (Michael Caine), ksiądz będący jego doradcą. Po wielu latach takiej współpracy odchodzi jednakże na emeryturę, a zastępuje go kolejny Dolan (Elijah Wood). Kaulder wraz z nowym pomocnikiem będzie musiał zmierzyć się z potężnym wrogiem (Ólafur Darri Ólafsson), który chce przywrócić Królową do życia i z jej pomocą zniszczyć nie tylko łowcę, ale i cały świat.

2

Pierwsze skojarzenie jakie miałem z „Łowcą czarownic”, to wydany w zeszłym roku „Dracula: Historia Nieznana”. Skojarzenie okazało się słuszne, bo dwóch z trzech scenarzystów pracowało wcześniej przy tamtej produkcji. Jednakże, kiedy w „Draculi” fabuła miała spory potencjał, tak w „Łowcy czarownic” jest ona jedynie pretekstem do kolejnych wybuchów, scen walki i nagle pojawiającego się oślepiającego światła. Reżyserowi Breckowi Eisnerowi („Sahara”) wyraźnie zabrakło wyczucia, kiedy w końcówce filmu bombarduje nas po raz kolejny tą samą feerią kolorów, z ohydnymi i w ogóle niepotrzebnymi niebieskimi i pomarańczowymi „flarami”. Najwyraźniej twórcy próbowali tym ukryć fabularne i aktorskie niedoskonałości. Na szczęście pomimo tego efekty specjalne zwykle potrafią cieszyć oko.

W „Łowcy czarownic” najlepiej wypada sam początek, ze średniowiecznym Kaulderem przypominającym krzyżówkę bohatera z „Wikingów” oraz jednego z krasnoludów z „Hobbita”, zaś czarownice idealnie wpisują się w scenografię dawnych czasów. Później jednakże następuje przeskok do teraźniejszości. W momencie gdy poznaje Chloe (Rose Leslie) tempo akcji spada, a zainteresowanie kolejnymi poczynaniami bohatera i jego wesołej kompanii powoli maleją.

1

Sporo w tym niechlubnej zasługi samej głównej postaci kobiecej. Rose Leslie (pamiętna rola Ygritte z „Gry o Tron”) próbuje tchnąć trochę życia w swoją postać, ale ta jest koszmarnie napisana, a jej motywacja pomocy tytułowemu łowcy, wydaje się wciśnięta na siłę, tak jakby jeden z trójki scenarzystów miał dobry pomysł na wykorzystanie postaci młodej czarownicy, a pozostała dwójka spłyciła ją do roli maskotki. Dlatego też reżyser wynalazł panaceum w postaci zaskakująco dobrego Elijaha Wooda. 34-letni aktor o twarzy młodzieńca kojarzy się raczej z postaciami zagubionych nieudaczników, dlatego też jego Dolan 37 jest najbardziej charyzmatycznym bohaterem całego filmu. Gdy trzeba potrafi działać nieszablonowo, np. pomagając Kaulderowi w najmniej oczekiwany sposób. Jeżeli zaś chodzi o głównego bohatera, to jest to dokładnie ten sam Vin Diesel, którego tak uwielbiamy z „Riddicka” czy „Szybkich i wściekłych”. Pozycja obowiązkowa dla jego fanów, cała reszta musi zadać sobie pytanie, czy taka formuła mrocznej fantasy im odpowiada, bo w „Łowcy czarownic” nie ma co liczyć na ciekawą fabułę czy skomplikowane rozterki bohaterów ratujących świat. W skrócie: jest dużo, głośno i efekciarsko.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!