„Marnie. Przyjaciółka ze snów” miała być ostatnim filmem studia Ghibli. Po niezbyt udanym „Zrywa się wiatr” Hayao Miyazakiego i artystycznym „Księżniczka Kaguya” Isao Takahaty, fani produkcji japońskiego studia wiele obiecywali sobie po najnowszym filmie Hiromasa Yonebayashiego. Reżyser, który wcześniej dla tego studia stworzył jedynie „Tajemniczy świat Arrietty” na podstawie popularnej powieści, ponownie sięgnął po książkowy oryginał. Choć pozycja „W głowie się nie mieści” Pixara w wyścigu po Oscara nie jest zagrożona, to „Marnie. Przyjaciółka ze snów” to ciekawa pozycja, dotykająca wiele ważnych życiowych problemów.

Anna Sasaki (Sara Takatsuki) jest chorującą na astmę samotniczką. Żyje w obrębie swojego świata, a każde wyjście poza swój znany obszar przyprawia ją o stres. Jej przyszywana matka Yoriko (Nanako Matsushima) wysyła córkę na wieś do rodziny, aby ta choć trochę zapomniała o trudach codziennego życia. Anna powoli odnajduje się w nowej rzeczywistości. Podczas jednego ze spacerów trafia na tajemniczy, opuszczony dom po drugiej stronie jeziora. Od tego momentu Anna zaczyna śnić o złotowłosej dziewczynce w niebieskiej sukience. Jakiś czas później spotyka dziewczynę ze swoich snów. Marnie (Kasumi Arimura) szybko staje się najlepszą przyjaciółką Anny.

1

Anna jest introwertyczką z depresją i fobią społeczną. Każda sytuacja, w której musi z kimś porozmawiać jest dla niej stresująca. Poznajemy ją siedzącą samotnie w parku podczas lekcji wuefu, gdzie szkicuje bawiące się dzieci na placu zabaw. Jak sama mówi, życie to jeden wielki krąg, gdzie albo znajdujesz się wewnątrz i cieszysz się z życia, albo na zewnątrz i jesteś wyalienowany społecznie. Anna nie ma przyjaciół, a jej jedyną ucieczką od rzeczywistości jest rysowanie. O przeszłości dziewczynki dowiadujemy się dosyć późno. Za każdą depresją i innymi problemami psychicznymi stoi jakaś historia, a przypadek Anny nie jest w tym odosobniony. Utrata rodziców w młodym wieku i dorastanie w rodzinie zastępczej wywarły na niej ogromny wpływ, tym bardziej, że dziewczyną targają wątpliwości czy jej przyszywana matka zajmuje się nią wyłącznie z powodów altruistycznych, czy stoi za tym coś więcej.

„Marnie. Przyjaciółka ze snów” nie jest pod żadnym względem filmem psychologicznym. Opowiada o czymś bardziej trywialnym, ale o czym łatwo zapomnieć w dzisiejszym świecie. Przyjaźń Anny i Marnie jest szczera i prawdziwa. Dla nastolatki przyjaźń z Marnie jest swego rodzaju terapią, pozwalającą jej na trwalsze kontakty międzyludzkie, nie ograniczające się wyłącznie do niezbędnego minimum. Marnie czuje się tak samo samotna jak Anna, żyjąc jedynie w obrębie własnego świata. Kontakty Marnie z rodzicami ograniczają się wyłącznie do całonocnych imprez organizowanych przez właścicieli posiadłości. Jej niania jest dla niej niemiła, a dwie służące wyżywają się na niej. Pomimo powierzchownego życia jak z bajki, Marnie przeżywa najprawdziwszy koszmar, a jej jedynym ratunkiem okazuje się przystojny rówieśnik, podkochujący się w złotowłosej dziewczynie.

2

Zarówno Anna, jak i Marnie to doskonale napisane postacie, ze swoją historią i głębokim rysem psychologicznym. W filmach od studia Ghibli to już norma, ale dla miłośników filmów animowanych może to nadal być niepotrzebnym udziwnieniem. Także drugi plan obfituje w wiele ciekawych person jak wujostwo Anny, malarka Hisako, małomówny Toichi, młodsza o kilka lat dziewczynka, która bierze Annę za Marnie czy pulchna dziewczyna, którą Anna poznaje w pobliskim miasteczku.

„Marnie. Przyjaciółka z dzieciństwa” zachwyca oprawą artystyczną, jak i dźwiękową. Nie będzie nadużyciem napisać, że to najładniejsza produkcja od studia Ghibli. Co prawda nie należy spodziewać się festiwalu fajerwerków jak w „Spirited Away: W krainie bogów”, ale malownicze, wiejskie krajobrazy zapierają dech w piersi.

3

Już teraz wiemy, że „Marnie. Przyjaciółka ze snów” nie będzie ostatnią produkcją japońskiego studia. Z emerytury wraca bowiem Hayao Miyazaki ze swoim nowym filmem. Mimo wszystko produkcja Hiromasa Yonebayashiego byłaby bardzo dobrym zwieńczeniem 30-letniej historii studia. Nawet jeżeli końcowy twist fabularny wydaje się nieco zbyt fantastyczny, to ciężko nie zachwycić się kreacją postaci czy doskonałą oprawą audiowizualną. Szkoda, że wciąż powstaje zbyt mało tego typu filmów.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej