Czy cokolwiek co wyjdzie od duetu Spielberg – Hanks może być złe? To tendencyjne pytanie skłania do szukania złych filmów tych dwóch niezwykle utytułowanych amerykańskich artystów współczesnego kina. Jak się okazuje nie ma takich produkcji –  a panowie pracowali ze sobą przy aż pięciu filmach. Dlatego też nie ma co obawiać się o ich najnowsze dziecko, bo „Most szpiegów” może i zostanie pominięty przy przyszłorocznych Oscarach, ale to kawał świetnego i kompetentnego kina na motywach prawdziwej historii.

Film opowiada historię Jamesa Donovana, nowojorskiego prawnika nie bojącego się żadnego wyzwania. Z polecenia rządu przyjmuje on zlecenie obrony niejakiego Rudolfa Abela, Brytyjczyka  posądzonego o bycie sowieckim tajnym agentem. Mamy lata 50. XX wieku, konflikt na linii USA z Rosją narasta do takich rozmiarów, że dzieci w wieku szkolnym zaczynają obawiać się czy lada chwila na ich domostwo nie spadnie jedna ze słynnych komunistycznych atomówek. Sąd nad Abelem ma być tylko dowodem na to, że USA respektuje prawa człowieka i nawet rosyjski szpieg ma szansę na uczciwy proces. Donovan coraz bardziej angażuje się w sprawę swojego klienta. Wkrótce wyruszy do Berlina Wschodniego, gdzie negocjować ma wymianę więźniów, a w grę wchodzi życie amerykańskiego pilota Francisa Gary’ego Powersa. W międzyczasie inny Amerykanin, Frederic Pryor, zostaje złapany i posądzony o szpiegostwo. Dla Donovana liczy się każde życie i rozpoczyna trudną grę wymiany dwóch więźniów za jednego.

1

Życie samo napisało gotowy materiał na trzymający w napięciu thriller. Steven Spielberg ma za nic to, że to mogło być jego największe filmowe osiągnięcie od czasów „Szeregowca Rayana” i nie zrezygnował z założenia, że „Most szpiegów” nie ma być thrillerem, a niezwykle rzeczywistym dramatem, gdzie tło wydarzeń jest równie ważne co główny bohater. Dlatego nawet w końcowej scenie wymiany więźniów, gdzie emocje powinny sięgać zenitu, Spielberg serwuje nam wydarzenia przeniesione jeden do jednego z życia, nie dodając krzty dramatyzmu od siebie. Dla jednych może być to ogromny zawód, ale brak próby zrobienia z historii kolejnej fikcyjnej opowiastki, która w pewien sposób zostaje oderwana od rzeczywistości, jest tym za co kocha się Spielberga. W żadnym momencie reżyser nie galopuje próbując przyśpieszyć akcję, tak aby zadowolić hollywoodzkiego widza żądnego sztucznego napięcia towarzyszącego wydarzeniom na ekranie.

Spielberg każdy swój film dopieszcza pod wieloma szczegółami. Tym razem świetnie oddał emocje i klimat tamtych wydarzeń. Zarówno powojenny Nowy Jork jak i Berlin Wschodni wyglądają jakby żywcem były wyjęte z obrazka. Za scenografię tej drugiej lokalizacji posłużył również Wrocław i od razu można zorientować się, które sceny zostały tam nakręcone. Ogromne wrażenie robią również rekwizyty z tamtego okresu. W jednej ze scen cały pokój pełny jest najróżniejszych przedmiotów należących do rosyjskiego szpiega. Ciężko nie docenić uporu z jakim ekipa filmowa zbierała wszystkie te przedmioty dla zaledwie jednego ujęcia. Ogromna w tym zasługa Janusza Kamińskiego, który zresztą kilkukrotnie w produkcji zachwyca zdjęciami.

2

James Donovan szybko stał się wrogiem publicznym numer 2, bo pierwsze miejsce zarezerwowane było dla jego klienta. W tamtych czasach komunistyczny szpieg działający na szkodę Ameryki był najgorszym złem. Był to efekt strachu i manipulacji związanych ze zbliżającą się wojną atomową między dwoma supermocarstwami. Dlatego też Donovan wziął na siebie ogromne brzemię. Grzechy zostałyby mu szybko zapomniane, gdyby porzucił swojego klienta zaraz po ogłoszeniu wyroku przez sąd. Tak się nie stało i cały naród dowiedział się kim jest James Donovan. Czekał go społeczny ostracyzm ale nowojorski prawnik nie zamierzał poddać się publicznej presji i nie tylko uratował życie człowiekowi, lecz dzięki wymianie postanowił też sprowadzić go do domu, przy okazji ratując życie dwóm obywatelom Stanów Zjednoczonych. Donovan uświadamia, że upór, dążenie do celu i racjonalne myślenie jest o wiele cenniejsze, niż ślepe wykonywanie rozkazów i krótkowzroczność.

3

W głównej roli wystąpił jak zwykle doskonały Tom Hanks. Nie wiem kogo musiałby zagrać, żeby od niego nie biło naturalne ciepło, co doskonale wyczuwalne jest w końcówce. Hanks to wielki aktor i nikt nigdy nie powinien w to wątpić, w „Moście szpiegów” to absolutnie udowadnia. Nie można jednakże przeoczyć równie świetnej roli Marka Rylance’a w roli Rudolfa Abela. Aktor oszczędny jest w formie, co rewelacyjnie oddaje graną przez niego postać. Całość dopełnia niewielka acz znacząca rola Amy Ryan, jako żony Jamesa, będącej głosem rozsądku całej rodziny, która przez to doskonale partneruje Hanksowi na ekranie.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!