Czy po dwunastu latach Johnny Depp w końcu przestanie być kojarzony wyłącznie z rolą Jacka Sparrowa z serii „Piraci z Karaibów”? Jego kolejne role lepiej lub mniej oddawały cząstkę tego legendarnego kapitana, ale tym razem Depp w niczym nie przypomina swojej disnejowskiej postaci. Sukces roli Whiteya Bulgera można zrzucić na karb doskonałego ucharakteryzowania aktora, przez co na pierwszy rzut oka ciężko go rozpoznać (pewnie przez niewielką łysinę), ale Depp choć oszczędny, to w kilku scenach pokazuje, że tym razem z Jackiem Sparrowem nie ma nic wspólnego.

James „Whitney” Bulger (Depp) był jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w Stanach Zjednoczonych. Zaczynał jako głowa irlandzkiego gangu w południowym Bostonie. Na pozór zwykły, lokalny gangster, który po kilku latach przejął interesy w całym mieście dzięki współpracy z FBI. Agent John Connolly (Joel Edgerton), przyjaciel Whitneya z dzieciństwa, proponuje mu współpracę, dzięki której pozbędą się włoskiej mafii. Korzystny dla obu stron układ z czasem zaczyna się zmieniać, i wkrótce ani Whitney ani Connolly nie mają nad nim kontroli.

1

Oprócz bardzo dobrej roli Johhny’ego Deppa, ciężko znaleźć w „Pakcie z diabłem” drugi tak mocny atut. Pod względem technicznym to porządna, ale niczym nie wyróżniająca się robota. Scott Cooper korzysta z prostych środków budujących narrację w filmie, po kolei odhaczając kolejne punkty, które muszą znaleźć się w kinie gangsterskim. Przerabialiśmy to ostatnio w „Legend”, choć tam dochodził aspekt humorystyczny, którego brakuje w do bólu poważnym „Pakcie z diabłem”. Reżyserowi szczególnie dobrze wyszły sceny, w których główny bohater ma szansę pokazać trochę charakteru. W pamięci zapada szczególnie ta z kolacji u agenta FBI, gdzie Whitney terroryzuje rodzinę oraz współpracowników Connolly’ego, pokazując kto tak naprawdę rządzi.

Szkoda, że twórcy zdecydowali się pominąć kilka ważnych wątków z życia Jamesa Bulgera. Gangster był kobieciarzem, zaś w filmie sportretowany jest jako kochający mąż i ojciec, który czasy używek czy łatwych pań ma już dawno za sobą. Nawet przedstawienie Whitneya jako głowy gangu władającej całym Bostonem, nie najlepiej wyszedł reżyserowi. Whitney choć okrutny, bezwzględny i bezkompromisowy, przypomina raczej przeciętnego cyngla niż bossa z prawdziwego zdarzenia. To jeden z większych problemów „Paktu z diabłem”, bo ciężko uwierzyć, że ktoś taki jest nietykalny dla całego FBI.

3

Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, bo głównym bohaterem całej tej opowieści jest agent John Connolly. Przez dużą część filmu zmuszeni jesteśmy oglądać te same mury biura agencji, co jak nie trudno zgadnąć, nie potęguje dynamiki. Connolly jest jednakże na tyle ciekawą postacią, że te ujęcia „bronią się” przed stagnacją. To karierowicz, próbujący wygrać los na loterii wykorzystując bliskie relacje z gangsterem. Po drodze jednak gubi się w całej intrydze i zamiast nadzorować działania Whitneya, zaczyna mu iść na rękę, uważając go za kolegę. Jak sam powtarza, jest chłopakiem z ulicy i wiele gangsterowi zawdzięcza, a takich osób się po prostu nie zdradza. Joel Edgerton daje z siebie wiele, stanowiąc z Deppem doskonałą ekranową parę.

Na drugim planie mamy brata Whitneya, Billy’ego (Benedict Cumberbatch), stanowego polityka. Punkt wyjściowy mógł stanowić doskonały pretekst, do ukazania trudnych relacji między braćmi. Nic z tego, bo rodzina Bulgerów najwyraźniej nie była zbyt ciekawym wątkiem dla scenarzystów. Trochę lepiej ukazano relacje między Whitneyem a jego partnerką Lindsey Cyr (Dakota Johnson), choć ta w połowie filmu nagle znika. Na drugim planie mamy gwiazdorską obsadę z Kevinem Baconem, Adamem Scottem, Corey’em Stollem  i Juno Temple na czele. Ogólnie – warto obejrzeć.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!