Przez ostatnie lata mieliśmy zalew najróżniejszych produkcji stworzonych na podstawie baśni. Żadna jednak nie oddaje ich ducha, tak jak robi to Matteo Garrone. Już samie baśnie braci Grimm skierowane były do dojrzałego odbiorcy i dopiero dużo później przerobiono je na bajki dla dzieci. Garrone nie pracuje ani dla Disneya ani dla Universal, dzięki czemu nie musiał ograniczać się, po to by stworzyć film „familijny”, dla wszystkich. „Pentameron” jest bezkompromisowym, nieco osobliwym tworem, w którym brakuje typowego dla tego typu produkcji hollywoodzkiego przesadyzmu.

Reżyser „Reality” zekranizował trzy opowieści ze zbioru „Baśni nad baśniami, czyli Festyn tłuścioszek” pióra Giambattista Basile – siedemnastowiecznego poety. Pierwsza historia opowiada o zaborczej i apodyktycznej królowej, której jedynym marzeniem jest spłodzić potomka, choć pomimo wielu prób, nie może zajść w ciąże. Podróżny mędrzec radzi jej zjedzenie serca morskiego potwora. Wkrótce królowa rodzi syna. W międzyczasie jedna ze służek również spodziewa się potomka. Chłopcy okazują się mieć identyczny wygląd. Druga historia opowiada o hedonistycznym królu, który nie widzi świata poza kobietami. Zakochuje się w poddanej, która nieświadomie zwabiła go pięknym śpiewem. Król nie wie jednak, że kobieta w której się zakochał nie jest taką, jakiej oczekiwał. Ostatnia baśń opowiada historię króla oraz jego córki. Król podczas jednej z zabaw, zauważa na swoim palcu pchłę. Wkrótce owad zaczyna rosnąć, a władca zaczyna ją udomawiać. Księżniczka marzy zaś o poślubieniu pięknego księcia, ale los splata ją z ohydnym olbrzymem.

1

Historie przeplatają się, ale nie są ze sobą w żaden sposób powiązane. Garonne często wykorzystuje różne surrealistyczne zabiegi, czy to pod względem kreacji postaci, czy też samym pomysłem na ujęcie. Ciężko wyobrazić sobie baśń bez pierwiastka fantastyki, choć gdyby wykluczyć ją z najnowszego filmu reżysera, nadal mielibyśmy do czynienia z niezłymi, choć nieporywającymi opowieściami z ukrytym morałem.

„Pentameron” warto obejrzeć chociażby ze względu na świetne zdjęcia Petera Suschitzky’ego. Szczególnie zachwycają ujęcia szerokich planów, gdzie nie szczędzi się nam pięknych krajobrazów, w centralnej części umieszczając to co w danej chwili jest najistotniejsze. Wrażenie robią również doskonałe i niezwykle wiernie oddane stroje. Całość dopełnia scenografia, która, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się nudna, to ma w sobie coś bajkowego, lecz nie tandetnego. Jedynie mityczne stwory wyglądają sztucznie, ale można to zrzucić na garb niskiego budżetu.

2

Ten został pochłonięty na gażę aktorów, a wielkich nazwisk w „Pentameronie” nie brakuje. Salma Hayek jako królowa matka, Vincent Cassel jako król pragnący każdej kobiety w swoim łożu, Toby Jones wcielający się w miłośnika przerośniętych pcheł, i w końcu John C. Reilly, Hayley Carmichael i Stacy Martin, którzy dopełniają obrazu całości. Warto pójść i warto zobaczyć.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!