„Więzień labiryntu” Wesa Balla wybił się sprawdzonym pomysłem ponad inne produkcje skierowane głównie do młodzieży, takie jak „Igrzyska Śmierci” czy „Niezgodna”. Choć w każdej z serii chodzi mniej więcej o to samo, to pierwsza część „Więźnia labiryntu” miała z sobie coś z thrillera dzięki wyraźnym inspiracjom do powieści „Władcy much”. Choć wszystko już w innych filmach było, to przedstawienie próby stworzenia społeczeństwa przez grupę młodzieży, było ciekawym i trzymającym w napięciu obrazem. Wszystko co tak dobrze sprawdzało się rok temu, w „Próbach ognia”, tutaj jednakże nie istnieje, przez co kontynuacja cierpi na syndrom drugich części, będącymi zazwyczaj zapchajdziurami, zapychaczami łączącymi pierwszą i ostatnią część trylogii.

Akcja drugiej części rozpoczyna się w tym samym momencie, w którym zakończyła się pierwsza część. Grupa ocalałych z labiryntu, zostaje przetransportowana do bezpiecznej placówki organizacji, która zniszczyła wrogą frakcję WICKED. Jednak w placówce panują rygorystyczne zasady, a Thomas (Dylan O’Brien) przy pomocy nowego członka zespołu Arisa (Jacob Lofland), poznaje prawdziwe zamiary organizacji dowodzonej przez Jansona (Aidan Gillen). Wraz z Minho (Ki Hong Lee), Newtem (Thomas Brodie-Sangster), Frypanem (Dexter Darden) i Winstonem (Alexander Flores), ratują Teresę (Kaya Scodelario) i uciekają z ośrodka. Jednak świat po kataklizmie, pełnym piasku i zainfekowanych ludzi, nie jest przyjaznym miejscem, a bezpieczne życie w labiryncie już dawno minęło.

5

W „Próbach Ognia” nie dzieje się nic, co pociągnęłoby fabułę do przodu. Bohaterowie ciągle przed kimś uciekają, a to przed oddziałami WICKED, a to przed zarażonymi, innym razem przed przyszłymi sprzymierzeńcami. Ciągła ucieczka staje się wreszcie nudna i pod koniec filmu okazuje się, że wróciliśmy do punktu wejścia. Dlatego też z góry można zakładać, że po intrygującej pierwszej części i zapewne naładowanej akcją trójki, dwójka będzie najmniej ciekawą i znaczącą częścią trylogii. Nie oznacza to jednak, że film sam w sobie jest zły. Sama konwencja może się spodobać, a na ekranie sporo się dzieje, szczególnie że zasypane piaskiem miasto prezentuje się znakomicie.

Najwięcej problemów mam z nowymi postaciami, czyli Arisem oraz Jansonem. Ten pierwszy w ogóle nie jest wykorzystany w filmie. Jak Minho jest typowym twardzielem, a Newt sceptycznie podchodzącym do każdej decyzji Thomasa opozycjonistą, tak Aris odgrywa ważną rolę jedynie na początku filmu. Później jest już tylko tym kolejnym chłopakiem, który podąża krok w krok za głównym bohaterem. Co do Jansona natomiast, to Aidan Gillen nie musiał wychodzić z roli Littlefingera z „Gry o Tron”. Jego postać jest dwulicowym intrygantem, ufającym nadmiernie swojej władzy. Aktor stara się jak może, aby wykrzesać choć odrobinę emocji z granej przez siebie postaci, ale sam scenariusz na wiele mu nie pozwala.

3

„Więzień labiryntu: Próby ognia” jest filmem zmarnowanej szansy. Seria miała wszelkie predyspozycje, aby dogonić „Igrzyska śmierci” i stać się równorzędnym konkurentem. W drugiej części jednak brakuje jakiegoś spoiwa, które dałoby porządnego fabularnego kopa. Historia Thomasa i Teresy nie zostaje jakoś specjalnie rozwinięta, a apokaliptyczny świat nie przedstawia sobą tyle, ile by mógł. Pomimo tylu słów krytyki, Wesowi Ballowi udało się zrobić niezły film akcji, w którym niestety wyłączenie myślenia jest wskazane.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej