Triller to bardzo trudny gatunek filmowy. Żeby się udał wiele czynników musi idealnie ze sobą współgrać by wprowadzić widza w historię i wywołać w nim odpowiednie emocje. Gra aktorska, miejsce lub miejsca akcji i oczywiście sama fabuła. A co w momencie, kiedy wszystko zamknięte jest w jednym pokoju, a przez cały film obserwujemy tylko jedną twarz? Taką sytuację mamy w thrillerze Winni. Czy wyszło? Zaraz napiszę.

Winni – fabuła

Dzień jak co dzień w dyspozytorni 112. Ludzie dzwonią z różnymi sprawami, ktoś został napadnięty, ktoś rozbił kolano, a jeszcze inny naćpał się i ma stany lękowe. Dla pracowników nic nadzwyczajnego. Jednak w pewnym momencie na numer alarmowy dzwoni przestraszona kobieta – Iben, zgłaszając, że została porwana. Nie mówi tego wprost, brzmi jakby zwracała się do dziecka, jednak mężczyzna odbierający połączenie orientuje się w czym rzecz i rozpoczyna rozmowę. Tutaj rozpoczyna się właściwa akcja filmu Winni. Asger Holm, bo tak ma na  imię dyspozytor, stara się wyciągnąć jak najwięcej informacji i wysyła patrol, by złapali porywacza. Wszelkie nowe informacje poznajemy wraz z bohaterem, nie możemy niczego sami się domyślić, bo prócz jego twarzy i ekranu komputera nie ma w filmie niczego istotnego.

Asger zmuszony jest podejmować różne, często niezgodne z jego pracą, decyzje. Rozmawia nie tylko z Iben, ale również z porywaczem, jej mężem Michaelem. Jedną z bardziej poruszających rozmów jest ta z córką Iben – Mathilde. Razem z kolejnymi szczegółami dotyczącymi porwania odkrywamy również głównego bohatera. Poznajemy jego pobudki, charakter i odrobinę historii. To wszystko podane jest nam subtelnie, nienachalnie i niezwykle naturalnie. Tak samo jak fabuła. Jesteśmy w stanie uwierzyć, że coś takiego mogłoby się wydarzyć.

Winni – recenzja filmu

Bardzo dużo emocji

Film Winni reklamowany był jako „85 minut czystej adrenaliny” i właściwie nie wiem czy to prawda. Nie odczułam u siebie jakiegoś gwałtownego skoku adrenaliny, ale praktycznie przez cały czas  pozostawałam w stanie silnego napięcia.  Ta historia sprawiła, że nie mogłam oderwać wzroku od ekranu, czekając wraz z głównym bohaterem na kolejne informacje o Iben. Z każdą minutą emocje się kumulują. Przez hermetyczność całego filmu czujemy się, jakbyśmy byli obok i słuchali tego razem z Asgerem.

Trzeba przyznać, że reżyser Gustav Moller zaserwował nam thriller z najwyższej półki. Co, moim zdaniem, było dość trudne zważywszy, że do dyspozycji było jedno pomieszczenie i jeden aktor. Odczuwamy wręcz klaustrofobię i bezsilność, podobnie jak główny bohater. I czekamy. Czekamy na kolejne połączenie bojąc się, kogo usłyszymy po drugiej stronie słuchawki. Scenariusz jest napisany mistrzowsko, nie ma czasu na znudzenie, a zaserwowany nam w pewnym momencie plot twist wywraca nasze pojęcie o całej sprawie.

Pochwaliłam już reżysera, ale całość nie udałaby się, gdyby nie grający Asgera Jakob Cedergren. To na nim spoczywa odpowiedzialność za to, jak wczujemy się w całą historię. To jego emocje czujemy, to na jego twarz patrzymy. W pewnych momentach wydaje się, jakbyśmy byli tam sami. Widz i bohater, uwięzieni w jednym pomieszczeniu i czekający na dźwięk telefonu. Dzięki niemy możemy zmienić postrzeganie osób pracujących na dyspozytorni numerów alarmowych. Ta praca wymaga ogromnego opanowania, stalowych nerwów i czasem wręcz chirurgicznej precyzji.

Winni – recenzja filmu

Podsumowując

Niespełna półtoragodzinny film Winni jest dramatycznym widowiskiem niosącym ogromny ładunek psychologiczny. Trzeba przygotować się na ogrom emocji i nieustające do ostatnich minut napięcie. Wspaniałe udźwiękowienie sprawia, że słyszymy w tle rozmów deszcz uderzający o szyby, a także każdy, nawet najlżejszy oddech. Gwarantuję, że na seansie nie będziecie się nudzić, a wasze mózgi przez cały film będą pracować na najwyższych obrotach.

Polska premiera filmu Winni już 9 listopada.

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!