WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Porywa, ale nie żąda okupu. Recenzja filmu Złodziejaszki

Oglądanie życia jakiejś rodziny nigdy nie znudzi się filmowcom. Nie raz na ekranie obserwowaliśmy, jak więzy rodzinne zacieśniały się i rozluźniały, a jeśli reżyser wiedział, gdzie szukać, to i jakiegoś trupa odkopał. Tym razem jest tak samo – ale w oryginalnym ujęciu.  Złodziejaszki to coś więcej, niż rzewna historyjka. 

Film Złodziejaszki opowiada historię rodziny patchworkowej. Choć na pozór jest to całkiem normalna familia, z upływem minut dowiadujemy się, jak wiele tajemnic kryje się w nazwisku “Shibata”. Na dokładkę pewnego zimnego wieczora ojciec Osamu (Lily Franky) postanawia zabrać do domu kolejną osobę – pięcioletnią Juri (Miyu Sasaki). I w tej chwili w małym domku robi się jeszcze ciaśniej…i radośniej.  

Szczęście w nieszczęściu

Rodzina utrzymuje się z prac niskopłatnych, co zazwyczaj nie pozwala na przetrwanie miesiąca. Nestorka rodu, Hatsue, pobiera rentę i opłaca rachunki razem z Osamą i Nobuyo (Sakura Ando). Oboje pracują dorywczo a zarobki nie pozwalają im nam godne życie.  Siostra NobuyoAki (Mayu Matsuoka), zachowuje wypłatę dla siebie – ale to i tak za mało. Dlatego Shibatowie utrzymują rodzinną tradycję złodziejską. Shota (Jyo Kairi), kilkuletni syn, dokonuje drobnych kradzieży w okolicznych marketach. Zazwyczaj jego łupem padają słodycze, ramen i kosmetyki. Nauczony, że “to, co jest w sklepie jeszcze nie jest czyjeś” wykonuje symboliczny gest i bierze się do dzieła. Gdy do rodziny Złodziejaszków dołącza mała Juri zaczyna bez namysłu pomagać bratu.  

film Złodziejaszki, filmu Złodziejaszki, Złodziejaszkom,
Foto: GAGA, Aoi Promotion, Fuji Television Network

Hirokazu Koreeda obnaża błędy systemu i pokazuje, jak trudno jest żyć na marginesie społeczeństwa. Jednocześnie jednak nie ubiera swojej krytyki w szaty rzewności i napompowanego dramatu. Wręcz przeciwnie, rodzina Shibatów wydaje się szczęśliwsza niż jakakolwiek inna. Familię łączą bowiem więzi serca, jak tłumaczy Osama w jednej ze scen. Obserwujemy, jak mała Juri zaczyna rozumieć, czym jest miłość i przywiązanie. Dziewczynka wnosi do rodziny powiew odświeżenia, płomyk nadziei i radości. Każdy zdaje się rozkwitać pod wpływem pięciolatki i nikomu nie przeszkadza ciasnota i kolejna gęby do wykarmienia. Nikt nie przejmuje się również faktem porwania, bo przecież “nie żądali okupu”. I choć konsekwencje w końcu nadejdą, Złodziejaszki nie wybiegają w przyszłość, ciesząc się każdym dniem spędzonym razem.  

Rodzina symbolami utkana

Złodziejaszki oferują wgląd w życie rodziny, która poskładana z różnych elementów, żyje jak jeden organizm. Owszem, ich życie nie jest poprawne, daleko mu do ideału, ale czy cokolwiek jest idealne? Skoro uczciwa praca nie jest w stanie zapewnić bytu rodzinie, nie ma się co dziwić, że system zostaje łamany. Reżyser wbija szpilę w ekonomiczny wymiar życia w Japonii, ale robi to delikatnie i z wyczuciem. Nie przesadza, nie dramatyzuje – pokazuje prawdę w lirycznym wydaniu.  

film Złodziejaszki, filmu Złodziejaszki, Złodziejaszkom,
Foto: GAGA, Aoi Promotion, Fuji Television Network

Prawdziwy kunszt ujawniają poszczególne, symboliczne sceny. Lepienie bałwana ze śniegu, pokaz fajerwerek, wyprawa nad morze czy rozlany ramen – w tych momentach czuć miłość, choć nikt o niej głośno nie mówi. Twórca pokazuje magię zaklęta w ulotnych chwilach. Banalne, ale zrobione z wyczuciem i niezwykłą wrażliwością. Dialog Osamu z Shotą o byciu mężczyzną łapie za serce, a Aki rozmawiająca z klientem to kwintesencja intymności. Łatwo się złapać na kibicowaniu rodzinie, która tak naprawdę powinna być potępiona. Ale tak to już chyba jest – w społeczeństwie często gardzi się ludźmi, którzy odstają od norm i nikomu nie chce się drążyć głębiej. Nikt nie chce ujrzeć szczęścia – poza Koreedą, reżyserem Złodziejaszków 

film Złodziejaszki, filmu Złodziejaszki, Złodziejaszkom,
Foto: GAGA, Aoi Promotion, Fuji Television Network

Film Złodziejaszki zasłużył na nagrodę Złotej Palmy 2018 w Cannes. Zasłużył na każdą nagrodę, bo to nie lada wyczyn, stworzyć prosty film, który wzrusza w detalach. Jest refleksyjny, ale do refleksji nie zmusza; jest dramatyczny, ale nie bawi się w sztuczne wyciskanie łez. Polecam każdemu, kto lubi kino głębokie, ale nieprzesadzone. I tak jak napisałam w tytule: porywa, ale nie żąda okupu.