Mój stosunek do serii Football Manager od wielu lat kwituję cytatem Ala Pacino z trzeciego Ojca Chrzestnego – „just when I thought I was out, they pull me back in„. Coroczne sportowe igrzyska, nadchodzące wraz z premierą kolejnych części piłkarskiego symulatora, są niczym ataki barbarzyńców wymierzone w moje zdrowie, mój portfel, mój wolny czas, a jednak oddaję im się dobrowolnie. Ot, magia Football Manager.

Nie inaczej było tym razem – kiedy usłyszałem wieść o dostępności egzemplarza edycji z tego roku, jedno oko zapłonęło mi błyskiem perspektywy nadchodzącej przygody, a w drugim z kolei zebrała się łza, jako efekt świadomości, jak dużo ta wielogodzinna przyjemność będzie mnie psychicznie kosztować. Przy poprzednich edycjach przegrałem setki godzin i obawiałem się, że ta również wciągnie mnie na zdecydowanie niestosowną ilość czasu, wydaje mi się jednak, że z jakichś przyczyn w końcu osiągnąłem dystans człowieka dorosłego, który pozwolił mi na powstrzymanie się od przehulania całego wolnego czasu na wirtualnym boisku. A może jest to spowodowane jakością nowego Football Manager 2015? Przekonajcie się sami.

2014-12-02_00004

Sports Interactive wpadło w pułapkę swojego sukcesu, stojąc w której mogą podać sobie rękę z EA Sports. Brak solidnych konkurentów w swojej sportowej niszy zatrzymał proces kreatywnego myślenia, co skutkuje z kolei corocznym, iluzorycznym „wiatrem zmian”, mającym przekonać konsumentów, że w biurze londyńskiego producenta nikt nie zna takiego słowa jak „stagnacja”. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że gdyby nagle Sports Interactive zdecydowało się na radykalne zmiany w swojej popularnej marce, ilość niezadowolonych fanów byłaby prawdopodobnie jeszcze większa niż przy obecnej strategii. No, ale do rzeczy.

Pierwszy kontakt z rozgrywką w Football Manager 2015 może być dla weteranów odstraszający – oto znowu zdecydowano się na gruntowną przebudowę interfejsu, tym razem przenosząc choćby pasek opcji z górnej krawędzi ekranu na jego lewy bok. Poza tym, można dostrzec kilka drobniejszych przemeblowań, choć grunt pozostał ten sam, kilka minut i będziecie czuć się jak w domu (choć ja do tej pory nie mogę znaleźć pewnych przydatnych detali). Ponownie wzięto się również za zmiany w dziedzinie scoutingu i filtrowania znalezionych już przez nas zawodników, więc zamiast konieczności ręcznego wypełniania przeróżnych tabelek dostajemy prosty model, pomagający odnaleźć nam graczy o konkretnych parametrach. Algorytm rozpatrzy więc pozycję piłkarza, jego potencjalną rolę dla zespołu (czy będzie on stanowił o głębi składu, czy może z miejsca stanie się jego kluczowym zawodnikiem) czy choćby jakość pod względem cech, na których nam zależy.

2014-12-02_00001

 

Taki sam efekt mogliśmy osiągnąć już w Football Manager 2014, teraz jednak dochodzimy do niego w o wiele krótszym czasie. Ta idea przyświeca właściwie każdej płaszczyźnie gry, na której były przeprowadzane jakieś modyfikacje – Sports Interactive dba o to, abyśmy nie spędzali zbyt wielu minut nad wykonywaniem mało fascynujących czynności, co pozostawia więcej czasu na skupienie się na tym, co najważniejsze: na rozgrywaniu spotkań. Remont na tym gruncie był reklamowany jako jeden z najbardziej widocznych „ficzerów” tegorocznej odsłony, skupiający się na dorzuceniu zatrzęsienia animacji. Zmiana jest ewidentna – pomoc ze strony Creative Assembly i wykorzystanie technologii motion capture poskutkowały coraz większą ilością detali widocznych na ekranie naszego komputera, co cieszy. Można w końcu zauważyć, którą częścią stopy zawodnik operował podczas jakiegoś zagrania, poprawiono również model kolizji, co wpływa na wiarygodność całego produktu. Co prawda ciężko jest jeszcze pomylić Football Manager 2015 z prawdziwym meczem piłki nożnej, ale radość przynosi ciągły szlif odsłon pod tym względem.

Mniej istotne zmiany dotyczą również innego podejścia do tematu wartościowania zawodników – tym razem jednak tych należących do zespołu, nie będących na naszym celowniku. Nasz sztab fachowców dostarcza więc listę plusów i minusów, prognoz i wykresów, dotyczących każdego z naszych graczy, co pozwala spojrzeć z innej perspektywy na ich rozwój czy problemy, z którymi aktualnie się zmagają. Dodano też w końcu coś, na co czekałem od wielu lat – bardziej RPGowe podejście do kreowania naszego menadżerskiego alter-ego, w wyniku czego określamy na początku kunszt naszego treneiro w danych elementach swojego fachu. Możemy więc wykreować swoistego Harry’ego Redknappa, nie przejmującego się mentalnymi aspektami futbolu, będącego nastawionym na starą szkołę trenerską albo taktycznego geniusza, który z kolei nie dogaduje się zbyt dobrze z zawodnikami. Ciężko określić rzeczywisty wpływ „aury” roztaczanej wokół naszego szkoleniowca na grę drużyny, ale głosy z całego świata donoszą, że ten naprawdę istnieje, więc pozostaje chyba tylko w nie wierzyć.

2014-12-02_00002

I… w gruncie rzeczy, to by było na tyle. Lista zmian nowej odsłony, którą twórcy udostępniają przed premierą, jest naprawdę obszerna i analizowanie każdej z nich byłoby katorgą, szczególnie, że większość należy do raczej kosmetycznych. Nie ma też specjalnie na co narzekać – no, malkontenci przyczepią się może do małych możliwości personalizacji oprawy wizualnej, ale dobrze wiemy, że wystarczy kilkanaście tygodni, a Steam Workshop będzie zapełniony wszelkiej maści skinami. Przez postęp w dziedzinach, którym należał się powiew świeżości, Football Manager 2015 wydaje się być idealną odsłoną tak dla początkujących, jak i tych, którzy dzięki poprzednim częściom zapuścili długą brodę i stali się gościem w swoim własnym domu. Czy warto jednak wydawać na niego „premierową” kwotę, zamiast poczekać na pierwsze obniżki cenowe? Tylko, kiedy nie macie pod ręką jakiegoś w miarę współczesnego save’a z poprzedniej odsłony.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej