Pamiętam moment, w którym na rynek wchodziły tablety. Poza Applem, producenci nie bardzo mieli pomysły na nie, więc poszli najmniejszą linią oporu i zwyczajnie zaserwowali nam powiększone do ogromnych rozmiarów telefony. Jedną z przyczyn był niewątpliwie Android, który nie był za specjalnie dostosowany do wielkich ekranów.

Tablety miały stać się przyszłością konsumenckiej elektroniki. Na tyle ważną, że oprócz nowych, specjalnie dostosowanch edycji Androida także Microsoft wszedł w wyścig ze swoim tabletowym Windows 8.

A potem wszystko znikło

Tablety tak naprawdę stały się chwilową modą niczym netbooki wykreowane przez Asusa za pomocą maleńkich Eee PC. Rynek szybko się nasycił i okazało się, że te tablety równie chętnie co kupowane, lądują w szufladzie. Rynek się nasycił stąd kolejni producenci postanowili wycofać się z niego rakiem. Dzisiaj tak naprawdę liczy się tylko trzech producentów. Apple, Huawei i Samsung, którego konstrukcję mam teraz okazję testować. Poznajcie Galaxy Tab S4.

Cholernie piękny gadżet

Galaxy Tab S4 jest dla tabletów tym, czym linia „S” wśród telefonów. To flagowiec z krwi i kości, gdzie postawiono na najlepsze podzespoły i materiały wykończeniowe.

Podobnie jak w telefonach także tutaj mamy aluminową ramkę i dwie ogromne tafle szkła po obu stronach urządzenia. Fortepianowa czerń robi tutaj ogromne wrażenie. Biorąc Taba do ręki ma się uczucie obcowania z czymś luksusowym! To jednak ma swoje wady. Całość bardzo łatwo się palcuje i w efekcie szybko nabieramy odruchu ciągłego przecierania tabletu. Na krawędziach rewolucji nie ma. Jest przycisk Power, pod nim klawisze do zmiany głośności. Na tej samej krawędzi jest jeszcze port na kartę SIM oraz MicroSD. Co ciekawe, nie znajdziemy tutaj klawisza asystenta Bixby, chociaż takowy w systemie jak najbardziej jest zaszyty.

Poza tym jest jeszcze port jack, port connector do podłączania dedykowanej klawiatury oraz głośniki stereo marki AKG, które grają naprawdę przyjemnie, szczególnie po aktywacji Dolby Atmos. Całość zasilana jest przez port USB-C, który w nowych konstrukcjach jest praktycznie standardem. Na pleckach znajdziemy jeszcze oczko aparatu wspomagane lampą błyskową. I to wszystko. Całość jest minimalistyczna, bardzo schludna i cienka w swoich rozmiarach.

Chociaż cały czas branie tabletu w rękę sprawiało mi przyjemność, tak nie mogłem pozbyć się wrażenia, że trzymam w ręku urządzenie wyjątkowo kruche. Oczami wyobraźni widziałem, co stałoby się z nim, gdyby spadło chociaż kilka centymetrów. Telefon z racji swoich gabarytów miałby jeszcze jakieś szanse. Jednak tak sporą taflę szkła upuścić na ziemię – mogłoby się źle skończyć. Samsung postawił tutaj na prestiż. Gdybym jednak chciał trafić z urządzeniem do szerszej publiki – postawiłbym na jakiś plastik albo coś bardziej praktycznego, co nie tylko wzmocniłoby wytrzymałość ale i czystość urządzenia.

Specyfikacja i oprogramowanie

Najpierw szybki rzut okiem na specyfikację:

  • 10,5-calowy ekran Super AMOLED o rozdzielczości 2560 x 1600 pikseli
  • 8-rdzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 835 z GPU Adreno 540
  • 4 GB pamięci operacyjnej RAM typu LPDDR4
  • 64 GB pamięci flash na dane
  • czytnik kart pamięci microSD
  • kamerka 8 Mpix do wideorozmów i selfie
  • aparat fotograficzny 13 Mpix
  • bateria o pojemności 7300 mAh
  • Wi-Fi 802.11ac
  • Bluetooth 5.0
  • GPS/GLONASS
  • modem LTE (opcjonalnie)
  • złącze USB C (3.1)
  • czytnik linii papilarnych
  • skaner tęczówki oka
  • stereofoniczne głośniki z technologią Dolby Atmos
  • Android 8.1 Oreo

Samsung Galaxy Tab S4 został wyposażony w duży, bo aż 10,5-calowy ekran, który wykonano w technologii Super AMOLED. Pracuje on w rozdzielczości WQXGA (2560×1600), co daje nam proporcje 16:10 (8:5). Oczywiście zastosowany panel współpracuje z rysikiem S Pen, który pozwala na robienie notatek, tłumaczenie tekstu, rysowanie, tworzenie GIFów itd. Który jest dołączony do zestawu. Ekran naprawdę robi piorunujące wrażenie. Jest jasny i wyraźny z bardzo dobrymi kątami widzenia. Rysik z zestawu nie jest tym, który dołączany jest do Galaxy Note’a 9, a więc najnowszej generacji. To zwykły rysik znany z poprzednich modeli i co gorsza – nie da się go schować w tablecie. I wzorem rysików znanych z telefonu, pozwala na tworzenie notatek na wyłączonym ekranie. W praktyce rzadko kiedy z niego korzystałem, bo często zapominałem o jego istnieniu. Szkoda.

Całość napędzana jest układem Snapdragon 835 z grafiką Adreno 540 wspomagane przez 4GB Ram. Trochę lepiej jest z pamięcią wewnętrzną, bo tutaj do wyboru jest 64 lub 256GB pamięci wewnętrznej. Bateria to już ogniwo 7300mAh. Można by ponarzekać, że mało Ramu czy zeszłoroczny procesor, ale w efekcie dostajemy spójne, sprawnie działające urządzonko i szczerze powiem – nie wiem do czego tutaj wykorzystać całą tę moc. Oprogramowanie działa szybko, sprawnie, responsywnie. Nie miałem ani jednej przycinki czy efektu klatkowania. Użytkowanie go, to czysta przyjemność.

Całość pracuje pod kontrolą Androida 8.1.0 wraz z nakładką Samsung Experience 9.5 znaną z telefonów komórkowych. Uzupełniana ona jest oczywiście przez cały pakiet aplikacji koreańskiego producenta, jeśli jednak ktokolwiek miał styczność w ostatnim roku z którymś z telefonów Galaxy – to tutaj poczuje się jak w domu. Ikony te same, układ jest ten sam.

Aparat

Aparat nie jest najważniejszym elementem w tablecie. To raczej koło ratunkowe, gdy z jakichś względów nie mamy przy sobie smartfona lub lustrzanki. Przyznać jednak muszę, że ten w Galaxy Tabie jest naprawdę przyzwoity, wyposażony w 13Mpix matrycę. Zdjęcia robi sympatyczne, chociaż są one dość płaskie barwowo. Sama aplikacja aparatu jest doskonale znana użytkownikom Galaxy. I tak wśród trybów fotografowania mamy HDR, Panoramę, Profesjonalny, Uroda, Automatyczny, Naklejki oraz Hyperlapse. Nie ma tutaj wspomagania inteligentnego, tablet nie ostrzeże nas również o zabrudzonym obiektywie, jednak umówmy się – to wciąż tablet a nie podstawowe urządzenie fotograficzne.

Dex

Nowością jest Dex. Tryb, który pojawił się wraz z telefonami Samsung S8, pozwalał za pomocą specjalnej przystawki zmienić telefon w komputer. Uruchamiając Dexa pojawia nam się pulpitowe doświadczenie przypominające nieco Windowsa. Mamy tutaj pasek zadań, ikony z otwartymi aplikacjami oraz powiadomienia z zegarem znanym z okienek.

Właśnie apropo okienek. Tryb ten pozwala nam uruchomić aplikacje Androida w trybie okienkowym. Tych odpalić można 5 bez używania stacji dokującej. Nie wszystko jednak działa jak należy. Oczywiście każda aplikacja Samsungowa jest obsługiwana, częściowo również część aplikacji Google. Nietrudno jednak natknąć się na takie, które trybu nie obsługują i mimo starań Samsunga – raczej nie będą obsługiwać.

Dla maniaków produktywności istnieje możliwość łatwego rozszerzenia możliwośći tabletu. Tak, tak. Mam tutaj na myśli Microsoft Launcher, który pozwoli nam synchronizację pracy i danych z komputerem. Wówczas tablet (w szczególności w trybie DEX) nabiera dodatkowych rumieńców! To jednak rozwiązanie absolutnie nie przewidziane przez producenta.

Dla kogo? I po co?

Przez dwa tygodnie użytkowania tabletu cały czas starałem odpowiedzieć sobie na pytanie dla kogo on właściwie jest. Dla mnie, jako blogera podróżniczego na pewno nie. Bałbym się, że przy pierwszej podróży wróciłbym z roztrzaskanym tabletem. Z drugiej strony nie jest on też dedykowany biznesowi, chociaż z wyglądu nie można mu niczego zarzucić. Biznes poprostu korzysta z iOS’a, który jest świetnie do tego dostosowany z ogromną liczbą aplikacji.

Galaxy Tab S4 cierpi na ten sam problem co każdy inny tablet z Androidem – brak mu dedykowanych aplikacji produktywności. Jest oczywiście pakiet Office, ale niewiele poza nim. Osobną kwestią jest to, że tablet jest zwyczajnie niepotrzebny. Mój prywatny Galaxy S9+ ze swoją przekątną ekranu w zupełności mi wystarcza do moich zadań, a tablet nie sprawił, że wolałem pracować na nim zamiast na telefonie. Sprawy nie ułatwia również cena – ta wynosi ponad 2900zł a do tego trzeba doliczyć jeszcze klawiaturę. Szczerze mówiąc, mając przed oczami taką cenę a nie chcąc iOS’a – wybrałbym Surface Go, który jednak wspiera cały katalog aplikacji na Windowsa. Dlatego, chociaż cały tablet jest fantastyczny, jego korzystanie sprowadziło się do konsumcji treści w postaci YouTube’a, ale sam nigdy nie wydałbym prawie trzech tysięcy złotych za terminal do filmów.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej