Godfire: Rise of Prometheus to próba zrobienia gry AAA na urządzeniach mobilnych bydgoskiego studia Vivid Games, odpowiedzialnego choćby za Real Boxing. Próba zresztą całkiem udana, choć nie obyło się bez zgrzytów.

Godfire miało być czymś w rodzaju mobilnego God of War. Mamy przecież fabułę osadzoną w mitologicznej Grecji, umięśnionego bohatera z dwoma mieczami i troszkę brutalności. Niewątpliwie sprzęt ten jest przyszłością przenośnego grania, a dzieło Vivid Games próbuje nas w tę przyszłość już teraz zabrać. Wyszło to… i źle i dobrze, w zależności od tego jak postrzegacie zabawę na komórkach, czy tabletach.

Jeżeli jesteście wymiataczami, którzy zjedli swoje pady przy graniu na dużych konsolach i spodziewacie się po Godfire: Rise of Prometheus okazji do pogrania „na poważnie” w drodze do pracy, to srodze się zawiedziecie. Tak samo jak ja. Nic tu nie potrafi zaskoczyć, a co najwyżej znudzić i zdenerwować. Rozgrywka i fabuła są maksymalnie uproszczone. Cała gra to do bólu liniowe przechodzenie przez mniejsze lub większe areny z przeciwnikami, pomiędzy którymi znaleźć można etapy platformowo-logiczne. Te zaś są tak krótkie i tak łatwe, że gdyby ich nie było, to nikt by się nie zorientował. Twórcy starają się sprytnie zakryć fakt, że wszystko kręci się wokół systemu walki (nieciekawym w dodatku). Siekanie opiera się na bezmyślnym naciskaniu dwóch przycisków i okazjonalną możliwością dobicia przeciwnika za pomocą dosyć efektownej animacji. Do dyspozycji mamy też uniki oraz blok, będące elementami kompletnie bezużytecznymi, bo przez fale wrogów można przebijać się wyłącznie wykorzystując na przemian słabe i silne ciosy. Po dłuższej sesji z grą byłem strasznie odmóżdżony i zmęczony. Zabawa po prostu nuży, bo nie potrafi dać żadnego wyzwania. A jeżeli już nam je daje (np. w postaci bossa) to na pierwszy plan wychodzi skopane sterowanie, które jest niezwykle sztywne oraz proste. Znajdziemy tu też system rozwoju postaci, nie wnoszący cokolwiek do zabawy. Po prostu jest i pomaga wytłumaczyć implementację mikrotransakcji. Cała kampania zajmuje około trzech godzin, co stanowi dość słaby wynik. Zabawa na góra kilka dojazdów do miejsca pracy czy szkoły.godfire-rise-of-prometheus-2014414121933_5

Jeśli jesteście niedzielnymi graczami, którzy gry traktują jako zabójcę wolnego czasu, a z mobilnymi produkcjami jesteście za pan brat i nie wymagacie od nich za dużo, to Godfire: Rise of Prometheus może pozytywnie zaskoczyć. Dużo wad przeze mnie wymienionych w poprzednim akapicie, staje się w takim wypadku zaletami, dlatego nie zdziwcie się, jeżeli się powtarzam. Sama produkcja nadal zostaje przede wszystkim zgrabnym połączeniem Infinity Blade z God of Warem, ale mocno uproszczonym (czyt. idealnie nadającym się dla casuali). Rozgrywka chociaż liniowa, pokazuje pazur podczas walk. Potrafią być one efektowne i cieszą oko swoim brutalnym wykonaniem. Ataki można łączyć w dosyć prymitywne combosy, dające namiastkę tego, co znamy choćby z przygód Kratosa. Są też ataki specjalne kładące przeciwników na łopatki w widowiskowy sposób. Gameplay cieszy i potrafi wciągnąć w trakcie siedzenia w jakiejś poczekalni. Zwłaszcza, kiedy zbieramy kolejne pieniążki na zakup nowego arsenału dla bohatera. A wszystko polane zostało mrocznym klimatem i okraszone prostą, aczkolwiek interesującą fabułą koncentrującą się na zmodyfikowanej wersji mitu o Prometeuszu. Jeżeli ktoś zatem lubi klimaty antycznej Grecji, to spędzi te trzy godziny w satysfakcjonujący dla niego sposób.

Jest jednak element, który powinien spodobać się każdemu odbiorcy omawianej przeze mnie gry – warstwa techniczna. Po prostu grafika zasługuje na szczególną pochwałę. Jestem zdziwiony, że urządzenia mobilne w ciągu tych kilku lat tak ewoluowały. Godfire: Rise of Prometheus zapewnia wygląd zbliżony jakościowo do God of Wara z PS2. Chociaż animacje nie mogą się do niego równać, to modele postaci, tekstury, a przede wszystkim wykonanie budowli robi wrażenie. Produkcję testowałem na iPhone 5 i nie mam żadnych zarzutów co do płynności. Niestety, jakość efektów wizualnych zabija baterię w zastraszającym tempie. Kilkanaście minut grania, a zasilanie znika nawet nie wiadomo kiedy. Dlatego też zalecam zabawę z podłączoną ładowarką lub jakimś power bankiem w zanadrzu.Rise-of-Prometheus-hands-on

Czy warto zaopatrzyć się w Godfire: Rise of Prometheus? W zależności od wymagań jakie mu stawiacie, mogę go polecić, albo odradzić. To gra będąca zwiastunem nadejścia prawdziwych AAA na urządzenia mobilne, ale jeszcze nie jest to ich wierny odpowiednik. Bydgoskie studio Vivid Games ogólnie stanęło na wysokości zadania i zachęca innych developerów do większych inwestycji w te platformy. Jeżeli jednak oczekiwaliście wiernego portu God of Wara, to nie macie tu czego szukać. To po prostu porządnie wykonana produkcja mobilna.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!