Brothers: A Tale of Two Sons to kolejny przykład zachłyśnięcia się czymś nowym, bez poprawnej analizy. Owszem wizualnie gra ma swoje momenty, owszem dla ludzi co nie mieli do czynienia z literaturą, czy filmem fabuła może wydać się wzruszająca i głęboka. Niewątpliwie wszystko co Brothers ma do zaoferowania jest niczym innym jak specjalne przygotowanym daniem dla wygłodniałych krytyków, znudzonych tymi sami potrawami podawanymi im na co dzień w restauracjach.  Jednak na dłuższą metę efekt pracy studia Starbreze Studios można traktować raczej jako ciekawostkę niż poprawnie zrealizowaną wizję.

screenshot-4

Celem przygody tytułowych braci jest ocalenie życia swemu konającemu ojcu. Historia stara jak świat, czerpiącą garściami z rozmaitych baśni i opowiadań, ma na celu chwycić nas za serce. Podobnie jak sytuacje mające miejsce podczas tej wędrówki, czy interakcję z napotkanymi postaciami. W założeniu czyny gracza mają opowiadać historię, niestety nie sprawdza się to tak jak autorzy by chcieli. W kilku momentach stawiani jesteśmy przed wyborami moralnymi, jednak większość tych wątków kończy się i do niczego nie prowadzi, do tego stopnia że po chwili zapominamy o sytuacji. Narracji nie pomaga „bełkotanie” wszystkich postaci, które przypomina bardziej ograniczenia z czasów gier na kartridżach niż wymyślony język dla potrzeb gry. Całość ratuje muzyka, która jest bardzo nastrojowa, idealnie dopasowana do praktycznie każdej lokacji i doskonale buduje napięcie w kilku momentach. Podobnie ma się sprawa z oprawą wizualną, przynajmniej pod względem lokacji. Zdecydowana większość z nich potrafi przykuć do ekranu na dłuższą chwilę, szczególnie gdy opuścimy wioskę i jej obrzeża. Im dalej, tym lepiej. flora i fauna zmienia się dość często, jest kilka miejsc które zostały zaprojektowane z pomysłem, mimo że nie grzeszą oryginalnością. Szkoda tylko że modele głównych bohaterów nie zostały potraktowane z podobnym wyczuciem, za każdym razem gdy kamera zbliża się do naszych bohaterów – prostota modeli kłuje w oczy i magia ulatuje.
screenshot-5
Jednak te lokacje zobaczymy tylko wtedy gdy oswoimy się z „nowatorskim” sterowaniem. Autorzy wpadli na pomysł, który nie do końca się sprawdza i mimo iż gra nie wymaga od nas zbytniego korzystania z szarych komórek czy małpiej zręczności to za sprawą sposobu kierowania postaci może sprawić nieco problemów. Otóż każdym z braci sterujemy za pomocą jednej z gałek, prawa odpowiada za ruchy młodszego, lewa za ruchy starszego z braci. Z pewnością w teorii pomysł wydawał się ciekawy, jednak w praktyce średnio się sprawdza. Dopóki sterujemy obiema postaciami na zmianę – nie ma problemu, jednak w sytuacjach gdy musimy rozwiązać zagadkę w duecie można się pogubić. Mimo naprawdę prostych łamigłówek i niezbyt wymyślnych dróg prowadzących do celu, często zdarzy się że popełnimy naprawdę głupie błędy. Gdyby zagadki były bardziej złożone, lub po prostu ciekawsze niż na zasadzie „przenieś, przeskocz, pociągnij dźwignię jedną postacią by druga mogła przejść dalej” to nauka by poszła sprawniej. Jednak gdy oswoimy się z sterowaniem, przygoda braci dobiega końca. Po niecałych trzech godzinach cel wyprawy powinien zostać osiągnięty, nawet wykonując wszystkie poboczne zadania. Nie czeka nas już nic, tylko zobaczenie końcowych napisów…

W stosunku do wersji sprzed przeszło dwóch lat, edycja na konsole nowej generacji zawiera galerię ilustracji, ścieżkę dźwiękową i komentarz reżysera. Natomiast sama gra otrzymała trochę bardziej stabilną liczbę klatek i lepszą rozdzielczość, jednak nic więcej. Trochę mało, biorąc pod uwagę cenę.

Brothers: A Tale of Two Sons to „klasyczny” przykład wysoko ocenianej gry niezależnej, z „artystyczną” oprawą i „nowatorskim” elementem, jednak w praktyce jest pozycją słabą. Całość lepiej by się sprawdziła jako krótki film animowany, lub gdyby autorzy poświęcili więcej czasu na dopracowanie sterowania i rzucili jakieś wyzwanie a nie tylko ckliwą historyjkę i kilka banalnych łamigłówek.

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!