Codemaster to jedno z niewielu studiów deweloperskich, które naprawdę wyjątkowo szanuję. Ich gry są dopracowane i ciekawie rozwijanie. To samo dotyczy także sportowego cyklu, jakim jest F1. Tutaj jednak twórcy stoją przed wyjątkowym wyzwaniem, jaka jest coroczna regularność. Pomimo faktu, że jestem oddanym fanem poprzednich części gier w pamięci mam inne serie, które właśnie z tego względu podupadły. Przypomnijcie sobie, chociażby Need For Speed. A tutaj przecież Codemasters w naturalny sposób ma związane ręce – licencja wymaga, deweloper musi dostarczyć.

Nie oszukujmy się zatem. W kwestii oprawy graficznej niczego nowego nie można się już spodziewać. Tutaj ewidentnie gra dotarła już do granicy możliwości konsol. Zresztą, w niektórych miejscach jest akurat słabiej niż zwykle. O ile podczas samej rozgrywki gra jest w dalszym ciągu bardzo płynna, tak przy znanej już funkcji przewijania gra potrafi solidnie chrupnąć. Co ciekawe, problem występuje tylko na stareńkim Xbox One. Na nowszym systemie — Xbox One S ten problem już nie występował. Trudno doszukać się również nowości w samych trybach rozgrywki. Standardowo zatem mamy kampanię, multi, pojedyncze Grand Prix gdzie ścigamy się klasycznymi bolidami, jak i klasykami oraz mistrzostwa.

Skoro to samo, to po co przepłacać?

Jak już wspomniałem — lęk, że seria zacznie zjadać swój własny ogon, był uzasadniony. Zmian jednak trochę jest i nie wynikają one wyłącznie ze zmian w samej licencji. Bolidy, którymi się ścigamy, zostały delikatnie przemodelowane. Pojawiły się znane „stringi” (jak to mawiają kierowcy F1), czyli Halo. To konstrukcja, która ma osłaniać kabinę kierowcy w razie wypadku, a jednocześnie ogranicza widoczność. Tutaj jednak Mistrzowie Kodu umieścili w opcjach funkcję, gdzie można ten widok wyłączyć. Sam system ochronny do dziś pozostaje kontrowersyjny, bowiem – nie ma co tu kryć – w dość jednoznaczny sposób wpływa na wygląd samochodów. Do tego nie lada problem konstruktorski, bo trzeba było te samochody przeprojektować.

Dla nas graczy większy dylemat teraz pozostaje jak grać – czy korzystać z kamery z kokpitu i przyzwyczajać się do nowego, acz ograniczonego widoku, czy jednak sięgnąć po wstydliwą opcję, przełknąć gorycz upokorzenia i ją wyłączyć. Osobiście zawsze gram na kamerze TV i chociaż nawet tam perspektywa znacząco się zmniejszyła, daje mi to fun.

Zmian na szczęście jest więcej

Codemasters szlifuje swój tytuł praktycznie w każdym calu. Zmieniła się muzyka w menusach (tutaj akurat na gorsze, ale to kwestia gustu), ale i same menusy. W końcu jako kierowca nie czuje się jak sekretarka siedząc przy laptopie, przy jakimś biurku podczas gdy reszta zespołu była czymś zajęta. Teraz siedzimy bezpośrednio w centrum dowodzenia a same funkcje pulpitu dowodzenia są ciut bardziej rozbudowane. Dostajemy wiadomości o naszych celach, pogodzie, sytuacji w biurze rozwoju itp. Tych interakcji jest znacząco więcej względem poprzednich części. Przy okazji pożegnaliśmy naszego dyrektora technicznego, który co jakiś czas pojawiał się z zestawem kartek. Teraz przychodzi konkretna wiadomość i tyle.

Najważniejszą jednak nowością jest pojawienie się dziennikarki, która dość regularnie przesłuchuje nas w padoku do tego zadając dość trafne pytania. Przytarłeś o bandę? Nie dojechałeś do mety? A może miałeś problemy z autem na trasie? Możesz być pewny, że dociekliwa dziennikarka dokładnie o to zapyta a twoje odpowiedzi będą miały wpływ na relacje w zespole. To ma nie tylko wpływ na innych kierowców z zespołu, ale również na sam rozwój techniczny auta. Gdy mocno skarcisz zespół odpowiedzialny za aerodynamikę, a oni akurat pracują nad nową częścią – może się okazać, że zostanie ona dostarczona z opóźnieniem.

Cieszy również delikatna korekta w funkcji rywalizacji z innymi zawodnikami. Teraz nie tylko przynosi to chwałę, ale i poklask publiczności do tego dając wymierne korzyści – cennych punktów rozwoju. Je same zaś można zdobywać wypełniając cele, które stawia przed tobą zespół.

Witaj w zespole!

Odnoszę wrażenie, że w tegorocznej odsłonie cele i rozwój auta są jakby bardziej przemyślane. Gdy zaczynasz jeździć z Williamsem to na początku dla właściciele będą zadowoleni gdy… w ogóle dojedziesz do mety albo przynajmniej nie będziesz ostatni. Zupełnie inne cele zaś będziesz miał, gdy podpiszesz kontrakt z Mercedesem czy Red Bullem. Dodatkowo pojazdy są bardziej zróżnicowane. Wyraźnie czuć technologiczną przepaść między Williamsem a Mercedesem i sam fakt ukończenia wyścigu tym pierwszym rzeczywiście może dać satysfakcję.

Zanim jednak wystartujesz w wyścigu czeka nas trening. Tutaj pojawia się nowy cel, jakim jest testowanie ERS, czyli system do wykorzystywania zmagazynowanej energii kinetycznej. Ten potrafi dać kopa, szczególnie na prostych i jego umiejętne (manualne) wykorzystanie wymaga odrobiny treningu. Do serii wskoczyło również kilka nowych klasycznych pojazdów oraz dwie trasy. Jedna to wielki powrót Grand Prix Niemiec oraz debiut Grand Prix Francji. Obie trasy są bardzo ciekawe i jednocześnie wydłużają sezon. W samej oprawie wyścigów doszło kilka nowych kwestii mówionych przez komentatorów, rozbudowano polskie tłumaczenie (chociaż w dalszym ciągu są błędy i literówki!).

Warto?

Jeśli jesteś wielkim fanem serii – i tak po nią sięgniesz i prawdopodobnie nawet nie przeczytasz mojego tekstu. W F1 2017 rozegrałem setki godzin kilkukrotnie kompletując komplet 10 sezonów na które pozwala gra. W F1 2018 czuję się jednak znacznie lepiej i pomimo tego, że trasy znam na pamięć kolejne kółeczka sprawiają mi nie lada przyjemność. A wszystkie opisywane wyżej zmiany to tylko przyjemny dodatek.

Jeśli zaś nie jesteś tak oddanym fanem cyklu a grałeś w część poprzednią- tę możesz spokojnie pominąć lub poczekać na sporą przecenę. Nowości nie są tak znaczące by uzasadniały wydatek. Nie zmienia to jednak faktu, że lepszej ścigałki z bolidami w roli głównej w tej chwili nie znajdziesz i niejako jesteśmy na nią skazani. A, że gra jest naprawdę solidna i zachęcająca? To tylko lepiej.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!