Z biegiem lat, wraz z każdą nową edycją, FIFA rozrastała się na wszelkie możliwe strony. Tryby rozgrywki sieciowej, wspieranie ulubionego klubu, rozgrywanie najciekawszych meczów tygodnia, kariera menadżera, zawodnika, puchary, sezony, wreszcie Ultimate Team, który stał się światowym fenomenem, idealnie wpisującym się w dzisiejsze realia sprzężenia gry ze światem Youtube’a. Zeszłoroczna edycja z numerkiem 16 nie przyniosła na tym polu rewolucji, dodając jedynie zespoły złożone z kobiet. Jednak tym razem, przy okazji FIFA 17, EA uderzyła z pełnym impetem, oferując tryb Droga do Sławy, który na nowo może rozpalić umysły wielu znudzonych serią graczy.

Nie sposób nie zacząć opisywani nowej FIFY od największej nowości, filaru, na którym oparto marketing gry. Droga do Sławy to połączenie gry piłkarskiej z RPGiem, tryb inspirowany tym, co robiło wcześniej 2K w swojej grze koszykarskiej. Dostajemy możliwość wcielenia się w Aleksa Huntera. To młody zawodnik ze sporym dziedzictwem do udźwignięcia, ale też problemami znanymi każdemu nastolatkowi – trudne relacje z ojcem, czy wystawiona na ciężką próbę długoletnia przyjaźń.

Udowodnij swoją wartość

Tryb opiera się na tym, że grając kolejne mecze, zaliczając kolejne zadania treningowe znane częściowo z przedmeczowych loadingów w poprzednich edycjach, walczymy o miejsce w składzie, uznanie w oczach trenerów i kibiców. Możemy wybrać, czy gramy tylko Aleksem, czy całą drużyną. Podczas spotkań w rogu ekranu wyświetla się aktualizowana na bieżąco ocena gry naszego bohatera. Dobra postawa procentuje w postaci rosnących statystyk piłkarskich, te z kolei gwarantują punkty atrybutów, które możemy wydać na wzmocnienie konkretnych umiejętności – np. mocniejsze strzały zza pola karnego. Oprócz tego, podczas wielu przerywników filmowych przedstawiających nam historię, decydujemy o sposobie wypowiedzi Aleksa – czy to w rozmowach z bliskimi, czy podczas wywiadów. W ten sposób określamy jego charakter, czy jest spokojny, czy też porywczy i egocentryczny. Wpływa to na relację z trenerem bądź kibicami.

fifa1

Menadżer woli wyważonego zawodnika, który dostrzega szersza perspektywę i dobro kolektywu i kogoś z takimi cechami będzie skłonny częściej wystawiać do pierwszego składu. Z kolei kibice, co widać i w prawdziwej piłce, wolą kogoś z charyzmą, niczym nie zachwianą pewnością siebie i determinacją. Jeżeli sprawimy, że tym będzie charakteryzował się nasz zawodnik, w szybszym tempie zyskamy rzeszę fanów niezbędną, by zainteresował się nami jakiś poważny reklamodawca.

Droga do Sławy to naprawdę świetna koncepcja, dające namiastkę realizacji marzenia każdego biegającego kiedyś po klepisku z piłką chłopaka o wielkiej karierze. Smaczkom wszystkiemu dodaje fakt, że spotykamy na swojej drodze prawdziwych piłkarzy, wchodzimy z nimi w krótkie interakcje, a w przerwie między meczami oglądamy sztucznie stworzony twitterowy feed, na którym mnóstwo ludzi komentuje nasze poczynania, życząc nam jak najlepiej, albo zupełnie odwrotnie. Oczywiście, przedstawiona historia jest dość prosta, możliwe do wykonania czynność powtarzalne, a wybór wypowiadanych przez bohatera kwestii iluzoryczny, ale mimo to naprawdę można się wkręcić i wreszcie FIFA oferuje pełnoprawny, wciągający tryb dla samotnego gracza.

Co sprawia, że trawa jest zielona?

Perypetie Alexa Huntera nie warte byłyby wspomnienia, gdyby mechanika rozgrywki nie oferowała niczego ciekawego, bo przecież w dalszym ciągu przez większość czasu rozgrywamy mecze. Z perspektywy czasu uważam FIFE 16 za jedną z mniej udanych edycji. Widać było, że używany poprzednio silnik Ignite bardziej przeszkadzał grze, niż pomagał. Gra przybrała dość zręcznościowy charakter, wielkie problemy sprawiała prawidłowa detekcja kolizji, a nienaturalne, wynikające z błędów gry zderzenia piłkarzy były przedmiotem kilkunastominutowych montaży faili w Internecie.

fifa2

EA w końcu się za to wzięło i wymieniło silnik na znany wszystkim fanom Battlefielda Frostbite. Gra wygląda teraz naprawdę dobrze, i nigdy nie byliśmy tak blisko tego mitycznego wrażenia, że oglądamy transmisję z meczu w telewizji. Na zbliżeniach widać, że gdzieniegdzie jest jeszcze miejsce na poprawki – mimika twarzy zawodników w dalszym ciągu jest umowna. Jednak pot na ich twarzach, czy falujące w rytm ruchów ciała koszulki to przyjemne dla oka detale.

Prawie tak samo, jak w rzeczywistości

Najważniejsze zmiany dotknęły jednak rozgrywki. FIFA jest w tym roku wyraźnie wolniejsza, stara się nastawić nas na bardziej taktyczne rozwiązania, przemyślane budowanie akcji. Napastnicy już tak łatwo nie przedzierają się przez obrońców. Czuć ciężar bardziej postawnych graczy, którym obrót z piłka zajmuje więcej czasu niż w poprzednich latach. Poprawiono też kolizje między zawodnikami, już tak często nie „pływają” po murawie, nie przepychają się w sposób nie mający nic wspólnego z rzeczywistością. Gra się lepiej niż rok wcześniej, strzały potrafią być naprawdę soczyste i dające wielką satysfakcję.

fifa3

Mocno przebudowano też stałe fragmenty gry. Podejrzewam, że większość zaznajomionych z serią osób pierwsze kilka rzutów karnych w nowej FIFIE tragicznie spudłuje. Od teraz kierunek i siłę strzału wybieramy już w trakcie biegu zawodnika do piłki, nie tak jak było kiedyś, jeszcze zanim cokolwiek się zacznie. Rzuty rożne i dośrodkowania z rzutów wolnych wykonujemy teraz za pomocą celowniczka, który wymaga precyzji i zręczności. Wydawało mi się, że dzięki temu mechanizmowi łatwiej jest stworzyć groźną sytuację pod bramką.

Od kilku lat mam niezmienny problem z grą defensywną w FIFIE. Rozumiem, że konieczność wciśnięcia przycisku odbioru w idealnym momencie zbliża całą mechanikę do realizmu, ale wciąż potrafi to być bardzo frustrujące. Wprawny gracz ofensywny może mijać obrońców jak słupki, bo nawet najmniejszy błąd przy próbie wyłuskania piłki obrońcą kończy się zostaniem daleko za plecami atakującego. Oczywiście sytuację poprawia wprowadzona niedawno możliwość naciskania na zawodnika z piłką, pociąganie za koszulkę itd., ale to tylko po części naprawia problem. Końcowy efekt wciąż jest taki, że kosztem bardziej realistycznej gry obronnej jest odebranie realizmu grze ofensywnej. Niestety idzie też za tym zmniejszenie przyjemności płynącej z gry. Chciałbym, żeby EA naprawdę głęboko się nad tym zastanowiło.

Strzał w światło bramki

Ale to tylko niewielka łyżka dziegciu. Otoczka celebracji tej pięknej gry, jaką jest piłka nożna, cały czas jest w FIFIE odczuwalna i przede wszystkim za to można pokochać tę grę. To cały czas moloch, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Potężny Ultimate Team dostał nową opcję w postaci zmieniających się wzywań, za które dostajemy nowe karty. Kariera menedżera w dalszym ciągu się rozwija, w większym stopniu musimy zwracać uwagę na finanse klubu, ale ten tryb, niegdyś najważniejszy, dziś powoli schodzi na dalszy plan. Podobnie jest z Sezonami, które niezmiennie pozostają świetną zabawą, ale większych innowacji tam nie uświadczymy.

Jestem miło zaskoczony najnowszą FIFĄ. Po 16 odczuwałem już duże zmęczenie, nie tylko własne, ale też chyba trochę deweloperów, silnika. W nowej edycji tego w ogóle nie czuć, jest duży powiew świeżości, a wszystko co najlepsze znów jest odrobinę ciekawsze. Jeżeli ktoś powoli zaczynał zastanawiać się, czy może nie porzucić FIFY na rzecz konkurencji, znów dostał argument, że jednak nie warto.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej