Sześć lat po tym, jak marka Forza uczyniła nagły i niespodziewany zwrot w swoje formule, seria Horizon nie przestaje zaskakiwać. Wszakże mamy bardziej do czynienia z ewolucją niż rewolucją. Mimo tego Forza Horizon 4 pokazała, że w swojej klasie jest niepokonana.

W świecie gier jesteśmy w stanie wymienić kilka serii będących murowanymi pewniakami. Studia pracujące nad tymi tytułami dorobiły się renomy wyprzedzającej potencjalną konkurencję o lata świetlne i nie inaczej jest w przypadku Playground Games. Może niektórzy powiedzą, że to już czas najwyższy zaprzestać eksploatacji tematu Forzy, ale twórcy pokazali, iż do dobrze znanej formuły da się jeszcze dorzucić garść świeżych pomysłów.

Grand Tour made in UK

Po amerykańskim stanie Kolorado, wybrzeżu Morza Śródziemnego oraz spalonej słońcem Australii, tym razem przenosimy się do deszczowej i mglistej Wielkiej Brytanii. Powrót do Europy wśród graczy wywołał wiele kontrowersji. W ich przekonaniu dom królowej Elżbiety nie jest na tyle ciekawy, aby udźwignąć ciężar szalonego festiwalu Horizon. Na radarze motomaniaków raczej była Japonia, choć biorąc pod uwagę faktyczny wkład Brytyjczyków do światowej motoryzacji oraz ogólnie pojętej sceny elektronicznej muzyki można powiedzieć, że ostateczny wybór był bardzo celny.

 

Przejdźmy jednak do konkretów. Zaoferowana mapa przedstawia identyczne rozmiary, co lokacja zafundowana w Horizon 3. Nie mniej świat, który przyjdzie zwiedzić kierowcy, będzie o wiele bogatszy w detale, przy jednoczesnym mocnym zróżnicowaniu terenu. Na graczy czeka wiele smaczków a odkrywanie kolejnych kilometrów asfaltowego oceanu sprawia jak zawszę masę przyjemność. Patrząc na ogólny rozmach aż trudno nadziwić się, że nawet bazowa wersja konsoli Xbox radzi sobie z tym graficznym przepychem. O tym jednak więcej nieco później.

Ogromnym urozmaiceniem jest wprowadzenie pór roku. Element wcześniej gwarantowany w osobnych dodatkach, teraz stał się integralną częścią głównej gry. Wpływa nie tylko na sposób jazdy, ale i eksplorację terenu. Z tego tytułu spodziewajcie się masy pomniejszych wyzwań dosłownie czających się na każdym rogu. Niektóre, jak choćby odnajdywanie porzuconych aut, wymusza często odczekanie do konkretnej pory roku – np. zimy, gdy skute lodem jezioro staje się w pełni przejezdne.

Moja kolekcja marzeń

Nie jest tajemnicą ile aut oferuje FH4 na dzień dobry, a przecież możemy spodziewać się w niedalekiej przyszłości kolejnych dodatków i paczek DLC. Przegląd motoryzacyjnych cudeniek jest naprawdę szeroki i zadowoli każdego miłośnika czterech kółek. Oczywiście, niektórzy wskażą fakt braku Toyoty, Lexusa i Mitsubishi, jako całkowicie nieakceptowalny. Wiedźcie jednak, że sytuacja ta wynika nie z winy twórców, a całkowicie pokrętnej logiki tych, że producentów.

Nieobecność Supry i Lancera Evo doskwiera, choć po ograniu kilku godzin oswajamy się z tą myślą. Zwłaszcza, gdy do serii wracają po latach nieobecności perełki pokroju Vauxhall Monaro VXR. Mamy również masę unikatów, bo zaraz obok zwykłej RX-7 możemy zdobyć wyjątkową RX-7 Spirit R. Jednocześnie niezmiernie cieszy mnie, iż dość pokaźna liczba aut jest nie do kupienia. Tak jak SkyLine R34, zostają odblokowane po osiągnięciu danego poziomu w danej klasie wyścigów lub ukończeniu serii wyzwań. Musimy, zatem włożyć nieco serca i umiejętności w ich pozyskanie, ale właśnie dzięki temu zdobyczne cztery kółka dają jeszcze więcej frajdy, podkreślając tym samym ich wyjątkowość.

Sposób, w jaki zachowują się pojazdy uległ drobnym modyfikacjom względem poprzedniej odsłony. Chodzi oczywiście o ogólną fizykę, czyli wyczucie masy, momentu bezwładności i mocy pojazdu. Nabiera to o tyle istotnego znaczenia, bowiem błoto lub śnieg wymusza większe wyczucie kierownicy. Oczywiście postawiono na kompromis między zacięciem arcade a sim z odchyłami w stronę uproszczone mechaniki. Mimo tego nie jest to spacer przez park. Każda trasa czy tor wyścigowy nie raz zaskoczy, a jazda przykładowo Mclarenem 720S po zaśnieżonej drodze ze zminimalizowaną ingerencją kontroli trakcji zakończy się rychłą potrzebą zmiany bielizny.

Zmiany na… minus

Co można mieć jednak trochę za złe twórcom, to podejście do udźwiękowienia. Chodzi wyłącznie o samochody, co w Sieci odbiło się już sporym echem. Niektóre pojazdy brzmią bardzo dziwnie nie przypominając, ani trochę swoich realnych odpowiedników. Dotyczy to szczególnie SkyLine’ów, BMW, Jaguara i jeszcze kilku innych ikon motoryzacji. Ponadto, dociekliwi wychwycą, iż czasem dwa zupełnie odmienne silniki dzielą ten sam plik audio. W poprzednim Horizon nie było miejsca na takie gafy, ale śledząc media społecznościowe widać, że twórcy słuchają społeczność. Pierwsze zmiany mamy już za sobą i czekamy na kolejne.

Istotnym elementem ekosystemu Horizon był tuning. Marka Forza pod tym względem zawsze biła na głowę konkurencję w postaci Gran Turismo. Mechanicznie możecie majsterkować przy każdym wozie, zmieniając komponenty i ich parametry. Zasadniczo klasyka niezmieniająca się od czasów jeszcze pierwszych odsłon na wcześniejszych generacjach konsol. Modyfikacje wizualne doczekały się natomiast dodatku w postaci poszerzania rozstawu osi. Reszta została bez zmian w porównaniu do FH3, czyli jest dobrze, ale fani większej swobody artystycznej mogą się nieco zawieść. Szczególnie, gdy zobaczymy lichy zasób komponentów karoserii dla niektórych aut.

O czym warto wspomnieć, to po niezwykle intensywnym i znakomicie przygotowanym wprowadzeniu zasiadamy za kółkiem pojazdów z wysokiej grupy A i S. Niegdyś, aby do tego poziomu się doczłapać należało spędzić z grą parę solidnych godzin, co naturalnie budowało uczucie postępu. Pozbawienie nowej części tego fragmentu rozgrywki nie jest moim zdaniem najbardziej fortunnym rozwiązaniem, szczególnie względem nowych graczy.

Otwarte drogi

Horizon 4 sumuje doświadczenie zebrane w poprzednich odsłonach. Absolutnie nie ma mowy o powtarzalności, która trapiła FH2, plus zachowano możliwość kreowania własnych zawodów, co bardzo przypadło do gustu graczom w FH3. Wzorem pierwszej odsłony na powrót mamy jedno główne miasteczko festiwalowe, natomiast gracz wciela się w postać kierowcy mozolnie pnącego się po drabinie motoryzacyjnej kariery. Słowem od zera do bohatera.

Do zabawy wprowadzono możliwość inwestycji w nieruchomości (o ile pamięć nie myli) wzorem Testdrive Unlimited. Choć ten aspekt nie wykorzystano do końca. Domy kosztują krocie, ale nie mają żadnego przełożenia na postęp kariery. Są to wyłącznie punkty, od których zaczynamy naszą rozgrywkę. Dlatego nie ma sensu wydawania ciężko zdobytych kredytów na kolejne cztery ściany, gdy w sklepie czeka tyle motoryzacyjnych cudeniek. Do gustu może bardziej przypaść zaprezentowanie awatarów, modyfikowanych pod względem ubioru i gestów wykonywanych po zakończeniu wyścigów. Nie jest to przełomowy zabieg, ale mimo tego daje odrobinę urozmaicenia, wpisując się w ekosystem konsoli Xbox. Wszakże awatary z X360 zawitał ostatnio na XOne.

Świat jest bogaty w ilość przeróżnych wydarzeń. Zawody pokazowe, poszukiwania zabytków i pomniejsze wyzwania towarzyszą nam niemal od samego początku. Wyścigi niejako dopasowują się do naszego stylu jazdy, tzn. karierę możemy prowadzić bardziej w kierunku klasycznych zmagań lub off-roud’owych szaleństw w zależności od indywidualnych upodobań. Po przekroczeniu 20 poziomu rozwoju postaci wchodzimy do ogólnego pojedynku rozgrywanego miedzy żywymi graczami. Nawet gdy nie posiadamy konta Gold i stawiamy głównie na zabawę solo uczestniczymy większej zabawie online. Jedyna różnica, jest taka, że nie możemy podjąć bezpośredniej walki z żywymi graczami. Oznacza to odgórnie narzucony cykl sezonów, gdzie każda pora roku potrafi trwać kilka dni. Nie wszystkim takie podejście do zabawy może się spodobać, nie mniej każdy sezon ma swoje unikalne smaczki, co powinno pomóc przegryźć się z zaproponowanym stylem kampanii.

Techniczne detale

Forza Horizon 4 podobnie jak poprzednia odsłona dostępna jest na konsoli oraz PC. Biorąc pod uwagę wieloletnie przywiązanie serii do urządzenia Xbox właśnie na nim została ograna recenzowana gra. Nie była to najmocniejsza wersja oznaczona literą „X” ani model pośredni „S”. W ruch poszła wysłużona maszynka przez wielu nazywana potocznie magnetowidem.

Oprawa graficzna podniosła poprzeczkę, choć początkowo naniesione zmiany mogą wydać się kosmetyczne i niedostrzegalne na dzień dobry. Mimo tego Wielka Brytania faktycznie oferuje więcej detali i zróżnicowania niż wcześniejsze odsłony. Na ten przykład miasto Edynburg nie jawi się, jako martwe miasteczko z kartonowych budynków, ale pełnoprawna lokacja z zróżnicowaną architekturą i pokaźną liczbą uliczek. A wszystko to działa w rozdzielczości 1080p i stabilnych trzydziestu klatkach na sekundę. Co więcej, dla Xbox One X twórcy zarezerwowali kilka solidnych smaczków. Szczerze przyznam, że to pierwszy tytuł, który chciałbym doświadczyć w 4K oraz HDR, bowiem oświetlenie każdą porą roku wywołuje piorunujące wrażenie na solidnym ekranie. Wystarczy spojrzeć na zimowe zachody słońca lub wiosenne i letnie poranki.

Od strony dźwiękowej, nie licząc oczywiście kliku wpadek z brzmieniem silników, FH4 także stoi na wysokim poziomie i tu nie ma, nad czym się rozwodzić. Szczególnie cieszy różnorodność stacji radiowych. Hospital Records wciąż jest obecna, co biorąc pod uwagę, iż Anglia jest domem tej wytwórni nie powinno szczególnie dziwić. Miałem osobiste nadzieje na powrót Ninja Tune z Forzy Horizon 2, bowiem to także wytwórnia o angielskim rodowodzie, ale w tej kwestii było niestety rozczarowanie.

Zmierzając do puenty

O Forza Horizon 4 można rozpisać znacznie większy wywód, szczególnie, jeśli chce się opisać szereg naniesionych zmian do rozgrywki. Niektóre detale, jak choćby przydzielanie umiejętności do poszczególnych aut, mogą wydawać się nazbyt rozwleczonymi pomysłami, ale to już zależy od indywidualnych upodobań. Najważniejszym pytaniem jest jednak, czy warto inwestować w Forza Horizon 4 w przypadku ogrywania wcześniejszych odsłon? Po Forzę 7 nie sięgnąłem, bowiem w kontekście wciąż ogrywanej Szóstki wydawała się, aż nazbyt powtórką z rozrywki. Sprawa odnośnie FH4 wygląda zgoła inaczej. Przed sięgnięciem po nowy festiwal na konsoli wciąż swoją daninę odpracowują dwie wcześniejsze części. Po przesiadce absolutnie nie czuję monotonii, względnie zmęczenia materiału. Wyprawa do Anglii okazałą się ostatecznie dużo lepsza, niż mogłem się tego spodziewać.

Resumując Forza Horizon 4 zdecydowanie nie jest rewolucją, a raczej efektem konsekwentnie realizowanego projektu usprawnianego od lat. To kawałek gruntowanie przygotowanego kodu od A do Z, gwarantującego dziesiątki godzin rozgrywki niezależnie, czy to pierwsza styczność z serią Forza lub ponowne sięgnięcie po sprawdzony tytuł przez fana. Tym samym Playground Games dowodzi niezbicie, że w tematyce gier wyścigowych na ósmej generacji flagowa marka Microsoftu wiąż jest na czele, zostawiając w tyle konkurencję.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!