WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja gry mobilnej Messy Bird

Ptaki opanowały urządzenia mobilne i osaczyły je ze wszystkich stron. Mieliśmy już fenomeny takich produkcji jak Angry Bird czy Flappy Bird, ale wygląda na to, że moda na latające stworzenia jeszcze nie przeminęła. Na horyzoncie ukazał się bowiem Messy Bird – gra polskiego pochodzenia opowiadająca o ptaszysku, które jest prawdziwym mistrzem w „robieniu pod siebie”.

Pewnego słonecznego dnia, kiedy wszyscy cieszyli się swoimi rutynowymi zajęciami oraz mocno sielankową atmosferą, na niebie pojawił się wielki, niezidentyfikowany talerz latający. W mgnieniu oka zbliżył się on do ziemi, oślepiając wszystkich dookoła swoim potężnym światłem. Świadkowie znajdujący bliżej tego wehikułu zauważyli, że właz znajdujący się na jego spodzie otworzył się i w blasku reflektorów wyleciały z niego dziwne istoty. Te, rzuciły się natychmiast na wszystko co żywe, rozrywając na kawałki i wbijając swe kły w materię organiczną. W tej chwili wszyscy zdaliśmy sobie sprawę, że są to po prostu żądni naszych mózgów kosmici, którzy najwyraźniej nie chcą się z nami zaprzyjaźnić tak jak zrobił to E.T. Naszą ostatnią deską ratunku było wezwanie Messy Birda, który jako nasz superbohater i jedyny obrońca ludzkości może zniszczyć wrogiego najeźdźcę i uratować świat.

W ten oto sposób prezentuje się fabuła, która streszczona została do trzech slajdów, sprytnie udających intro. Od razu widać też przez jego pryzmat z jakim produktem będziemy mieli do czynienia – to prosta gra zręcznościowa, która rzuci wyzwanie naszemu refleksowi. Messy Bird to tytuł z niezwykle dziwną, ale banalną koncepcją na rozgrywkę. Naszym zadaniem jest powstrzymanie nadlatujących z lewej strony ekranu kosmitów. I jak na prawdziwego ptaka przystało, inwazję obcych odeprzemy przy pomocy… własnej kupy. Bombardujemy nią wszystkich z niebios po to, by nasi oponenci nie zniknęli nam na horyzoncie. W przeciwnym razie przegrywamy. Żeby nie było za łatwo, między naszych przeciwników wrzucono też cywili, którzy jak to niewinne ofiary inwazji, ratują swoje życie poprzez ucieczkę. Musimy zatem również martwić się o to, żeby nie przyjęli oni na twarz naszego „śmierdzionośnego” ładunku. Tak też prezentuje się cały gameplay, który choć brzmi dość… specyficznie, to szybko wciąga i sprawia masę zabawy (przynajmniej na początku), a w późniejszych etapach walki potrafi być bardzo wymagający. Musimy bowiem cały czas dobrze ustawiać na planszy swojego ptaka, przy okazji dobrze celując w przeciwników, żeby nasz „pocisk” nie strącił również przebiegającego człowieka – w tym tkwi cała trudność zabawy. Oczywiście tak jak Flappy Bird, tak tutaj gra ma swoje momenty, w których potrafi niebotycznie sfrustrować, jednakże myślę, że to nieodłączny element tego typu rozgrywki. To nie ma być dzieło sztuki pod względem grywalności, a zwykły zapychacz czasu w poczekalni do lekarza, a w tym przypadku Messy Bird sprawdza się bardzo dobrze.

MessyBird01

Im więcej obcych wybijemy pod rząd, tym więcej punktów przyzna nam gra. A jeśli nasze wyniki będą coraz lepsze, to po pewnym czasie odblokujemy nowe postacie, plansze, a także większą ilość typów przeciwników. Wszystkie te zmiany są głównie kosmetyczne i wnoszą do zabawy stosunkowo niewiele. Przez to odniosłem wrażenie, że progres poczyniony w zabawie nie ma większego znaczenia, a gracz nie jest odpowiednio nagradzany. Ale to chyba rzecz naturalna dla produkcji podobnych dla Flappy Birda. Tutaj jedyną atrakcją jest bicie własnych rekordów i nic poza tym.

Grafika utrzymana została w prostej, kreskówkowej oprawie, która nie należy do specjalnie atrakcyjnych. Animacje postaci są śmiesznie proste i zabrakło tu pewnego uroku, który wyróżniałby grę spośród masy innych klonów Flappy Birda. Dźwięki również po kilku partiach wyłączyłem, bo zaczynały mnie najzwyczajniej w świecie irytować. Paroma słowy – nic ciekawego w kwestii audio-wideo tu nie znajdziecie.

Czy warto zagrać w Messy Bird? Na pewno dużo nie stracicie po jej pobraniu, bowiem jest to produkcja darmowa. Z drugiej strony nie wróżę grze sporego sukcesu na miarę swojego prekursora. Jeśli po prostu szukacie jakiegoś zamiennika dla Flappy Birda, ten tytuł może okazać się strzałem w dziesiątkę. W przeciwnym wypadku, poszukajcie na Apple Store czy Google Play czegoś bardziej ambitnego.