Od dawna wiadomo, że konsole sprzedają dostępne na nie gry. To jednak nie tak zwane ekskluzywy rozchodzą się w największych ilościach. W Europie i Ameryce bez wątpienia najlepsze wyniki osiągają strzelanki od EA i Activision, a także wszelakie gry sportowe. Nie zapominajmy również o serii, która znika z półek sklepowych jak świeże bułeczki (nawet kilka lat po premierze), czyli serii Grand Theft Auto. Kraje Azjatyckie, a w szczególności Japonia mają zgoła odmienny gust. Pośród licznych jRPGów i innych mało zrozumiałych na zachodzie produkcji pojawił się pewien fenomen, który przyczynił się do kolosalnych wyników sprzedażowych PlayStation 2 i PlayStation Portable, a później maszynek Nintendo. Mowa tu oczywiście o serii Monster Hunter. Capcom po niespełna 14 latach chce zdobyć swoimi łowcami o zachodni tron gry roku na PlayStation 4 oraz Xbox One z pomocą Monster Hunter: World. Czy ma szansę? Sprawdźmy!

W odróżnieniu od poprzednich odsłon Monster Hunter: World zawiera znacznie konkretniejszą ścieżkę fabularną. Dotychczas tylko drobne powiązania łączyły ze sobą kolejne zadania. Tym razem historia przedstawia się okazalej. Niczym hiszpańscy konkwistadorzy razem z flotą gildii tytułowych łowców wyruszamy do Nowego Świata. Zamorskie wędrówki zapoczątkowała chęć poznania migracyjnych zwyczajów najstarszych smoków. Bestie te według badaczy od niepamiętnych czasów zmieniały miejsca bytowania równo co dekadę. Jaka stoi za tym tajemnica? Tego właśnie dowiecie się w trakcie zabawy. W przeciwieństwie do tego, co oferowały poprzednie odsłony „symulatora polowania na różnorakie gadziny”, Monster Hunter: World kompletnie zmienia formę narracji. Przede wszystkim jest o wiele przystępniej, pojawiły się sensowne dialogi z niezależnymi bohaterami, a także przyciągające uwagę przerywniki filmowe.

Monster Hunter: World

Kolejne zlecenia potrafią delikatnie odbiec od utartych schematów uniwersum Monster Hunter. Dzięki temu udało się zróżnicować poszczególne misje, a także całkiem przyjemnie przedstawić opowieść. Oprócz standardowych zleceń czekają nas zadania związane ze zbieractwem materiałów, bądź transportowaniem wybranych przedmiotów. Na szczęście twórcom udało się zachować balans, o który tak bardzo obawiali się zatwardziali weterani serii. Pomimo drobnych uproszczeń, zmian i ewolucji World to stary dobry Mon-Hun. Zanim na dobre pochłonie nas rozgrywka, przygotować należy się na wiele godzin nauki i eksperymentowania z różnorakimi gadżetami. Cierpliwość jest wymagana, gdyż produkcja Capcomu nie wybacza nawet najmniejszych błędów w taktyce.

Niestety jest to bariera, którą nie każdy będzie w stanie pokonać. Będąc dość świeżym łowcą (ostatni raz Monster Hunterem obcowałem 9 lat temu, przy okazji premiery Freedom Unite na PSP) odczułem sporą przytłaczającą wręcz ilość różnorakich aktywności. Monster Hunter: World to naprawdę ogromna gra. W tym aspekcie na pewno nie pomagają nowe możliwości, które trzeba opanować, by w pełni cieszyć się z łowów. Najważniejsze są jednak nadal pojedynki z dinozauro-podobnymi stworami. Oprócz standardowej, charakterystycznej dla uniwersum broni białej, pojawiły się także łuki oraz kusze. Różnice między walką dystansową i z bliska są dosłownie kolosalne. Tu wkracza wspomniane wcześniej eksperymentowanie. Usprawnianie naszych broni i ciągłe dostosowywanie się do coraz trudniejszych misji wymaga sporo czasu i główkowania. Złotego środka nie znajdziemy wcale.

Monster Hunter: World

System walki względem poprzednich odsłon wskoczył kilka szczebli wyżej. Każdy archetyp broni jeszcze bardziej uwydatnia swe zalety i wady. Fani dynamicznej i widowiskowej akcji (jak ja) z pewnością wybiorą mniejsze, podwójne ostrza, którymi wykonamy liczne przypominające taniec ewolucje. Niestety nie zadają one, równie potężnych obrażeń co długa katana, czy młot bojowy. Potyczki nie sprowadzają się jedynie do ataku i uników. Ranni i zdenerwowani oponenci potrafią w mgnieniu oka zmienić dotychczasowe zachowanie. Szał i atak na oślep, czy desperacka ucieczka naszego celu to norma w Monster Hunter: World. Szczególnie ta druga robi wrażenie, gdyż mapy są w pełni otwarte. Tym razem nie uświadczymy irytujących ekranów wczytywania między kolejnymi sektorami jednej lokacji. Tempo rozgrywki w żaden sposób nie zostaje zachwiane, dzięki czemu sensu nabiera zastawianie pułapek i pościgi za ranną zwierzyną.

W założeniach pewnym ułatwieniem jest system tropienia i podświetlania przedmiotów, które możemy zebrać. W praktyce sztuczna inteligencja świetlików potrafi wariować i odwracać uwagę. Dlatego warto zaznajomić się z poszczególnymi mapami i ich sektorami. W późniejszym czasie pomoże nam to także z opracowaniem taktyki oraz uniknięciu sideł innych stworów. A skoro o naszej zwierzynie łownej mowa… W Monster Hunter: World atlas fauny jest wyjątkowo bogaty. Twórcy skupili się jednak na tworzeniu głównie kolejnych gadów. Nawiązań do dinozaurów, mitycznych smoków, a także współczesnych waranów i innych jaszczurów jest od groma. Co ważniejsze, każdy gatunek posiada indywidualny zestaw ataków, czy zachowań.

Monster Hunter: World

A co w przypadku kiedy znudzi nam się ciągłe uganianie za coraz to większymi lub liczniejszymi przeciwnikami? Pozostają nam takie zajmujące zajęcia jak eksploracja map w poszukiwaniu surowców, wyszukiwanie tajnych przejść i skrótów (które być może wykorzystamy, w trakcie zlecenia), a także tak prozaiczne czynności, jak łowienie ryb. Nawet największy łowca, nie powinien jednak korzystać z podstawowego wyposażenia. Tu wkracza dość rozbudowany system tworzenia nowych i ulepszania starych zbroi i oręża. W tych procesach wykorzystamy fragmenty upolowanych stworów, a także rozsianych po całym Nowym Świecie surowców. Zbierać należy wszystko, co się da, gdyż nie wiadomo kiedy może być potrzebne. Przy okazji odblokowujemy kolejne schematy do wykorzystania w kuźni.

Monster Hunter: World to nie tylko zabawa dla pojedynczego gracza. Każdą (oprócz wprowadzających) misję możemy rozegrać w kooperacji z innymi łowcami. Mogą być to zarówno nasi znajomi, jak i przypadkowi ludzie z całego świata. Multiplayer został doskonale wpleciony w singleplayerowy charakter serii Monster Hunter. Jeśli mamy problem z ukończeniem misji, możemy na przykład za pomocą racy umieścić prośbę o pomoc w wiosce stanowiącej swego rodzaju social hub. Wszystkie zlecenia i misje znajdziemy na tablicy ogłoszeń. To tu wybieramy zadania i określamy specyfikacje członków naszej drużyny. Po przebrnięciu przez ustawienia pozostaje nam już tylko czekać na załadowanie mapy i ewentualnych kompanów. Obecność tych ostatnich jest często niezbędna do pokonania niektórych monstrów i ukończenia wydarzeń specjalnych. Dzięki temu czuć jednak na każdym kroku wyzwanie, a także budujemy pewną więź z innymi łowcami. Niestety coś za coś, dobieranie towarzyszów, a także wczytywanie potrafi chwilę potrwać, przez co do gry wkradają się drobne zastoje.

Monster Hunter: World

Sporym zaskoczeniem był dla mnie kreator postaci. Przyzwyczajony do minimalnych możliwości edycji wyglądu naszego awatara w tego typu produkcjach nie spodziewałem się takiej dbałości o szczegóły. Niestety entuzjazm opada, gdy okazuje się, że jedyne co podlega naszym modyfikacjom to w zasadzie tylko twarz i jej mimika oraz głos. O zmianie gabarytów można zapomnieć. Niedosyt rekompensuje edytor naszego kociego pomocnika. Choć nie zawiera już tylu opcji, to jest nadal miłym dodatkiem.

Monster Hunter: World również pod względem audiowizualnym wypada naprawdę dobrze. Lokacje, a raczej różnorodne środowiska na pierwszy rzut oka wyglądają fenomenalnie. Dżungle, pustynie, jaskinie, czy też przypominające krater wulkanu poziomy zachwycają natychmiastowo. Niestety diabeł tkwi w szczegółach. Niektóre elementy otoczenia potrafią doczytać się tuż przed naszą postacią. Nie można również odpuścić niektórym teksturom wyciętym żywcem z poprzedniej generacji. Dorzućmy kilka uproszczonych animacji oraz przenikające modele i mamy na co narzekać. Na szczęście wiele tego rekompensują same potwory, na które przyjdzie nam zapolować. Ich ruch i zachowania są wyjątkowo naturalne, przez co mamy po chwili wrażenie obcowania z żywą fauną. Nie zapominajmy o ścieżce dźwiękowej, łączącej znane, kultowe już melodie z poprzednich odsłon oraz świeże dla serii brzmienia. Ten miks z pewnością zapadnie nie jednemu łowcy w pamięć.

Monster Hunter: World

Monster Hunter: World, choć jest ogromną produkcją, posiada spory potencjał na rozbudowę. Twórcy nie kryją chęci wprowadzania rozszerzeń, a także limitowanych czasowo wydarzeń. Jeśli obietnice Capcomu zostaną spełnione z pewnością rzesza fanów, będzie często powracać do ich najnowszej produkcji. Ilość aktywności i możliwości sprawia, iż poświęcenie grze kilkudziesięciu godzin odkrywa przed nami tylko część najciekawszych szczegółów. Nie zapominajmy także, iż seria jest synonimem grindu — ciągłego powtarzania zadań, by uzyskać losowe materiały potrzebne do ukończenia danego elementu ekwipunku.

Gra jest idealnym przykładem, jak może ewoluować uniwersum. Twórcom udało się zachować to, co w serii kochali weterani, a zarazem dostosować rozgrywkę do obecnych standardów. Po przebiciu się przez natłok różnych aktywności i praw, jakimi rządzi się Monster Hunter, zauważymy, iż najnowszy Mon Hun jest o wiele bardziej przystępny i wciągający, niż by mogło się wydawać. Jeśli chwycicie łowieckiego bakcyla, jestem niemal pewien, iż spędzicie wiele długich wieczorów z japońską produkcją.

Monster Hunter: World

Za udostępnienie gry do recenzji dziękujemy wydawcy w Polsce – firmie Cenega.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!