Po pierwszych zapowiedziach debiutanckiego projektu Moon Games Studio byłem wręcz zakochany w stylistyce, która z marszu zaczęła cechować tę produkcję. Ręcznie rysowane tła, świetna animacja postaci, oraz klimatyczna ścieżka dźwiękowa. Od pierwszych zapowiedzi minęło 10 miesięcy, a „Ori and the Blind Forest” nic nie straciło ze swojego uroku. Ale nie dajcie się zwieść baśniowej grafice, bo to gra dla prawdziwych masochistów, którym nie straszne jest ginąć ponad 500 razy podczas jednego przechodzenia gry.

„Ori and the Blind Forest” jest typowym przedstawicielem gatunku gier platformowych. Moon Games Studio pełnymi garściami czerpało inspirację z Super Meat Boya czy ostatnich dwóch odsłon Raymana. Z tego pierwszego niemal żywcem wzięto styl rozgrywki. Wyobraźcie sobie SMB w otwartym świecie pełnym korytarzy, pułapek oraz przeciwników z oprawą rodem z Raymana. Mniej więcej macie już obraz jak prezentuje się „Ori”, a to dopiero podstawy, bo gra ma o wiele więcej do zaoferowania.

W produkcji wcielamy się w Oriego, młodego i niedoświadczonego duszka lasu, który podczas ataku złego i strasznego ptaka Kuro, rozdziela się od swojej rodziny i gubi się w lesie. Odnajduje go stworek Naru, przypominający Totoro z animacji Miyazakiego. Niedźwiedziopodobny stworek zaprzyjaźnia się z Orim. Pod nieobecność duchów lasu, kraina pogrąża się w coraz większej suszy – ziemia staje się jałowa, drzewa przestają kwitnąć, zaczyna brakować wody oraz pożywienia. Ori musi ruszyć w poszukiwaniu kilku magicznych kamieni, które przywrócą krainę do dawnej świetności. W walce przeciw Kuro duszkowi pomagać będzie Sein, stanowiący jasną siłę magicznego lasu.

Ori4abc

Wydawałoby się, że „Ori” jest kolejną platformówką, do której mogą zasiąść zarówno starsi jak i młodsi, ale to tylko pozory. Gra jest niezwykle wymagająca i nie wybacza żadnych błędów. Doświadczenie i pokora zdobyta podczas grania w Super Meat Boya bardzo przyda się przy przechodzeniu tej produkcji. W grze Moon Games Studio nie tylko trzeba wykazać się małpią zręcznością w obsłudze pada, ale również sporą dozą strategii, wyczucia czasu czy przestrzeni. Niech o trudności rozgrywki świadczy fakt, że na całej, sporej mapie znajduje się zaledwie kilka punktów zapisu gry. Twórcy oddali graczom do dyspozycji dowolny moment zapisywania rozgrywki, ale jest w tym mały kruczek. W grze oprócz zbierania kul podnoszących liczbę żyć oraz kul z punktami doświadczenia, są jeszcze te odpowiadające za energię. Za każdorazowy dowolny zapis gry tracimy jedną kulę energii (po wykupieniu umiejętności tylko połowę). Energię możemy wykorzystać także do zadawania silniejszych obrażeń wrogom. W początkowej fazie rozgrywki, gdy każdy punkt energii jest na wagę złota, trzeba mądrze rozporządzać zasobami. Myślenie strategiczne jest o tyle ważne, że nie raz uratuje naszą skórę przed lub po trudnym fragmencie gry. Częste zapisywanie to wymóg, aby nie powtarzać ogromnych fragmentów.

Za każdego pokonanego przeciwnika Ori dostaje określoną liczbę punktów doświadczenia. To samo tyczy się poukrywanych po mapie kul z doświadczeniem. Naszego stworka możemy ulepszać w trzech rożnych kierunkach. Pierwsze drzewko w całości odpowiada za walkę i zadawane obrażenia, drugie pozwala zmniejszyć wydawane punktów na zapisy czy odkryć poukrywane w grze „znajdźki”, ostatnie zwiększa możliwości sterowania bohaterem i pozwala potroić liczbę skoków w powietrzu, zmniejszyć przyjmowane obrażenia czy pozwala na dłuższe przebywanie pod wodą. Twórcy nie postawili na żmudne zdobywanie doświadczenia i tylko od gracza będzie zależało, czy zdobędzie na tyle dużo punktów umiejętności, aby wykupić je wszystkie. A jest to możliwe, wystarczy eksplorować całą mapę w poszukiwaniu „znajdziek”, a do końca gry odblokujemy wszystkie umiejętności z drzewek.

Ori3abc

Mapy gry nie jest duża, ale dostanie się z jednego jej końca na drugi przysparza sporo problemów. Nawet gdy mamy całkowicie rozwiniętą postać i względnie znamy już mapę na pamięć, na każdym kroku coś lub ktoś chce zabić naszego stworka, dlatego przez całą rozgrywkę musimy mieć się na baczności. Przejście gry zajęło mi równo 10 godzin, zginąłem w tym czasie ponad 500 razy. Żadna śmierć nie była jednak przypadkowa, bo z każdym kolejnym zgonem uczyłem się czegoś nowego. „Ori” polega na ciągłej nauce, zarówno rozmieszczenia pułapek na mapie, sposobów walk na poszczególnych przeciwników, czy korzystania z nowych umiejętności. Gra przy tym jest na tyle intuicyjna, że nawet gdy wrócimy do zabawy po kilku dniach, z miejsca będziemy pamiętać jak się w to gra. Jeszcze nigdy w żadnej produkcji nie czułem się tak lekko i pewnie przed powrotem do zabawy jak w „Ori and the Blind Forest”, choć psychicznie byłem przygotowany na kolejne baty dostawane od tego okrutnego świata.

„Ori” ma przecudowną oprawię audiowizualną. Była to miłość od pierwszego wejrzenia i trwa nawet po ukończeniu zabawy. Ręcznie rysowane tła są prześliczne, a wygląd jak i animacja postaci to najwyższa liga. Nie bez przyczyny podczas opisu fabuły wspomniałem o Hayao Miyazakim, który mógłby się podpisać pod tą grą i raczej nie znalazłby się żadnej hejter, żeby zarzucić mu, że się sprzedał. Gra w żadnym momencie nie ustępuje produkcjom mistrza japońskich animacji. Moon Games Studio nie ma się czego wstydzić, bo stworzyli postacie, które pomimo braku głosów, zapadają na długo w pamięć. Cała narracja w grze opiera się na przerywnikach filmowych (będących częścią gry, więc nie ma uczucia wybijania z immersji świata), pojawiających się planszach z wypowiedziami Seina oraz muzyce. To właśnie ten ostatni aspekt jest najważniejszy, bo nie tylko buduje napięcie wokół historii, lecz również doskonale oddaje atmosferę każdego miejsca w którym się aktualnie znajdujemy w świecie gry. Główny motyw pojawiający się kilkukrotnie to majstersztyk, który nie chce opuścić naszej głowy przez kilka najbliższych godzin po zakończeniu zabawy z „Ori”.

Ori5abc

Nie obyło się bez kilku mniejszych wad, jak chociażby powtarzający się przeciwnicy będący różnymi wariacjami samych siebie, brak dodatkowego contentu po ukończeniu gry (można robić speedruny, więc dla prawdziwych hardcorów zabawa będzie trwać dalej), czy zablokowanie dwóch terenów, do których już nie wrócimy, chociaż mają ukryte kule energii. Ale to tylko malutkie minusy przy całej górze plusów.

Ciężko stwierdzić, że „Ori and the Blind Forest” jest grą indie. Żaden aspekt gry nie wskazuje, że to mała, niezależna produkcja za niewielkie pieniądze. Moon Games Studio stworzyło grę nie mniejszą niż „Rayman Legend” czy „Child of Light”, a przy tym jest jeszcze piękniejszą, grywalniejszą i satysfakcjonującą. Dla takich gier warto być graczem.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej