Blizzard wraz ze swoimi znanymi markami rozgościł się wygodnie w tronie króla dla dużej części gatunków gier wideo. World of Warcraft niezaprzeczalnie dominuje przez blisko 10 lat na rynku MMO. StarCraft II to nadal najpopularniejszy RTS. Żaden hack and slash nie ma tak dużej liczby fanów jak Diablo III. Nie ma też póki co godnej konkurencji dla karcianego Hearthstone’a. Innymi słowy – czysta dominacja. A żeby jeszcze tego było mało, „Zamieć” postanowiła wejść na pole zupełnie sobie obce, którego zresztą sprytnie przez wiele lat unikała. Tak, mowa tu o gatunku strzelanek pierwszoosobowych, który po cudownym dotyku Blizzarda zamienił się dla nich w bardzo mlekodajną krowę. Wystarczyło tylko stworzenie Overwatcha.

Overwatch to potężny sukces i nie ma co się z tym nawet spierać. Nie minął miesiąc, a gra rozeszła się już w 10 milionach egzemplarzy i oczywiście liczba jej posiadaczy jeszcze cały czas rośnie. Nowy FPS zyskał też ogromne uznanie wśród krytyków, którzy wystawiali temu tytułowi najwyższe noty bez jakichkolwiek skrupułów. Wszyscy oszaleli na punkcie Overwatcha i to samo przydarzyło się również mi. Nie jestem osobą łatwo ulegającą zjawisku hype’u, nie ufam też zbytnio ocenom w różnych serwisach, dopóki sam nie sprawdzę danej gry. Mój pierwszy kontakt z tym tytułem mogę ocenić bardzo, bardzo pozytywnie. A moje usilne wyszukiwanie słabości w tym sieciowym shooterze skończyło się sporym niepowodzeniem. Owszem, Overwatch ma kilka problemów, ale są one tak niewielkie, że nie przysłaniają bardzo wysokiej jakości całego produktu. A ten jest po prostu wybornie wręcz wykonaną, rzemieślniczą robotą.

Jak na sieciowego shootera przystało, fabuła nie została przedstawiona praktycznie wcale. I to nie jest tak, że jej w ogóle nie ma. Blizzard po prostu stwierdził, że nie warto zaprzątać graczom głowy niepotrzebną opowieścią czy kampanią dla pojedynczej osoby. A jeśli fani chcą dowiedzieć się nieco więcej o historii swoich ulubionych postaci, wystarczy uruchomić internet i przeszukać materiały udostępnione przez twórców. Deweloperzy już oddali do dyspozycji szereg animacji czy komiksów, które między kolejnymi partiami ogląda (bądź też czyta) się naprawdę nieźle. Jakość ich wykonania stoi na odpowiednim poziomie, także poznawanie tła dla niektórych interakcji między postaciami nie będzie procesem specjalnie bolesnym. Osobiście świetnie bawiłem się przy krótkich filmikach animowanych i zdarza mi się czasem puścić łezkę, gdy pomyślę, że „Zamieć” nie decyduje się na ich częstą publikację. Szkoda też, że twórcy kreując tak ciekawe uniwersum nie zdecydowali się na ingerencję jakichś serii krótkich misji fabularnych. Widocznie nie widzieli oni sensu tworzenia takowych, ale brak kampanii nie doskwiera tutaj tak bardzo jak w tytułach konkurencji.

Overwatch 2016-06-28 14-13-13-495

Overwatch to FPS bardzo odmienny od tych, którymi byliśmy karmieni przez kilka ostatnich lat. Do tej pory rzucano w nas masą militarnych, bardzo poważnych strzelanin różniących się od siebie skalą bitew, bądź też tempem tychże potyczek. Dzieło Blizzarda wprowadza na rynek bardzo przyjemny powiew świeżości, który potrzebny był już od dawna. Overwatch to strzelanka stawiająca na współpracę między graczami (po 6 na każdy team) wcielającymi się w różnych bohaterów z uniwersalną paletą zdolności specjalnych. Odnoszenie się do tej gry jak do mieszanki MOBA z FPS-ami jest według mnie mocno nie na miejscu. Produkcji bliżej jest raczej do takiego Team Fortress 2, z którego czerpie sporo inspiracji, ale nie są to oczywiście swoje lustrzane odbicia. Widać to już chociażby na ekranie wyboru postaci, gdzie zamiast 9 predefiniowanych klas znajdziemy 21 czempionów podzielonych na kilka kategorii – tych świetnie nadających się do ataku, do obrony, wsparcia czy przyjmowania na siebie jak największej ilości obrażeń. Nie należy jednak aż tak bardzo sugerować się tymi typami, bowiem niektóre postacie są swojego rodzaju hybrydą, albo sprawdzają się świetnie tylko w określonych scenariuszach (np. taka Tracer czy Genji nadają się świetnie do flankowania i unieszkodliwiania mniej twardych celów). Kluczem do pierwszych sukcesów w Overwatch jest odnalezienie swojego typu prowadzenia rozgrywki, wybranie dla siebie odpowiedniego avatara oraz opanowanie jego mechanik w niewielkim stopniu. Nie dajcie się zwieść temu, że dany czempion ma zwykle 3-5 umiejętności, w tym jedną pasywną, bo nauka odpowiedniego ich użycia potrafi zająć sporo czasu.

Może to zabrzmieć dziwnie, ale już sam ekran wyboru postaci potrafi przynieść sporo frajdy. Wynika to oczywiście z faktu, że Overwatch będąc grą stawiającą na współpracę, wymaga od drużyny zbudowania odpowiedniej kompozycji bohaterów. Jeśli lądujemy po stronie atakującej, dobrze jest mieć 2 porządnych tanków, jedną personę wspierającą i oczywiście 3 porządnych „napastników”, którzy mogliby prowadzić bezpośredni szturm, bądź też zakraść się na plecy, by tam rozbić fortyfikacje przeciwnika. Przy okazji dobierania lepiej też pomyśleć o synergiach, chociażby takiej Zaryi czy Fary, które łącząc swoje najpotężniejsze techniki potrafią zniszczyć skupiska obrońców na punkcie. Warto też zaznaczyć, że wybierając danego czempiona, nie zostajemy do niego przypisani do końca danego spotkania. Dobrze jest zatem analizować drużynę adwersarzy i próbować dostosować swoje wybory tak, by wykorzystać słabości oponentów. Jeśli wrogowie mają sporo postaci mobilnych (np. Genjiego czy Tracer), dobrze jest przesiąść się na kowboja McCree, który dzięki swojemu granatowi ogłuszającemu jest w stanie ich w prosty sposób zatrzymać. To taka zabawa w papier-kamień-nożyce, tylko bardziej satysfakcjonująca.

Overwatch 2016-06-28 14-05-11-859

21 zróżnicowanych postaci to liczba, musicie przyznać, całkiem imponująca jak na prostą strzelankę drużynową. Niestety, to jedyne cyfry związane z zawartością gry, które potrafią w przypadku Overwatcha zaimponować. Blizzard oddał nam jedynie 4 tryby rozgrywki, w dodatku nie za specjalnie się od siebie różniące. 2 z nich to typowy atak lub obrona punktów kontrolnych, 1 jest odpowiednikiem pchania payloadu z Team Fortress 2, zaś ostatni jest zwykłą mieszanką tych poprzednio przeze mnie wymienionych. Do tego wszystkiego doliczmy jeszcze 12 map. Brzmi nieźle? Niezupełnie, bowiem z racji na niedługi czas meczów (10-15 minut) poznamy każdą z nich już po dobrych kilku godzinach zabawy. Tak więc już po kilkunastu partiach zaczynałem już powoli odczuwać, że widziałem już praktycznie wszystko, co Overwatch jest mi w stanie zaoferować. Blizzard nie dostarczył na start obszernej zawartości, ale z drugiej strony obiecuje dodać jej całkiem sporo już w niedalekiej przeszłości… no i w przeciwieństwie do innych wydawców zrobi to za darmo, a nie w postaci płatnych DLC (patrz Evolve). Można zatem bawić się na razie tym, co zostało nam oddane, a na całkiem spore braki przymknąć ewentualnie oko… i pół drugiego też.

Zauważcie ile napisałem o samych bohaterach i ich doborze. Nadal jednak czuję, że nie napomknąłem jeszcze o wszystkich detalach, składających się na bardzo głęboką warstwę taktyczną gry. Jednak nie jest to jeszcze miąższ całej zabawy, bo nim jest po prostu sama rozgrywka. Overwatch jest pierwszą grą od dawna, której udawało się mnie trzymać w ciągłym napięciu, kiedy trwał już faktyczny mecz. Tutaj zawsze się coś dzieje i nie ma miejsca na nudę czy chwili na złapanie oddechu. Prosty sposób zajęcia punktu planuje się już w biegu i egzekwuje się go, podczas gdy przeciwnik atakuje nas z każdej strony, zalewając nas pociskami, granatami czy rakietami. Tempo jest tu tak podkręcone, że poczułem się jakbym wrócił do lat, kiedy to Quake czy Unreal Tournament był definicją strzelanek sieciowych. Co ważne jednak, walka nie toczy się w bezmyślny sposób. Stale musimy być w ruchu – to oczywiste, ale musimy dodatkowo ciągle kombinować i dostosowywać się do tego z kim akurat wymieniamy ogień. Lepiej unikać bliskich starć z McCree, Mei, albo Reaperem, albo nie stać w jednym miejscu, gdy przed nami stoi czekający na przyciągnięcie nas Roadhog lub gdy widzimy spadające z nieba pociski Fary. Najważniejsze jest jednak to, że Overwatch nie wymaga jakiejś nadludzkiej zręczności czy celności, by gracz był w dużym stopniu przydatny dla całej drużyny. W ogóle gra daje mnóstwo frajdy, niezależnie od tego, czy na koniec mecz przegramy czy odniesiemy miażdżące zwycięstwo. Nie ma tu za bardzo miejsca na frustrację, bo każdy z graczy widzi tylko własne statystyki, a na koniec możemy wybrać 1 spośród 4 zasłużonych postaci, by nagrodzić ich umownym tytułem zawodnika meczu. Blizzard stworzył po prostu produkcję, w której ani nie ma czasu na to, żeby wyzywać innych członków drużyny za ich niekompetencję, ani też nie ma ku temu żadnego powodu, bo nie ma ogólnej tabeli pokazującej numery stojące za daną osobą. Tytuł ten po prostu bawi i rzadko kiedy potrafi zirytować. W końcu takie powinno zadanie gier wideo jako rozrywki, nieprawdaż?

Overwatch 2016-06-28 14-07-46-747

Chłopacy z Irvine w Kalifornii postanowili też odegrać się mikropłatnościami za to, że póki co w planach nie mają wydawać do Overwatch płatnych dodatków. Z czegoś trzeba w końcu żyć, a sprzedane pudełka z grą nie do końca im wystarczą. Mikrotransakcje zostały tu wykonane w podobny sposób jak w Hearthstone z tym, że tutaj dotyczą one jedynie zmian kosmetycznych. Co jakiś czas zdobywamy skrzynki, w których znaleźć możemy skórki, odzywki, animacje czy spraye dla naszych postaci. Oczywiście to co wypadnie ze środka jest kompletnie losowe i każda skrzynia mieści w sobie maksymalnie cztery przedmioty. Zatem szansa na to, że dostaniemy akurat konkretny wygląd dla naszego ulubionego bohatera jest cóż… znikoma. Osobiście obecność jakichkolwiek mikrotransakcji toleruję jako wadę, stąd też takie zagranie ze strony Blizzarda bardzo mi się nie spodobało, w szczególności, jeśli już w dniu premiery dostaję produkt, który wydaje się, że jest niekompletny. Doliczmy do tego jeszcze standardową jak na „Zamieć” cenę, czyli taką w okolicach 180 złotych (na PC). To całkiem sporo, stąd tego typu rozwiązania są bardzo niemile widziane.

To czego strasznie mi w Overwatchu zabrakło to uczucie jakiegokolwiek progresu. Owszem, z meczu na meczu zaczynam odczuwać, że jestem coraz lepszy w kasowaniu przeciwników, ale nie o to mi w tym przypadku chodzi. Blizzard nie wypuścił w dniu premiery systemu gier rankingowych, przez co nie możemy zmierzyć się z innymi w bardziej poważny sposób. Ten dodany zostanie niby później, ale tytuł w moich oczach znacznie na tym ucierpiał. Przez brak rankingów nie czuć w ogóle, że w Overwatchu można cokolwiek osiągnąć. Nie pomaga też prosty system zdobywania kolejnych poziomów, który jest rzeczą jedynie kosmetyczną. Co daną pulę punktów doświadczenia, zyskujemy jedynie darmową skrzynkę kryjącą w sobie kosmetyczne gadżety dla postaci i na tym bonusy się kończą. Podobny problem miałem z Minecraftem, który choć imponował mi pod wieloma względami, to nie umiałem się w niego wkręcić przez brak jakiegoś w miarę jasno określonego celu, jaki mógłbym w nim osiągnąć. Overwatch boryka się póki co z podobnym problemem. Kiedy skończymy mecz nie odczuwamy żadnego sukcesu, a nagroda za nasze starania jest praktycznie niewielka. Blizzard mógł się w tej kwestii lepiej postarać, ale mam cichą nadzieję, że system rankingowy naprawi ten problem.

Overwatch 2016-06-28 14-56-09-011

Graficznie Overwatch cieszy oko. Oczywiście pod względem technologicznym nie powala tak jak Crysis, ale sprawę ratuje zachowany styl przypominający animacje Disney’a. Projekty postaci, ich animacje, wygląd lokacji i wszystkie drobne detale po prostu prezentują składają się razem na pięknie wyglądający obraz. Blizzard mógł pokusić się o bardziej fotorealistyczną grafikę, ale jeśli chciał trafić do masowej widowni, mając też przy okazji na uwadze e-sport, musiał napisać grę tak, by uruchomiła się też na średniej jakości sprzęcie. Twórcom oczywiście się to udało i podejrzewam, że Overwatch ruszy w płynny sposób na dużej ilości konfiguracji, nawet na tych z kilkoma dobrymi latami na karku.

Nowe dzieło Blizzarda brzmi jeszcze lepiej niż wygląda. Soundtrack pasuje do futurystycznego klimatu, ale to nie ścieżka dźwiękowa gra tu pierwsze skrzypce. Wszelkie pomniejsze dźwięki dobrze ze sobą uzupełniają, a fenomenalnie wykonanych kwestii bohaterów po prostu chce się słuchać. Ich okrzyki szybko zapadają w pamięć i to one w dużej mierze kreują ich uniwersalny charakter. Kto jak kto, ale jeśli chodzi o dźwięk, ten deweloper nie ma w tej kwestii sobie równych.

Overwatch to gra z problemami… wróć. Z problemami na tyle małymi, że dla dużej części graczy są one nieznaczące, wręcz niezauważalne. Blizzardowi udało się stworzyć produkcję, która jest w stanie przyciągnąć do siebie każdego na długie godziny. W dodatku czas przy niej spędzony nie wydaje się być nawet w najmniejszym stopniu zmarnowany. Overwatch jest szybki, ma odpowiednią głębię i tak jak niewiele innych tytułów na rynku bawi bardziej niż frustruje. To przyjemna gra, która po prostu powinna spodobać się każdemu, nawet tym kręcącym nosem na samą myśl o FPS-ach. W końcu to nie jest zwykły shooter. To coś odmiennego, ale za to jak wspaniałego.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!